Pisanie aplikacji na zamówienie konkretnych klientów jest dobrze płatnym zajęciem. Co prawda, z reguły absorbuje dużą część zasobów firmy informatycznej i uzależnia ją od klienta, ale przedstawiciele sektora IT twierdzą, iż zmiana dostawcy aplikacji dedykowanej jest dla klienta tak
ryzykowna, że właściwie nieopłacalna.
Co roku kilkanaście firm informatycznych deklaruje, że co najmniej kilka milionów złotych z ich przychodów zostało wygenerowane przez kontrakty związane z pisaniem aplikacji na zamówienie. Do takich zamówień przyznają się zarówno typowe domy software’owe, jak i spółki integratorskie. Jednak deklarowana przez te firmy budowa aplikacji na zamówienie ma dwa zupełnie różne oblicza. Z jednej strony mamy do czynienia z rzeczywistym pisaniem oprogramowania na potrzeby konkretnych klientów, z drugiej zaś — z wprowadzaniem modyfikacji do już istniejących aplikacji. To drugie zjawisko jest o wiele powszechniejsze.
— Na aplikacje pisane rzeczywiście od podstaw nie ma zbyt wielu klientów. Takim oprogramowaniem interesują się głównie urzędy centralne lub firmy o monopolistycznej lub zbliżonej do monopolu pozycji na rynku. Z reguły nie ma bowiem gotowego oprogramowania spełniającego ich potrzeby. A nawet jeżeli istnieje, to nie zawsze jego producent może nim swobodnie dysponować. Klient często bowiem nabywa również prawa autorskie do wykorzystywanego oprogramowania i w przypadku, kiedy w jakimś sektorze gospodarki konkurują ze sobą tylko 2 czy 3 firmy, z oczywistych powodów jest bardzo niechętny dalszemu rozpowszechnianiu stosowanych u siebie rozwiązań informatycznych. Ich znaczenie dla utrzymania przewagi konkurencyjnej jest bowiem niewspółmiernie większe od znaczenia aplikacji stosowanych w branży, w której konkuruje 20 czy 30 przedsiębiorstw — wyjaśnia Bogdan Kosturek, wiceprezes firmy Winuel.
W niektórych dziedzinach gospodarki wdrożenie w Polsce standardowego zachodniego systemu jest związane z tak głębokimi jego modyfikacjami, że w praktyce niczym nie różni się do napisania aplikacji od podstaw. Istotne znaczenie ma w takich przypadkach również cena. Ciągle jeszcze ceny zagranicznych systemów wraz z usługami warunkującymi jego wdrożenie bywa wyższa od ceny wsparcia wdrożeniowego i samej aplikacji napisanej od podstaw przez polską firmę na zamówienie konkretnego klienta. Poza tym, ciągle jeszcze zdarza się, że klienci nie chcą korzystać z rozwiązań standardowych, nawet jeżeli ich wdrożenie jest prostsze i tańsze.
— Czasami wynika to po prostu z tego, że przez lata przyzwyczaili się do określonych procedur czy wyglądu dokumentów i nie chcą słyszeć o ich zmianie przy okazji wprowadzania nowego systemu informatycznego. Z im wyższego szczebla dochodzą takie głosy, tym większe prawdopodobieństwo, że zarząd firmy się do nich przychyli i zdecyduje się na aplikację dedykowaną — twierdzi Ewa Kubacka, wiceprezes firmy DRQ.
W praktyce, zarówno w Polsce jak i na świecie, aplikacje pisane na potrzeby konkretnych klientów szczególnie chętne stosowane są w energetyce, telekomunikacji i usługach pocztowych. Zaspokajają też specyficzne potrzeby sektora finansowego. Tam jednak najczęściej aplikacje pisane na zamówienie ulegają dość szybko standaryzacji i pojawiają się w kolejnych, konkurujących ze sobą bankach czy towarzystwach ubezpieczeniowych. Tak było np. w działających w Polsce bankach hipotecznych.
— Gdy zaczynaliśmy tworzyć nasze systemy dla banków hipotecznych i samochodowych, to rzeczywiście robiliśmy to na zamówienie konkretnego klienta, który wiedząc, że nie mamy takiego produktu, po prostu nam zawierzył. Z czasem jednak, oprogramowanie tego typu wprowadzaliśmy do podobnych instytucji finansowych, nie pisząc go ponownie od podstaw, ale tylko modyfikując stworzony wcześniej system — mówi Marek Panek, dyrektor marketingu i sprzedaży w spółce Comp Rzeszów.
Przedstawiciele branży informatycznej przyznają, że pisanie aplikacji na zamówienie konkretnych klientów jest z reguły dobrze płatnym zajęciem. Sprzedaż tego samego produktu do kilku klientów znacznie jednak obniża ryzyko, jakie ponosi firma informatyczna tworząca aplikacje na zamówienie. Zazwyczaj bowiem tworzenie aplikacji na zamówienie konkretnego klienta absorbuje zdecydowaną większość zasobów, którymi dysponuje firma informatyczna, i niepowodzenie takiego projektu może nieść dla niej bardzo nieprzyjemne konsekwencje.
Właściwe wykonanie zadania gwarantuje jednak długotrwałą współpracę.
— Oczywiście istnieje ryzyko, że klient po jakimś czasie zrezygnuje z usług firmy, która stworzyła dla niego rozwiązanie dedykowane i nawiąże podobną współpracę z kimś innym. Przy odpowiedniej jakości stworzonej aplikacji jest to jednak dla klienta dość ryzykowne. Producent aplikacji dedykowanej musi bowiem bardzo dobrze poznać procesy biznesowe zachodzące u swojego klienta. W przypadku zmiany dostawcy takiego rozwiązania, klient musi się liczyć z tym, że nowy dostawca całą tę wiedzę będzie dopiero musiał opanować, a to z kolei może przynajmniej w początkowym okresie oznaczać niezgodną z oczekiwaniami klienta pracę nowej aplikacji — tłumaczy Bogdan Kosturek.
— Może zdarzyć się tak, że zmiany struktury własnościowej przedsiębiorstwa doprowadzą do zmiany procedur, oprogramowania i jego dostawcy. W typowej sytuacji zakończenie współpracy z producentem aplikacji dedykowanej jest jednak dla klienta dość niewygodne. W okresie współpracy firma informatyczna poznaje bowiem specyficzne potrzeby klienta, o których nowy dostawca aplikacji nie ma pojęcia. To z kolei może oznaczać, że nowy system będzie działał dużo gorzej niż już wykorzystywany — podkreśla Ewa Kubacka.
