My Tummy stawia na e-franczyzę

  • Anna Pronińska
opublikowano: 03-06-2013, 00:00

Twórcy marki udowadniają, że na ubraniach dla kobiet w ciąży można nieźle zarobić. Polska już im nie wystarcza

Ma być wygodnie, niekoniecznie modnie — często taką filozofią kierują się przyszłe mamy, które na czas ciąży pożyczają T-shirty partnera lub po prostu kupują rzeczy w rozmiarze XXL. Twórcy marki My Tummy chcą to zmienić i wierzą, że moda dla kobiet w ciąży jest niszą biznesową, na której można zarobić.

BIZNES W NISZY:
 Joanna i Janusz Komorniczakowie wspólnymi siłami stworzyli firmę My Tummy oferującą odzież dla przyszłych mam. Zdają sobie sprawę, że biznes jest niszowy, ale wiedzą, jak na nim zarobić. [FOT. MW]
BIZNES W NISZY: Joanna i Janusz Komorniczakowie wspólnymi siłami stworzyli firmę My Tummy oferującą odzież dla przyszłych mam. Zdają sobie sprawę, że biznes jest niszowy, ale wiedzą, jak na nim zarobić. [FOT. MW]
None
None

— Pomysł na biznes miała żona, dla której w trakcie ciąży problemem stało się znalezienie ładnych i modnych ubrań. Jednocześnie nie chciała wracać do poprzedniej pracy, więc poradziłem jej, by zrealizowała swoją nową koncepcję. Zbadaliśmy ofertę na rozdrobnionym rynku i uznaliśmy, że możemy zaproponować coś ciekawszego — mówi Janusz Komorniczak, prezes i współwłaściciel firmy Igloo Building Supplies Poland, do której należy marka My Tummy (to także odzież dla karmiących matek i odzież dziecięca, którą firma sprzedaje hurtowo i detalicznie). Dziś trzyletnia firma może pochwalić się przychodami na poziomie 400 tys. zł. W tym roku mają przekroczyć 1 mln zł, m.in. dzięki zagranicznej sieci franczyzowych e-sklepów.

— Szukamy lokalnych przedstawicieli, którzy zajmą się marketingiem i dotrądo odbiorców hurtowych w danych kraju. Często to oni zgłaszają się do nas. Podpisujemy umowy z franczyzobiorcami na zakup towarów, ale nie pobieramy od nich opłat franczyzowych, bo chcemy, by zarabiali jak najwięcej. Wtedy my również szybciej się rozwijamy — mówi prezes Igloo Building Supplies Poland. Firma błyskawicznie powiększa sieć sprzedaży. W sumie może pochwalić się sprzedażą detaliczną do kilkudziesięciu sklepów internetowych i stacjonarnych.

W 2012 r. sprzedaż wzrosła o 50 proc. r/r, a zysk o 500 proc. W tym roku doszło już kolejnych 15 sklepów internetowych.

— Największą sprzedaż detaliczną notujemy w Polsce, Wielkiej Brytanii, Niemczech, we Włoszech, w Hiszpanii i Portugalii. E-sklepy mamy także w Australii, Francji, Katarze, Rosji, Szwecji, Kanadzie, RPA i USA — wylicza Janusz Komorniczak.

Na tym nie koniec. W tym roku firma planuje otworzyć i przekazać franczyzobiorcom kolejne e-sklepy, m.in. w Austrii, Belgii, Bułgarii, Czechach, Dani, Grecji, Holandii, na Węgrzech i na Ukrainie. Niewykluczone, że zainwestuje w sklep stacjonarny pokazowy w Polsce, a w przyszłości także za granicą. Na ekspansję Igloo Building Supplies Poland otrzymała 200 tys. zł unijnej dotacji w ramach „Paszportu dla eksportu”. W sumie w ciągu dwóch lat musi wydać 0,5 mln zł na rozwój zagraniczny (dla porównania, od początku istnienia wydała na marketing znikomą część tej kwoty). Korzysta też z dotacji urzędów pracy, zatrudniając stażystów opłacanych przez państwo. Jeśli się sprawdzają, daje im umowy o pracę. Co ciekawe, produkcję odzieży firma zleca w Polsce, bo uważa, że tak jej się bardziej opłaca.

— Wysłaliśmy próbki odzieży do Chin i okazało się, że przy zachowaniu tej samej jakości produkcja w Azji wcale nie jest tańsza niż w Polsce. Dodatkowo dzięki wytwarzaniu na miejscu możemy być elastyczni i szybciej reagować na potrzeby rynku i wprowadzać nowe kolekcje — mówi Janusz Komorniczak. Potencjał firmy dostrzegają inni gracze.

— Zgłaszają się do nas przedsiębiorstwa z pytaniami, na ile wyceniamy nasz biznes, bo mogliby być zainteresowani przejęciem. Ja sam dostrzegam w przyszłości możliwość upublicznienia firmy na małym parkiecie. Rozwijamy się błyskawicznie, więc to wcale nie musi być odległa perspektywa — zapewnia prezes warszawskiej firmy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane