Na odległość ciągle trudniej

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2012-06-20 00:00

E-podpis: Firmy nie stosują podpisu elektronicznego, przez co tracą grube pieniądze

E-podpis to zaszyfrowany załącznik do dokumentu elektronicznego, który jednoznacznie potwierdza jego autentyczność, tożsamość autora i zabezpiecza przed ewentualnymi zmianami. Choć składany jest przy użyciu komputera, ma taką samą moc prawną, jak wykonany odręcznie.

— Jest to ciąg danych wyliczanych w oparciu o rozbudowane funkcje matematyczne, unikalny w swojej strukturze w obrębie autoryzowanego dokumentu. W razie choćby najmniejszej zmiany w dokumencie otrzymujemy informację o jego niezgodności z podpisem — tłumaczy Adam Duda, kierownik ds. rozwiązań biznesowych w spółce Epicor.

Od euforii do rozczarowania

Za stosowaniem tej technologii przemawiają nie tylko względy bezpieczeństwa, ale też oszczędność i wygoda — dzięki podpisowi elektronicznemu nawet kontrakty o największej wartości partnerzy biznesowi mogą zawierać zdalnie. Mimo to odsetek instytucji, które wykorzystują to rozwiązanie, jest nadal niski. Podpisu elektronicznego można w Polsce używać od 10 lat. Został wprowadzony m.in. po to, by zrewolucjonizować administrację publiczną (żadnych kolejek w urzędach i niemal zupełne odejście od dokumentów papierowych). Zmiany następują jednak dużo wolniej, niż spodziewali się urzędnicy i petenci. Miejsce euforii zajęło więc rozczarowanie. Ale Piotr Walesiak, ekspert odpowiedzialny za obsługę sektora administracji publicznej w firmie Infovide-Matrix, twierdzi, że to normalne w cyklu życia większości innowacji z zakresu technologii IT.

— Po okresie zachłyśnięcia się nowością urzędy zaczynają coraz lepiej rozumieć mocne i słabe strony tej technologii, różne jej odmiany i sposoby stosowania. Nie podchodzą już bezkrytycznie do oferty rynkowej. Wybór określonego rozwiązania uzależniają od swoich potrzeb i możliwości finansowych — mówi Piotr Walesiak.

Według niego techniki gwarantujące wysoki poziom bezpieczeństwa, lecz drogie nadal będą wykorzystywane. Ale głównie w dziedzinach podwyższonego ryzyka, takich jak bezpieczeństwo publiczne, niektóre działania służb celnych i podatkowych czy wybrane aspekty systemu ochrony zdrowia. Wszędzie indziej upowszechniane będą tańsze i prostsze techniki podpisu — oferujące niższy, ale wystarczający poziom bezpieczeństwa.

— Przykładami mogą być techniki podpisu elektronicznego bazujące na zaufanym profilu ePUAP czy wdrożone w administracji podatkowej techniki uwierzytelnienia dokumentów polegające na dodaniu do bieżących zeznań podatkowych informacji z poprzednich deklaracji — wskazuje Piotr Walesiak. Uważa, że zapowiada to zbliżającą się eksplozję faktycznie użytecznych e-usług publicznych, opartych na różnych formach podpisu elektronicznego, dostosowanych do poziomu ryzyka chronionych transakcji.

Technologiczni prymusi

Ewentualne wątpliwości, obawy i opory biurokratów zneutralizuje głos społeczeństwa. Coraz więcej Polaków ma przecież dostęp do internetu i chce załatwiać sprawy w urzędzie bez wychodzenia z domu czy biura. Otwartość na nowe rozwiązania wymusza też biznes.

— Podpis elektroniczny poza administracją publiczną może mieć szerokie zastosowanie w sferze biznesowo-komercyjnej, np. w e-handlu lub w prywatnej opiece medycznej — twierdzi Michał Gembal, dyrektor marketingu firmy Arcus, która zajmuje się m.in. elektronicznym obiegiem dokumentów.

Ale sektorami, które najczęściej stosują taką formę autoryzowania transakcji, są bankowość, usługi finansowe i ubezpieczenia — chodzi głównie o oszczędność czasu i znaczne niższe koszty niż te, które ponosi się przy tradycyjnej metodzie obsługi klientów. A jednak e-podpis wciąż jest wśród polskich przedsiębiorców mało popularny. Zdaniem Adama Dudy, wynika to z konieczności osobistej wizyty w punkcie rejestracyjnym i poniesienia kosztów związanych z wydaniem podpisu. Nie dość tego, podpis jest ważny maksymalnie dwa lata i po tym czasie trzeba odnawiać certyfikaty.

— Upowszechnianie się tej technologii hamuje również przypisanie e-podpisu konkretnemu pracownikowi. Osoba odchodząca ze stanowiska zabiera podpis ze sobą i firma musi zaangażować swoje zasoby do zapewnienia podpisu nowemu specjaliście — uświadamia Adam Duda. Jest jednak spokojny o przyszłość podpisu elektronicznego, choć woli nie orzekać o tym, czy stanie się standardem biznesowym. Ale nie ma wątpliwości, że w najbliższych latach to rozwiązanie będzie coraz częściej wprowadzane.

— Cenny okazuje się przykład banków. Ich przekonanie się do tej technologii sprawia, że zmniejszają się obawy firm co do rentowności i bezpieczeństwa e-podpisu jako narzędzia — uważa Adam Duda.