Na premiera kandyduje agent śpioch

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-08-16 00:00

Tonący, jak wiadomo, brzytwy się chwyta — co właśnie uczyniły koalicyjne przystawki, wystawiając na nowego premiera Janusza Kaczmarka. Kończący swój premierowski byt Jarosław Kaczyński postawił tezę, że jemu kandydaturę Kaczmarka na ministra spraw wewnętrznych i administracji podsunął… układ, potwierdzając tym swoje istnienie. Pilne dochodzenie służb IV RP wykazało, że Kaczmarek na początku prawniczej kariery zdążył zaliczyć epizod w PZPR.

Psy gończe poszły jednak powierzchownym tropem i dokopały się do zaledwie wykroczenia. Prawdziwą polityczną zbrodnię wykryłem we własnych zasobach archiwalnych. Otóż w 1993 r. Janusz Kazimierz Kaczmarek, lat 32, prawnik, kandydował do Sejmu z listy Bezpartyjnego Bloku Wspierania Reform, czyli od Lecha Wałęsy! W gdańskim okręgu nr 11 zgłoszony został na 15 pozycji obejmującej 25 kandydatów listy BBWR i otrzymał 2821 głosów — co było wynikiem piątym, a lista zdobyła tam dwa mandaty. Trudno o bardziej niezbity dowód zdrady stanu — Kaczmarek okazał się uśpionym przez czternaście lat agentem Wałęsy i to właśnie na jego zlecenie wbił IV RP nóż w plecy.

Możesz zainteresować się również: