Na lądzie, w wodzie i powietrzu

Urszula Światłowska
24-06-2005, 00:00

Urlop nie musi być nudny. Rzeki, jeziora czy góry oferują wiele atrakcji i adrenaliny.

Wylegiwanie się na plaży wyszło z mody. Zresztą — ileż można oglądać morze i czytać książkę. Poza tym po kilku miesiącach za biurkiem przyda się trochę ruchu. A lato sprzyja uprawianiu sportu. Słońce, woda, góry... Możliwości jest natomiast tak wiele, że nawet najbardziej wymagający znajdą coś dla siebie. Wakacje to przede wszystkim woda i dlatego większość sportów związanych jest właśnie z nią. Od spokojniejszych — jak windsurfing, po ekstremalne, np. spływanie rwącym potokiem na plastikowej desce. Jeśli ktoś lubi urozmaicenie — może za jednym zamachem pływać kajakiem, nurkować i się wspinać. A jeżeli i tego za mało? Pozostaje kula tocząca się ze zbocza góry z... człowiekiem w środku.

Windsurfing

Mekką polskiego windsurfingu, czyli pływania na desce z żaglem, jest Półwysep Helski. Co roku Zatoka Pucka zapełnia się kolorowymi żaglami. Pływają tu i początkujący i zaawansowani, a zgromadzona na brzegu widownia ma okazję obserwować najlepszych.

Na desce z żaglem można pływać zarówno po zatoce, jak i na jeziorach, a szkoły windsurfingu są w wielu „wodnych” miejscowościach turystycznych w Polsce. To sport dla całej rodziny. Nowoczesny żagiel jest lekki, a deski dla początkujących stabilne, więc poradzi sobie i dziecko, i niezbyt wysportowany dorosły. Zaczyna się pod okiem instruktora, który pokaże, po czym poznać, skąd wieje wiatr i jak to wykorzystać. A potem — jak wyciągnąć żagiel z wody, przepłynąć kilka metrów i zrobić zwrot. Na początku sprzęt zapewni szkoła, ale później trzeba liczyć się z wydatkami. Choć sprzęt znacznie staniał i poszerzył się rynek wtórny, to trzeba zaopatrzyć się w deskę, żagiel, maszt, bom, linki, piankę oraz trapez. W sumie pierwszy komplet może kosztować i kilka tysięcy. Ale warto, bo nawet na nie najnowszej desce znacznie podnosi się poziom szczęścia.

Kitesurfing

To już propozycja dla bardziej zaawansowanych. Tu też jest deska. Tyle że żagiel zastąpił latawiec. Ta dyscyplina zagościła w Polsce 5-6 lat temu i z roku na rok ma coraz więcej wielbicieli. By uprawiać ten sport, konieczny jest kurs, bo nieodpowiednie sterowanie latawcem może spowodować wypadek. Podczas kursu adept nauczy się, jak obsługiwać latawiec i kiedy wiatr odbija się od brzegu. Lekcje trwają kilka dni, ale już po 10 godzinach można samodzielnie pływać. Dlatego kitesurfing uznawany jest za prostszy od windsurfingu. Ale to już sport ekstremalny i przeznaczony raczej dla ludzi młodych i aktywnych.

Kajakarstwo

Każdy przynajmniej raz siedział w kajaku — choć przez chwilę. Czy to na koloniach, spływie studenckim, czy na wycieczce z rodziną. Bo to sport dla wszystkich, którzy nie boją się wody i potrafią pływać. Jeżeli ktoś nie ma czasu na spływ, może wypożyczyć kajak na kilka godzin lub weekend i pokręcić się po jeziorze lub okolicznej rzece. W Polsce jest wiele pięknych tras — Krutynia na Mazurach, Kółko Raduńskie na Kaszubach.

Ze znalezieniem kajaka nie ma problemów. Wzdłuż tras w każdej miejscowości jest wypożyczalnia. Ale jeżeli kogoś nudzi snucie się po nizinnej rzece, może przenieść się trochę wyżej. Każdy miłośnik sportu wie, co to kajakarstwo górskie. Spieniona woda, pojedynczy kajak i dawka adrenaliny. Jest kilka odmian tej dyscypliny. Spływanie górskimi rzekami, czyli river runing, wąskimi strumieniami o dużym spadku, czyli creeking, freestyle — spływanie z wykonywaniem akrobacji oraz najmłodsza, czyli rodeo, która polega na wykonywaniu akrobacji punktowanych przez sędziów. Tu nie obejdzie się bez instruktora. Nawet jeżeli ktoś już siedział w zwykłym kajaku, musi sporo się nauczyć. Jak wiosłować, nie dać się wywrócić i co robić, jeżeli już tak się stanie. W Polsce jest kilka klubów i szkółek kajakowych, które urządzają szkolenia lub zorganizowane wyjazdy. Jest też sztuczny tor, na którym woda jest tak samo spieniona, jak w naturze, ale nie ma kamieni.

Rafting

To spływ pontonowy dzikimi rzekami. Jeżeli ktoś widział film „Dzika rzeka” z Meryl Streep, wie, o co chodzi. By spróbować raftingu, nie są potrzebne specjalne umiejętności lub uprawnienia. Wystarczy mieć kondycję, nie trzeba nawet umieć pływać, ponieważ na powierzchni wody utrzymuje nas kamizelka asekuracyjna. Nie trzeba się też martwić o sprzęt. Kask, piankę i ponton zapewnia organizator spływu. Najbliżej Polski rafting można uprawiać w Austrii lub na Słowacji. W Polsce — na przełomie Dunajca w Pieninach.

