Mówcie prawdę

Ewa Bęczkowska
21-02-2003, 00:00

Gerald Abramczyk pracował dla Geralda Forda i Ronalda Regana. W Polsce przez 10 lat dla tego polityka od kampanii wyborczych i doradcy polityków nie było pracy. Aż zadzwonił do niego Leszek Balcerowicz...

„Puls Biznesu”: Co to za znaczek ma Pan w klapie?

Gerald Abramczyk: — Dostałem go dawno.

- Wygląda jak „secret service”. Ma Pan coś wspólnego ze służbami specjalnymi?

— No nie. W szkole średniej byłem uczestnikiem konkursu. No i dostałem go od prezydenta Kennedy’ego.

- Który potem Pana zatrudnił?

— Byłem za młody.

- To dla którego prezydenta USA Pan pracował?

— Dla Geralda Forda w 1976 r. i Ronalda Reagana za czasów pierwszej kadencji, czyli w 1980 r.

- Odpowiadał Pan za ich wizerunek?

— Nie. Zajmowałem się działaniami zakulisowymi.

- Czyli jednak służby?

— Nie, po prostu pracowałem na zapleczu. Dla Forda byłem menedżerem stanu Alaska, odpowiedzialnym za koordynację działań politycznych. Dla Reagana pracowałem w północnej Kalifornii, również jako koordynator w ośrodku w San Francisco.

- A dlaczego nie pracuje Pan dla Busha?

— Moje życie trochę się poplątało. W 1984 r. po raz pierwszy trafiłem do Polski. I zawsze, kiedy wracałem, zostawałem dłużej. Aż wreszcie w 1986 r. osiadłem na stałe.

- Dlaczego wybrał Pan Polskę?

— Miałem dość polityki.

- No to źle Pan trafił.

— Przez 10 lat miałem spokojne życie. Uczyłem angielskiego. Aż w 1996 r. zadzwonił Leszek Balcerowicz.

- Po prostu zadzwonił?

— Tak. Zapytał, czy przyjechałbym do Warszawy na kawę. Z przyjemnością — odparłem.

- I co po kawie?

— Pracowałem dla niego.

- A co konkretnie Pan robił?

— Wszystko.

- To znaczy? Analizy makroekonomiczne, prasowanie koszul?

— O nie, nie... Robiłem wszystko, co związane z kampanią parlamentarną. Balcerowicz zaczynał przygotowania w 1996 r.

- To, znaczy że pracował Pan z Balcerowiczem — politykiem.

— Byłem jego doradcą ds. polityki.

- Dobry z Pana doradca... Balcerowicz wtedy dostał się do parlamentu, zdobył mandat na Śląsku. Został wicepremierem! I wszystko dlatego, że zmienił mu Pan wizerunek?

— Nie. Wizerunek da się zmienić, ale nie na stałe. Człowiek musi stale nad tym pracować. Balcerowicz po roku pracy w rządzie, jak i przed wyborami, miał negatywny wizerunek. Był źle odbierany. Jedynie zaraz po wyborach udało mu się to trochę zmienić.

- To który wizerunek był prawdziwy, a który zmanipulowany?

— Nie używam w Polsce określenia manipulacja: nauczyłem się, że ma negatywnie znaczenie. Dla mnie to słowo nie ma negatywnego ani pozytywnego znaczenia. Manipulujemy tym, co przekazujemy, ale nie w negatywnym kontekście, bo manipulowanie to nie to samo, co wywieranie wpływu. Manipulacja negatywna jest wtedy, jeżeli mówca czy osoba publiczna chce wprowadzić słuchaczy w błąd.

- A w Polsce jesteśmy manipulowani w pozytywnym czy negatywnym tego słowa znaczeniu?

— Przewidziałem to pytanie! Moją ulubioną ilustracją tej kwestii jest ten oto pan.

- O, Grzegorz Kołodko!

— On stosuje sztuczki. Jaki jest wynik takich działań? Jaki jest jego wizerunek? Czy celem jest osiągnięcie przez niego porozumienia? Czy ludzie rozumieją to, co mówi, do czego ich przekonuje. Oczywiście nie. A zatem to typowy przykład negatywny.

- To po co politycy robią takie rzeczy? O tym ministrze mówi się, że sporo o public relations nauczył się w USA. To podobno świetny polityk, pierwszy, który potrafi urządzić prawdziwy performance, przekonać do swoich tez społeczeństwo.

— To show. Pokazuje, jak wywierać wpływ. Kiedy Kołodko zaczynał w lipcu 2002 r. — nie mówił nic: czas milczenia — strategia słuszna. Tylko, że wykorzystał ten okres, by prasa o nim pisała. Sądzę, że chciał zyskać na czasie. I w końcu w połowie lipca ogłosił swój plan. Ale został mocno skrytykowany przez polityków, analityków. Zareagował — bo nie lubi krytyki. I wtedy zmienił sposób komunikowania.

Następny okres przeznaczył dla dziennikarzy. Pytali, on otwarcie odpowiadał. Okazało się, że jest wyjątkowo wrażliwy na dociekliwe pytania. Postanowił odmienić sposób prezentacji. Odcinał się od nieprzychylnych dziennikarzy. Przestał mówić do ludzi dobrze poinformowanych — ekonomistów, analityków, przedsiębiorców. Zaczął mówić do przeciętnego człowieka, który go nie rozumie. I tyle... Badania Pentora wykazały ponad 60-procentową dezaprobatę dla jego działań.

- Czy Grzegorz Kołodko jest ministrem finansów, politykiem czy showmanem?

— Nie oceniam pracy ministra — nie jestem ekonomistą — ale styl prezentacji. I twierdzę, że w tej mierze to showman.

- Może posłużmy się tym przykładem, by powiedzieć, jak budować pozytywny wizerunek — co udało się z Balcerowiczem.

— Większość osób w Polsce, konstruując wizerunek, mówi wyłącznie o tym, co najważniejsze dla mówcy. I Grzegorz Kołodko doskonale wybiera: punkt widzenia, propozycje, fakty, wszystko na dany temat. Ale zapomina o odbiorcy. Jeśli mówimy o czymś, to ludzie patrzą na nas przez ten pryzmat i nie mamy na to żadnego wpływu. Jedyne zatem, co możemy zrobić, to wpływać, jak odbiorcy coś postrzegają.

- Czyli nie mówić o temacie, ale mówić o temacie do odbiorcy?

— Właśnie. Nie dla każdego należy formułować wiadomości tak samo. Sądzę, że wicepremier Kołodko jest showmanem, gdyż zmienił adresata swoich informacji. Te metody nie są skierowane do ludzi dobrze poinformowanych. Powinniśmy się zastanowić nad reakcją na nasze wystąpienie — zanim zaczniemy mówić. Tak było z Balcerowiczem — na początku zdecydowaliśmy, co chcemy, by słuchacze — wyborcy — wiedzieli, czuli, a później myśleliśmy, co z tymi informacjami zrobią, gdy im je przekażemy.

- Poszukajmy w Polsce dobrych przykładów — osób, które wręcz modelowo komunikują się z odbiorcą?

— Nie ma takich.

- A kto jest temu najbliższy?

— Trudne pytanie. W rządzie nie ma nikogo takiego.

- Prezydent, ktoś z biznesu?

— Są lokalni biznesmeni...

- A ludzie z pierwszych stron gazet: Kulczyk, Krauze?

— Nie. Oni mówią o czymś tylko na zasadzie krótkiej migawki.

- Ale może ci ludzie — politycy, biznesmeni — nie muszą niczego tłumaczyć, mogą sobie pozwolić na ten luksus. Można też — będąc ministrem finansów — nie udzielać wywiadów.

— Jest kilka elementów budowy wizerunku: wiarygodność, kompetencje, zaufanie. I wreszcie coś, co tak trudno zdefiniować: coś osobistego... Musimy pamiętać, ile lat w Polsce panuje wolność słowa. Brakuje doświadczenia. To wpływ starego systemu, który nie pozwolił na otwartą komunikację, na uczciwość słowa. To elementy niedoceniane przez poprzedni system. Teraz mamy wolny rynek i media, wolność słowa. Inny zestaw wartości.

- Z czym Polacy mają największe problemy przy kreowaniu wizerunku?

