Na patriotyzmie można zarobić

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2016-03-03 22:00

Coraz więcej firm dostrzega, że opłaca się nie tylko informowanie konsumentów o pochodzeniu, ale wręcz oparcie konceptu na miłości do ojczyzny

Wspieranie polskiej gospodarki jako wyraz patriotyzmu konsumenckiego to nie tylko zadanie dla konsumentów, ale przede wszystkim dla firm. Kowalski już wie, że warto kupować polskie produkty. Nie wie tylko… które są polskie.

Warto poinformować

Trudno się dziwić. Wielu przedsiębiorców nie ułatwia decyzji zakupowych, wybierając obcobrzmiące nazwy dla swoich marek. Skąd konsumenci mają wiedzieć, że Gino Rossi czy Cropp to polskie firmy? Z drugiej strony, wiele osób jest przekonanych, że Wedel czy Winiary wciąż są w rękach Polaków, podczas kiedy dawno zmieniły właściciela. Warto więc poinformować o swojej polskości.

— Nastawienie do polskich produktów się zmienia. Polscy konsumenci są coraz bardziej świadomi znaczenia faktu, że kupują rodzime produkty, co w wielu innych gospodarkach jest normą. A kreowanie trendów i ułatwianie klientom wyboru należy m.in. do firm — przyznaje Marcin Setlak, prezes w firmie Promoship i właściciel serwisu Nazwane.pl. Akcentowanie polskiej tożsamości może się przełożyć na zainteresowanie konsumentów — uważa Fundacja Firmy Rodzinne, która namawia swoich członków do stosowania znaku firma rodzinna na opakowaniach towarów.

Niedawno zbadała postrzeganie rodzinnych firm przez konsumentów. Okazało się, że najczęściej kojarzą im się z tradycją, wysoką jakością, rzetelnością i solidnością. Chętnie wybierają ich produkty, ponieważ wierzą, że właściciel sam pilnuje jakości (52 proc. odpowiedzi), i są przekonani, że wyroby pochodzą z Polski (22,8 proc.). Aż 35,6 proc. badanych byłoby w stanie zapłacić więcej za produkt firmy rodzinnej niż za porównywalny, ale pochodzący z firmy, która nie deklaruje swoich korzeni.

Pomogą w identyfikacji

Niektórzy przedsiębiorcy dobrze wiedzą, że informacja o pochodzeniu może ułatwić decyzję konsumentom. Postanowili nie tylko zaakcentować swoją polskość, ale wręcz oprzeć na niej cały biznesowy koncept. Na przykład twórcy portalu wyprodukowanowpolsce.pl pomagają w identyfikacji polskich firm. Stworzona przez nich platforma to baza przedsiębiorców, którzy produkują swoje wyroby w kraju, oraz miejsce, gdzie można nawiązać kontakt z producentami, a także promować swoje produkty. Podobnie działa aplikacja Pola, stworzona przez Klub Jagielloński, stowarzyszenie zrzeszające głównie studentów i młodych absolwentów uczelni wyższych. Została uruchomiona w Święto Niepodległości i umożliwia zeskanowanie kodu kreskowego oraz przydzielenie produktowi punktów, kolejno za: polski kapitał przedsiębiorstwa, fakt zarejestrowania przedsiębiorstwa w naszym kraju, produkcję w Polsce, zatrudnienie w obszarze badań i rozwoju oraz za brak przynależności do zagranicznego koncernu.

— W ciągu trzech miesięcy od uruchomienia Poli zyskała ona 70 tys. użytkowników. To dowód na to, że rośnie świadomość konsumencka, która jest skorelowana z chęcią wybierania polskich produktów — twierdzi Piotr Trudnowski z Klubu Jagiellońskiego.

Polskie ubrania…

Na patriotyzmie swój koncept biznesowy oparła również firma Surge Polonia, produkująca patriotyczną odzież. Patriotyczne idee wyraża ona nie tylko końcowym produktem, ale też w procesie jego powstawania, który w całości odbywa się w Polsce. Firma współpracuje z dziewiarniami, drukarniami tekstylnymi i szwalniami z Łodzi.

— Polski przemysł tekstylny potrafi wytwarzać odzież najwyższej jakości. Ta branża dopiero się u nas odradza, ale cieszymy się, że możemy ją wspierać. Istotne jest także to, że w ten sposób stwarzamy miejsca pracy w kraju — podkreśla Wojciech Setny, prezes Surge Polonia. Ponadto do współpracy Surge zaangażowała polskich designerów młodego pokolenia.

— To był świadomy wybór modelu biznesowego, w którym istotną rolę odgrywa patriotyzm ekonomiczny. Zyskuje też konsument — po pierwsze: pewność co do jakości odzieży dzięki kontroli produkcji „na miejscu”, po drugie: produkty będące odpowiedziąna jego realne zapotrzebowanie — twierdzi Wojciech Setny.

Takie podejście najwyraźniej opłaca się firmie, bo z dwuosobowego start-upu, który powstał w 2011 r., Surge szybko przekształciła się w producenta kilku tysięcy sztuk koszulek miesięcznie. Otworzyła już pierwszy salon we Wrocławiu, a do końca roku w największych miastach pojawi się 10 kolejnych. Podobny model funkcjonowania ma Red is bad, powstały w 2012 r., również zajmujący się szyciem patriotycznej odzieży. Właściciele firmy podkreślają, że powstała ona bez wsparcia z Unii Europejskiej i od inwestora. „Mimo to w ciągu dwóch lat udało nam się zbudować prężnie działającą firmę odzieżową”— twierdzą właściciele na firmowej stronie internetowej. Podkreślają, że wszystkie komponenty produktów Red is Bad są wytwarzane w Polsce. W dużej mierze biorą w tym udział rodzinne, często drobne zakłady.

…i zegarki

Do polskiej tradycji w swojej działalności postanowili się także odwołać właściciele marki Błonie, która działała od 1959 r. i została zlikwidowana przez system komunistyczny po 10 latach istnienia. Michał Dunin i Maciej Maślak postanowili ją wskrzesić, kupili prawa do marki i w ciągu trzech lat stworzyli pierwszy model zegarka. Efektem była limitowana seria czasomierzy w cenie ok. 1670 zł, które rozeszły się w ciągu kilku miesięcy.

Prawdziwym hitem okazał się jednak drugi model. W 75. rocznicę bitwy o Anglię Błonie wypuściły na rynek zegarek będący hołdem dla polskich pilotów walczących nad brytyjskim niebem. W pierwszym dniu sprzedaży (17 grudnia) rozeszło się sto z trzystu sztuk limitowanej serii, a do końca roku właścicieli znalazły wszystkie zegarki.

— Bardzo dobrze trafiliśmy z projektem zegarka. Był odpowiedzią na obecnie panujące trendy i nawiązaniem do polskiego Dywizjonu 302. Chcieliśmy upamiętnić historię tej formacji, ponieważ był to pierwszy polski dywizjon lotniczy utworzony w Wielkiej Brytanii, który wciąż pozostaje w cieniu najbardziej znanego Dywizjonu 303 — mówi Michał Dunin.