Canyoning

Tak jak przy raftingu, pokonuje się dzikie rzeki. Tyle że canyoning zapewnia dodatkowe atrakcje — pokonywanie wodospadów, podwodnych jaskiń. Czasem trzeba spuścić się na linie, czasem nurkować lub pokonać niewielką ściankę. Trasy mają różny poziom trudności, ale nie są wymagane specjalne umiejętności.

Hydrospeed

Wciąż mało adrenaliny? I na to znajdzie się sposób. Kajak i ponton można schować do szopy, bo do uprawiania hydrospeedu wystarczy plastikowa deska. Podobna jak przy nauce pływania, tyle że tu konieczny jest jeszcze jeden element — rwąca rzeka. Hydrospeed to spływanie na desce z nurtem rzeki. Decydując się na tę przygodę, trzeba być przygotowanym na siniaki, bo większość ciała nie mieści się na desce, a pianka nie do końca chroni przed kamieniami. Adrenalina gwarantowana. Ale choć na pierwszy rzut oka taki spływ nie wygląda na zbyt skomplikowany, nie warto próbować go na własną rękę. W Polsce jest kilka firm, które zajmują się organizacją spływów rzekami. Często gdy jakaś szkoła ma w swojej ofercie hydrospeed, ma też rafting, kajakarstwo lub canyoning. Bo są to dyscypliny bardzo zbliżone i wszystkie wymagają mocnych nerwów. Za to gwarantują niezapomnianą przygodę.

Nurkowanie

Błękitna woda, kolorowe rafy i niezliczona ilość ryb różnych gatunków i kolorów. Podwodny świat. O nurkowaniu powstało wiele filmów, zarówno fabularnych i dokumentalnych. Bo to sport ekscytujący i spektakularny. By spróbować swoich sił w jeziorze z maską i rurką, nie trzeba mieć żadnych uprawnień. Ale gdy marzą ci się rafy koralowe czy oglądanie wraków na Mamrach, należy zapisać się na kurs. Szkół i klubów nurkowych jest w Polsce pod dostatkiem. Lecz zanim zapłaci się za kurs, trzeba zrobić podstawowe badania. Potem już kilka wykładów, nauka nurkowania pod okiem instruktora i można schodzić nawet do 20 m pod wodę. Aby wykorzystać uprawnienia, nie trzeba od razu wyjeżdżać nad ciepłe morza. Znacznie tańsze jest nurkowanie w Polsce, a atrakcji też nie brakuje.

Zorbing

Na szczycie góry kilka osób tłoczy się obok wielkiej, przeźroczystej kuli. Za chwilę ktoś wejdzie do środka, by stoczyć się ze zbocza. To nie test na odporność organizmu, tylko nowy sport. Zorbing — propozycja dla każdego, kto lubi wesołe miasteczka i nie ma choroby lokomocyjnej. Ten dziwny sport pochodzi z Nowej Zelandii i szturmem podbija cały świat. Do uprawiania zorbingu konieczne są dwie rzeczy — zbocze i zorb, czyli nadmuchiwana, pusta w środku kula. Zorb ma ok. 3,2 m średnicy zewnętrznej i ok. 1,8 średnicy wewnętrznej. Waży kilkadziesiąt kilogramów, a żeby wszystko odbywało się bez uszczerbku na zdrowiu, wykonany jest ze specjalnych materiałów odpornych na uszkodzenia. Jeżeli komuś w wakacje brakuje adrenaliny, powinien stoczyć się z zawrotną prędkością z góry. Na pewno będzie o czym opowiadać po powrocie.

Spadochroniarstwo

Jeszcze kilka lat temu mało kto mógł spróbować skoków ze spadochronem. Teraz jest znacznie łatwiej. Ale zanim wejdzie się do samolotu, trzeba zrobić badania w wojewódzkiej przychodni sportowo-lekarskiej albo w Głównym Ośrodku Badań Lotniczo-Lekarskich. Potem — wybrać metodę szkolenia. A są dwie: klasyczna lub AFF. Pierwsza z nich jest znacznie popularniejsza. Kursant szkolony jest stopniowo. Zaczyna od skoków z mniejszej wysokości ze spadochronem, który otwiera się zaraz po opuszczeniu samolotu. Potem zwiększa się wysokość i opóźnia czas otwarcia spadochronu. Druga metoda jest bardziej drastyczna. Instruktorzy zabierają adepta od razu na 4 tys. m i skaczą wraz z nim. Oczywiście uczeń jest cały czas asekurowany. Są też sposoby na niezdecydowanych. Skok dwuosobowy z doświadczonym instruktorem, który zadba, by wszystko przebiegało zgodnie z planem.

Paralotniarstwo

Spróbować tego sportu można w wielu górskich miejscowościach turystycznych, np. w Zakopanem lub Szczyrku. Najpierw jednak trzeba pójść na kurs do klubu. Pierwszy stopień, tzw. L, czyli loty wstępne, ma na celu oswojenie ze sprzętem i przygotowanie do samodzielnego latania. Nie są wymagane żadne szczególne umiejętności ani badania lekarskie, wystarczy mieć choć odrobinę kondycji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Urszula Światłowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Na lądzie, w wodzie i powietrzu