Znany seksuolog prof. Lew Starowicz nie lekceważy molestowania seksualnego w pracy. Jego niepokój wzbudza jednak przesadne nagłaśnianie i wyolbrzymianie problemu. Nie chce też rozszerzenia kryteriów przemocy - np. w Ameryce obejmuje ona spojrzenia określane jako lubieżne i oczekiwanie na spotkanie. W atmosferze obsesji - zauważa profesor - łatwo się mnożą fałszywe oskarżenia.
Następstwem takiej nagonki, wzmacnianej niestety przez media, jest lęk wielu mężczyzn przed kobietami i unikanie zachowań adoracyjnych. W jednym z telewizyjnych wywiadów prof. Starowicz powiedział, że będąc w USA, nie wsiada nawet do windy, gdy jest w niej tylko kobieta. Przejażdżka – sam na sam – na dziesiąte piętro biurowca może przecież znaleźć swój finał na sali sądowej.
Jednocześnie – zauważa seksuolog – kobiety chcą być obiektem uwielbienia, adoracji i często mają za złe mężczyznom, gdy ci nie okazują im należytego zainteresowania.
Znamienne, że redaktor Tomasz Lis, znany ze swego uznania dla Ameryki, ma dystans do tamtejszych przepisów prawnych w zakresie molestowania seksualnego. Niewinny flirt, prowadzony oczywiście za obopólną zgodą, może być – zdaniem dziennikarza – czymś stymulującym. Zaś nadmierne kontrolowanie własnych zachowań wprowadza w relacje międzyludzkie pewną sztuczność i sztywność. W rezultacie źle wpływa na atmosferę w pracy.

