Krzysztof Żarnotal, szef Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW),
zapewnia, że jego firma jest już gotowa do druku euro.
- Mamy niezbędne
urządzenia oraz akredytację Europejskiego Banku Centralnego w dziedzinie
systemów zarządzania jakością i bezpieczeństwem produkcji – podkreśla z
satysfakcją menedżer.
Czy nie będzie mu brakowało złotówki? Raczej nie, bo –
jak stwierdza – w kwestiach finansowych sentymenty nie są dobrym doradcą.
-
Dawniej własna waluta była jednym z podstawowych atrybutów suwerenności państwa.
Dzisiaj dużo bardziej liczą się położenie geopolityczne i strategiczne sojusze –
przwekonuje prezes Żarnotal.
Chybione porównanie
Czy wszyscy myślą podobnie? Wręcz
przeciwnie. Osób nastawionych do euro sceptycznie w Polsce nie brakuje. A jednym
z ich argumentów jest to, że choć Wielka Brytania i Dania do unii monetarnej nie
przystąpiły, to i tak są w czołówce gospodarczej świata.
Powodem odrzucenia
euro przez te kraje były nie tyle kalkulacje ekonomistów, ile tzw. głos ulicy.
Duńczycy opowiedzieli się przeciw wspólnej europejskiej gotówce w referendum
przeprowadzonym w 2000 r. (53 do 47 proc.). Natomiast w Zjednoczonym Królestwie
władze w ogóle zrezygnowały z takiego głosowania. Badania ujawniły bowiem, że
zwolennicy unii walutowej stanowią jedynie 34 proc. tamtejszego społeczeństwa,
podczas gdy unifikacji niechętnych jest aż 56 proc. ankietowanych.
Michał
Macierzyński, ekspert portalu Bankier.pl, decyzję Brytyjczyków tłumaczy – pół
żartem, pół serio – ich swoistym ekskluzywizmem.
- Wyspiarze cenią
odrębność. Między innymi dlatego odrzucili system metryczny i jeżdżą lewą stroną
drogi – mówi specjalista.
A co do Duńczyków, przypomina, że dziś – według
sondaży – zagłosowaliby za euro.
Z kolei ekonomista Marek Zuber wskazuje, że
wspomniane kraje mają znacznie dłuższą od nas historię stabilności finansowej i
gospodarczej.
- Jednocześnie wyniki makroekonomiczne bynajmniej nie
potwierdzają, że Dania wraz z Wielką Brytanią rozwijają się bardziej dynamicznie
niż kraje strefy euro – podkreśla Marek Zuber.
Między gospodarką a polityką
Wielka Brytania i Dania jako
jedyne państwa w Unii Europejskiej zostały objęte tzw. klauzulą opt-out,
umożliwiającą im trwałe pozostawanie poza strefą euro, nawet po spełnieniu
kryteriów konwergencji. A jak jest z Polską? Czy my również mamy dowolność w
podejmowaniu decyzji o wprowadzeniu wspólnego pieniądza?
- Wchodząc do Unii
Europejskiej, automatycznie zgodziliśmy się, że będzie u nas euro – rozwiewa
wątpliwości Michał Macierzyński.
Dalsze opieranie się euro nie służy – jego
zdaniem – rodzimej gospodarce. A jedynie niektórym partiom, które chcąc zbić
kapitał polityczny na sianiu paniki. Ekonomiście nie podoba się również
forsowany przez te ugrupowania pomysł przeprowadzenia referendum w sprawie
euro.
- O tym, kiedy, na jakich zasadach i czy w ogóle wchodzić do strefy
euro nie powinien decydować statystyczny Kowalski. Od tego jest rząd i Narodowy
Bank Polski – uważa specjalista portalu Bankier.pl.
A jaki moment jest
najlepszy na wprowadzenie euro? Nawet zwolennicy unifikacji monetarnej nie są co
do tego zgodni.
- Im szybciej to zrobimy, tym lepiej. Dziś, w kryzysie,
bylibyśmy bezpieczniejsi, mając euro – przekonuje Michał
Macierzyński.
Większą ostrożnością wykazuje się prezes NBP Sławomir
Skrzypek.
- Polska gospodarka nie jest jeszcze gotowa na przyjęcie euro,
ponieważ kurs złotego nie jest wystarczająco stabilny – stwierdza szef banku
centralnego.