Resort rolnictwa przygotował projekt programu restrukturyzacji przemysłu utylizacyjnego, którego modernizacja ma pochłonąć ponad 100 mln EUR. Środków jest jednak znacznie mniej.
Eksperci z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi przyjrzeli się wszystkim firmom branży utylizacyjnej.
— Po wstępnej ocenie okazało się, że tylko 25 z 68 zakładów ma szansę na spełnienie wymogów UE — twierdzi Jerzy Dowgiałło z MR, autor projektu rządowego.
Ocena zakładów wykazała też olbrzymie dysproporcje pod względem nakładów, jakie będą musiały ponieść w ramach procesów dostosowawczych. W przeliczeniu na tonę przetwarzanych odpadów wahają się one od 200 do ponad 2 tys. zł.
— Mamy najwyżej dwa lata na przygotowanie się do akcesji. Na utylizację nie ma okresów przejściowych — twierdzi Piotr Kołodziej, główny lekarz weterynarii.
Według ekspertów ministerstwa, przebudowa i modernizacja przemysłu utylizacyjnego pochłonie około 100 mln EUR (360 mln zł). Modernizacja samych zakładów to wydatek ponad 160 mln zł.
Resort nie wyklucza, że mogą znaleźć się chętni do budowy 3-4 zakładów (zamiast modernizacji starych), co może kosztować około 150 mln zł. Budowa tzw. zbiornic dla martwych zwierząt pochłonie 45 mln zł. Zostanie ona sfinansowana ze środków PHARE. Unia wyłoży na to 14 mln EUR. Z tych pieniędzy zostanie sfinansowany ponadto zakup testów na BSE oraz szkolenia.
Projekt rządowy, oprócz wsparcia PHARE, przewiduje dopłaty do kredytów wysokości 24 mln zł do końca 2003 r. (dla zakładów, które będą chciały prowadzić restrukturyzację) oraz 15 mln zł w 2004 r.
— Kwota 24 mln zł nie jest zaplanowana w budżecie. Będą czynione zabiegi, aby ją uzyskać z rezerw budżetowych. Niestety, znajdujemy się w sytuacji, w której najpewniejszymi funduszami są tylko pieniądze PHARE — twierdzi Jerzy Dowgiałło.
Kondycja zakładów utylizacyjnych jest daleka od zadowalającej. Około 60 proc. rynku jest w rękach czterech graczy: europejskich koncernów Saria, Daka, Rendac, oraz rodzimej Farmutil HS. Te zakłady na pewno poddadzą się restrukturyzacji. Gorzej będzie z małymi firmami.
— Rynek utylizacyjny skurczy się do 10 dużych i 10 mniejszych zakładów. Zapewnią one bezpieczeństwo sanitarne w kraju — twierdzi Jerzy Byczyński z Sarii.
— Kilkanaście firm może przerobić około 600 tys. ton odpadów rocznie. Zakłady wykorzystują 60 proc. mocy z powodu braku surowca — dodaje Jerzy Dowgiałło.