My Tummy pojawiło się na rynku sześć lat temu. Dzisiaj wyprodukowane przez firmę ubrania ciążowe i do karmienia można kupić w około 30 krajach na świecie, głównie w Europie Zachodniej. W minionym roku jej sprzedaż skoczyła o ponad 100 proc., a obroty są w granicach miliona złotych. Każdy rok kończy z zyskiem.



— Mamy potencjał, żeby rosnąć znacznie szybciej. Jednak, żeby to osiągnąć, potrzebujemy jeszcze w tym roku kilku milionów złotych finansowania na rozwój sieci sprzedaży, marketing i nowe projekty — przekonuje Joanna Komorniczak, właścicielka firmy.
E-commerce to jest siła
Joanna Komorniczak wcześniej pracowała w korporacji. O własnej działalności zaczęła myśleć, kiedy zaszła w pierwszą ciążę. Trudno jej było znaleźć na polskim rynku dobrej jakości ubrania, które nie maskowałyby nowego stanu, tylko go podkreślały. Za projektowanie zabrała się więc sama. Na początek ciążowe koszulki z różnymi wzorami. Z ekologicznych i przyjemnych dzianin, wolnych od niebezpiecznych substancji i alergenów.
— Zależało nam też na tym, żeby były produkowane w Polsce, a nie w Azji — podkreśla Janusz Komorniczak, który wspiera żonę w prowadzeniu My Tummy.
Od razu postawili na sprzedaż w sieci. Ten kanał okazał się niezwykle trafnym rozwiązaniem, szczególnie od momentu, kiedy udało się nawiązać współpracę z Amazonem w październiku 2014 r.
— Ze względu na bariery formalne nie było to łatwe i zajęło nam około pół roku. Specjalnie dla Amazona wprowadziliśmy kody kreskowe, musieliśmy się dostosować do restrykcyjnych wymogów robienia zdjęć i otworzyć konta bankowe w kilku krajach — opowiada Joanna Komorniczak. Wysiłek się opłacił, ponieważ po ponad roku współpracy z Amazonem sprzedaż ubrań pod marką My Tummy mocno się rozpędziła.
— Największym zainteresowaniem cieszą się w Europie, szczególnie w Niemczech, ale sporo zamawiają też Włochy, Wielka Brytania, a także Stany Zjednoczone — mówi Joanna Komorniczak. Jej zdaniem, to jeden z najlepszych kanałów sprzedaży, który otwiera firmie drzwi do wielu rynków.
— Przy tym jest wygodny w obsłudze i całkowicie zautomatyzowany. Nie potrzebujemy wiele czasu, żeby wprowadzać nowe produkty, platforma niezwykle trafnie szacuje także poziom sprzedaży w różnych krajach oraz potrzebny zapas asortymentu. Do tego płacimy jedynie prowizję od sprzedaży, a nie za samo wystawienie produktów — mówi Joanna Komorniczak.
Dobra jakość za rozsądną cenę
Jednak Amazon to niejedyny kanał sprzedaży My Tummy.
— Prowadzimy także około 20 własnych e-sklepów w Polsce, Europie i Ameryce Północnej, z których wieloma zarządzają nasi partnerzy na zasadzie franczyzy. Sprzedajemy też do butików i mniejszych sieci sklepów stacjonarnych oraz internetowych, z asortymentem wielu marek, też za pośrednictwem partnerów — wylicza Joanna Komorniczak. Ubrania tworzą we współpracy z kilkoma projektantami, a szyją w łódzkich szwalniach. Na metce widnieje „made in Europe”.
— Zrezygnowaliśmy z „made in Poland” ze względu na uwagi niektórych klientów, np. z Rosji. Podczas targów w różnych krajach otrzymywaliśmy sygnały, że nie wszędzie Polska jest dobrze postrzegana, ale Europa już tak. Dzięki temu wielu klientów, choćby z Niemiec, przy pierwszym zakupie może ocenić jakość naszego produktu, choć niekoniecznie zdaje sobie sprawę, że jest z Polski — mówi Joanna Komorniczak. Do firmy spływają zamówienia również z... Chin. Najczęściej przez partnerów z Włoch czy Francji.
— Okazuje się, że Europejczycy szukają taniej produkcji w Azji, natomiast Chińczycy szukają dobrych produktów w Europie — mówi Janusz Komorniczak. Zdaniem właścicieli marki My Tummy, ich produkty cieszą się zainteresowaniem ze względu na dobrą jakość i stosunkowo przystępną cenę. Są przekonani, że potencjał mają znacznie większy,niż obecny wzrost sprzedaży.
— Tym bardziej że ubiegłoroczny wzrost został wypracowany przy niewielkich nakładach na marketing. Do tej pory nie promowaliśmy się szeroko, z poważną promocją ruszamy dopiero w tym roku. Już zaczynamy zatrudniać odpowiednie agencje w Polsce i za granicą — mówi Joanna Komorniczak.
Trzy razy szybciej
Inwestycja w promocję to jeden z projektów, na który potrzebne będzie finansowanie. Kolejnym jest rozwój asortymentu. — Chcielibyśmy go uzupełnić o produkty również dla dzieci do trzech lat.
W tym celu planujemy nawiązać współpracę z kilkoma polskimi firmami, żeby stworzyć coś na kształt klastra. Szukamy takich, które produkują dziecięce ubranka dobrej jakości i w rozsądnej cenie, ale niekoniecznie potrafią je same sprzedać. Dzięki nim rozszerzymy swój asortyment, a oni zyskają na udostępnieniu im naszych kanałów sprzedaży — opowiada Janusz Komorniczak.
Firma myśli też o własnej, nowej marce ubrań dla kobiet, które nie są w ciąży. Trwają prace nad konkretnymi projektami takiej odzieży. W planach jest także inwestycja w nowy sklep internetowy, tak żeby odpowiadał najnowszym trendom technologicznym. Firma chce postawić na rozwój własnej sieci sprzedaży. Przymierza się też do wdrożenia Magneto (platforma do prowadzenia e-sklepu). My Tummy pozyskało już część finansowania z banków, około pół miliona złotych. Ale to nie wyczerpuje potrzeb.
— Nie chodzi jednak o to, żeby dobrać kolejne 100 czy 200 tys. zł. Chcemy poważnie przyspieszyć. Nie widzimy problemu w tym, żeby rosnąć dwa albo trzy razy szybciej niż teraz. Jeszcze w tym roku liczymy na stuprocentowy wzrost, ale w kolejnym chcielibyśmy osiągnąć znacznie więcej — mówi Janusz Komorniczak. Ideałem byłoby finansowanie przede wszystkim dłużne, z możliwością sprzedaży niewielkiej części udziałów. Firma rozmawia o tym z funduszami inwestycyjnymi, rozważa też emisję na rynku Catalyst. My Tummy dwukrotnie zdobyła tytuł e-Gazeli Biznesu, również w 2015 r.