Mocny premier słabego rządu

Adam Sofuł
opublikowano: 10-07-2007, 00:00

Rok temu prezydent przyjął dymisję rządu premiera Kazimierza Marcinkiewicza i desygnował na nowego premiera Jarosława Kaczyńskiego. Ta nieoczekiwana zmiana zakończyła definitywnie okres marzeń (już wówczas i tak bardzo słabych) o koalicji Prawa i Sprawiedliwości z Platformą Obywatelską i stanowiła zapowiedź, że rząd będzie szukał oparcia politycznego nie w centrum, lecz bardziej na prawo od niego. Dla samego funkcjonowania rządu zmiana mogła się okazać korzystna — z wielu względów sytuacja, w której lider największej partii stoi na czele rządu, jest zdrowsza, nikt nie kieruje pracami rządu z tylnego siedzenia, mniej jest też konfliktów między rządem a jego politycznym zapleczem. Wreszcie — przy takim a nie innym składzie koalicji — Jarosław Kaczyński miał dużo większe szanse niż jego poprzednik poskromić apetyty Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony. Przy poparciu prezydenta — bo w przeciwieństwie do paru poprzednich kadencji, trudno mówić o współpracy czy nawet o szorstkiej przyjaźni — był właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, by zrealizować przedwyborcze zapowiedzi PiS.

Przez miniony rok premier miał jednak na głowie znacznie ważniejsze rzeczy niż przedwyborcze zapowiedzi — koalicjanci okazali się bardziej kłopotliwymi partnerami, niż się spodziewał (choć spodziewać się mógł wiele), a rządzenie okazało się bardziej skomplikowaną materią, niż wyglądało to z ław opozycji. O wielu wyborczych zapowiedziach premier najwyraźniej zapomniał — np. o tanim państwie. Portal Money.pl wyliczył, że w minionych dwóch latach zatrudnienie w ministerstwach wzrosło o 1,5 tys. osób. Udało się wprawdzie zlikwidować WSI i powołać CBA, jednak w wielu przypadkach nie można mówić o sukcesie. Przynajmniej na razie. Lustracja potknęła się na Trybunale Konstytucyjnym, co pchnęło premiera do otwarcia kolejnego frontu walki (zmiana ustawy o Trybunale Konstytucyjnym). Pierwszy rok rządów Jarosława Kaczyńskiego był właśnie rokiem otwierania kolejnych frontów w nieustannej wojnie politycznej.

Smutnym symbolem pierwszej rocznicy rządowej zmiany warty jest jej atmosfera. Rocznica upływa pod znakiem skandalu związanego z ujawnieniem przez „Wprost” taśm z nagraniami „wykładów” o. Tadeusza Rydzyka (skądinąd szokujące nagrania też były leitmotivem minionego roku). Tuż po tym, jak premier dowartościowywał uczestników pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę słowami „Tu jest Polska”. Afera przyćmiła nie tylko rocznicę zmiany premierów, ale też zapowiadaną na dziś sejmową debatę o projekcie uporządkowania finansów publicznych zaprojektowanych przez Zytę Gilowską. To projekt dla rządu — co premier podkreślał dziesiątki razy — priorytetowy. Po roku ten priorytet trafił do Sejmu w mocno rozczarowującym kształcie, a i tak pozostał niemal niezauważony w cieniu dyskusji o kolejnych taśmach. I tak mniej więcej upłynął ten rok.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu