Na piłce nie pojadą

KAJ
opublikowano: 29-12-2011, 00:00

Wizja piłkarskich mistrzostw nie rozgrzewa firm medialnych i reklamowych. Jeśli bedą zwyżki, to w kinie i internecie.

2012 r. z punktu widzenia wielu koncernów mediowych i agencji reklamowych ma jeden silny punkt. To piłkarskie EURO, które ma podreperować tempo wzrostu wydatków na promocję w naszym regionie Europy. Według analityków ZenithOptimedia Group (ZOG), wydatki reklamowe w przyszłym roku wzrosną w Europie Środkowo- Wschodniej o 8 proc. Tyle że ZOG co kilka miesięcy obniża prognozy, a liczby dla Polski są coraz mniej obiecujące.

— Jeszcze niedawno przewidywaliśmy wzrost w 2012 o ponad 5 proc. Teraz jestem po rozmowach z największymi mediami w Polsce i nie widzę oczekiwańzwyżek. Do góry pójdzie internet, ale cały rynek i tak nie wyjdzie poza 2 proc. na plusie — uważa Jakub Potrzebowski, do niedawna szef ZOG.

A co z EURO 2012?

Eksperci oceniają, że będzie to wydarzenie, które marketingowo ma ciągnąć branże mające swoje kłopoty i niekoniecznie szastające pieniędzmi. Banki, browary czy koncerny motoryzacyjne nie zamierzają jednak strzelać z reklamy na każdym roku ulicy, skoro konsumenci nie obiecują, że wydadzą więcej na ich produkty. Choć zdaniem Tomasza Bałuka, prezesa Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR i szefa Ogilvy Group Poland, strach ma wielkie oczy.

— Nie mamy żadnych podstaw twierdzić, że idzie kryzys. Media mówią, że będzie źle ale realnie patrząc, pojawia się bardzo dużo projektów na I i II kwartał 2012 r. Gdyby szedł kryzys, zostałyby już dawno skasowane — przekonuje Tomasz Bałuk. Marcin Boroszko, prezes At Media, domu reklamy kanałów tematycznych w kilku krajach Europy, nie chce napędzać spirali strachu. Słowo klucz w przyszłym roku: precyzja.

— Przyszły rok, przy niskim jednocyfrowym wzroście PKB, zapowiada się jako co najwyżej stabilny dla branży reklamowej. Można ostrożnie założyć 1 proc. wzrostu rynku reklamy telewizyjnej. Odbędzie się on przy około 2-proc. spadku przychodów telewizji naziemnych i około 15-proc. wzroście wydatków na stacje tematyczne, które podobnie jak serwisy internetowe zapewniają precyzyjne dotarcie do zamożnych konsumentów — uważa Marcin Boroszko. Internet, typowany na największego zwycięzcę przyszłego roku, już liczy pieniądze z zysków za 2012 r. Według ostrożnych analiz, budżety w sieci utyją o kolejne 10 proc. Firmy wyspecjalizowane w marketingu w sieci liczą jednak na dużo dynamiczniejszy rozwój.

— Zakładamy wzrost przynajmniej 100-procentowy, bo kryzys nam pomaga, reklamodawcy nie szukają zasięgu, ale precyzji — przekonuje Łukasz Misiukanis, prezes Socializera zajmującego się marketingiem w sieciach społecznościowych. Kryzys pomaga też na razie kilku innym branżom. Agencje public relations zarabiają krocie na konsultingu i PR kryzysowym.

— Zyski firm w branży się poprawią, zapewne dwucyfrowo — przekonuje Sebastian Hejnowski, wiceprezes Związku Firm Public Relations. Na mocny rok liczą też operatorzy kinowi. Piotr Zygo, prezes Multikina, uważa, że czeka nas dobra wiosna, wyciszenie na EURO i mocna jesień.

— Będzie to prawdopodobnie rok filmów familijnych. W lato premierę będą miały „Madagaskar 3” i „Epoka Lodowcowa 3”. Poprzednie ich części przyciągnęły ponad 2 mln widzów każda, liczę, że tym razem będzie podobnie. W tym roku jedynie „Listy do M.” przekroczyły barierę 2 mln widzów — przekonuje Piotr Zygo. Jego zdaniem, kina zawsze dobrze radziły sobie w kryzysie. Stracą np. kawiarnie i restauracje, a kino pozostanie żelazną opcją na najlepszą rozrywkę. Również dla tej części branży, dla której powodzenie kin nie jest dobrym prognostykiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAJ

Polecane