— Za dużo doradców. Jeden zły zrobi więcej szkód niż kilkudziesięciu złych polityków.

- Skąd brać tych dobrych...

— Trzeba czasu. W Polsce mieszkałem 10 lat jako doświadczony polityk od kampanii wyborczych i doradca polityków. Wtedy nie znano tu takiego zawodu. Pierwszy raz zacząłem wykładać o tym w latach 90. na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wtedy prowadziłem również zajęcia dla prezesów Exbudu. Ale określenia public relations, marketing, nie były znane. Tłumaczyłem to na przykładach — przez analogie. Teraz wszyscy wiedzą, co to jest, tylko nie zawsze wiedzą, co z tym zrobić.

- Nie chcą tego zrobić?

— Chcą. Dowodem jest coraz większe zainteresowanie uczelni i młodych, którzy nad tym pracują. Ale brakuje im praktyki.

- A co z biznesmenem z wieloletnim stażem? Od czego powinien zacząć?

— Od rozmowy. Zaczynam pracę od tzw. badania osobistego. Muszę stworzyć więź emocjonalną, wzajemne zaufanie, jak z Leszkiem Balcerowiczem. Potem był Tadeusz Syryjczyk (wtedy minister odpowiedzialny za prywatyzację PKP). Pojawili się i inni — np. Jarosław Kalinowski.

- Nie ma się czym chwalić: dawno niczego nie wygrał.

— Startując w wyborach prezydenckich, wiedział, że nie ma szans, by wygrać. Chciał wykorzystać kampanię, by zbudować nowy wizerunek swej partii. Miesiąc po wyborach poparcie wzrosło do 16 proc. Nigdy wcześniej PSL nie uzyskał więcej niż 10 proc.! Cud — i sukces osobisty.

- Wróćmy do techniki. Kiedy już pozna Pan osobę, z którą będzie pracować, co dalej? Ktoś może nie zgadzać się z Pana wizją.

— Niektórzy doradcy kształtują sztuczny wizerunek, nie mający wiele wspólnego z rzeczywistością. Balcerowicz był i jest postrzegany jako zimnokrwisty ekonomista, a to bardzo wrażliwy człowiek. Ale zwycięża u niego racjonalne podejście, kontroluje emocje. Kiedy zaczął czuć to, co mówi, pokazał swą drugą stronę. Wówczas media nie wiedziały, co się z nim dzieje. Zauważyły, że coś się zmieniło, ale nie umiały tego nazwać.

- A może tylko kolor koszuli się zmienił?

— To u Aleksandra Kwaśniewskiego... U Balcerowicza chodziło wyłącznie o to, że zaczął się uśmiechać. Kiedy człowiek czuje, co mówi — wszystko, co robi jest skoordynowane: gesty, mimika twarzy. Jerzy Buzek na przykład też podchodzi do wszystkiego emocjonalnie, ale jego doradcy wywierają zbyt duży nacisk na gesty. Kłóci się to z jego naturą. Raz podczas przemówienia dominuje gestykulacja, czasem stara się nad tym panować i widać sztywne ręce, przytwierdzone do stołu. Ktoś doradził mu, by nie gestykulował... Brak w tym wiarygodności.

- A gdzie w tym wszystkim jest miejsce na mówienie prawdy?

— Zawsze tłumaczę ludziom, z którymi pracuję: mówcie prawdę. Tylko powoli. Inaczej powiemy tylko to, co przyjdzie nam w danym momencie do głowy. Tak robią polscy politycy — najpierw mówią, potem myślą.

Gerald Stanisław Abramczyk. Urodzony w USA, gdzie kilkanaście lat prowadził ponad 50 kampanii wyborczych. Był członkiem sztabu wyborczego Geralda Forda

i Ronalda Reagana oraz przewodniczącym Stanowej Komisji Etyki. W sierpniu 1999 r. otrzymał obywatelstwo polskie. Zawodowy doradca w zakresie komunikacji. Konsultant prestiżowego The Society for Organizational Learning (SoL) — światowej sieci liderów biznesu, naukowców i organizacji konsultantów. Od czerwca br. prezes Polskiego Stowarzyszenia Public Relations.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Bęczkowska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Mówcie prawdę