Na ratunek Polskim Nagraniom

Magdalena Graniszewska
opublikowano: 15-01-2011, 12:56

RedDoor ma pomysł na uzdrowienie legendy polskiej fonografii. Oferuje własną platformę do zarządzania sprzedażą.

Co zrobić z Polskimi Nagraniami? Niegdysiejszy monopolista na rynku krajowej fonografii dziś jest w upadłości i pracuje nad układem z wierzycielami. Oficjalny plan wciąż zakłada prywatyzację firmy, ale w praktyce — to nie do przeprowadzenia. Firma jest w ślepym zaułku, ale pewien start-up wpadł na pomysł, jak ją stamtąd wyprowadzić.

Archiwum da zarobić…

Chodzi o RedDoor, czyli start-up założony przez kilka osób fizycznych. Prezesem jest Anna Pszczoła, związana z giełdowymi Netmediami. Jeszcze przed rokiem RedDoor był zainteresowany kupnem Polskich Nagrań.

— Jednak po analizach sami oświadczyliśmy resortowi skarbu, że prywatyzacja jest niemożliwa do przeprowadzenia. Wynika to z sytuacji zarówno prawnej, jak i finansowej — podkreśla Artur Sikorski, pomysłodawca i dyrektor RedDoor.

Największym aktywem Polskich Nagrań jest bowiem jego gigantyczne archiwum, składające się z utworów nagrywanych od czasów przedwojennych aż do lat 80, i zawierające m.in. pierwsze wydania najbardziej znanych polskich artystów, np. Chopina, Pendereckiego, Grechuty etc. W tym właśnie obszarze przenikają się kompetencje ministerstwa skarbu państwa i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

— To tak, jakby ktoś chciał sprywatyzować najważniejsze polskie pomniki. Czyli niemożliwe — mówi obrazowo Artur Sikorski.

Dlatego RedDoor proponuje resortom odejście od planu prywatyzacji na rzecz restrukturyzacji. Cel: wyciągnąć firmę z zapaści finansowej i przekształcić w dojną krowę, bez zmian właścicielskich. Jak?

— Po pierwsze, trzeba uporządkować sytuację prawną Polskich Nagrań. Dawne umowy z artystami są dziś niewydolne i niosą ryzyko pojawienia się pozwów o odszkodowania. A my mamy pewne propozycje prawne. Po drugie, trzeba zdigitalizować archiwum, czyli kontent, obecnie w większości w formacie winylowym. Po trzecie, chcemy dostarczyć narzędzie do zarządzania tym kontentem, czyli stworzoną przez nas platformę Fair ePlay — tłumaczy Artur Sikorski.

…ale potrzeba inwestycji

To jest właśnie flagowy projekt RedDoor. Firma stworzyła Fair ePlay, czyli platformę służącą do zarządzania sprzedażą kontentu obciążonego prawami autorskimi, przede wszystkim w nowoczesnych kanałach. Wydała na nią 2,3 mln zł (w tym 800 tys. zł dostała z UE).

— Platforma ruszy w marcu. Pierwsza umowę podpiszemy najprawdopodobniej z jednym z największych telekomów — większość obrotu kontentem jest bowiem generowana przez telefony komórkowe. Chcemy też być podwykonawcą ZAiKS-u, a także innych organizacji zbiorowego zarządzania — zapowiada Artur Sikorski.

Do ewentualnej umowy z Polskimi Nagraniami RedDoor byłby gotowy w połowie roku.

— Ale Polskie Nagrania będą potrzebowały inwestycji. Dostosowanie kontentu do możliwości platformy — zarówno prawne, jak i techniczne — może kosztować kilkanaście milionów złotych. W zamian firma dostanie wreszcie możliwość zarabiania w nowoczesnych kanałach, w których teraz jest praktycznie nieobecna — podkreśla Artur Sikorski.

RedDoor byłby gotowy wystąpić jako lider konsorcjum przy takim projekcie, a także oprzeć się na partnerstwie publiczno prywatnym. Sam też będzie musiał jednak wyłożyć pieniądze.

— Rozmawiamy z funduszami inwestycyjnymi, a w przyszłości rozważymy wprowadzenie firmy na giełdę — zapowiada Artur Sikorski.

…i zgody ministerstw

Co na to resorty kultury i skarbu? Są na etapie "dialogu". A zarząd Polskich Nagrań?

— Kręcili się wokół nas przedstawiciele RedDoor, ale nic z tego nie wynikło — komentuje Mieczysław Kominek, prezes Polskich Nagrań.

Jego strategia opiera się na zwiększeniu sprzedaży w największych sieciach handlowych, wejściu na stacje benzynowe oraz na umowach ze sklepami internetowymi. Poza tym dąży do zawarcia układu z wierzycielami, czyli przede wszystkim ze spadkobiercą piosenkarki Anny German, który domaga się 2 mln zł odszkodowania za należne tantiemy. Spór wynikł właśnie z niejasnych, z dzisiejszego punktu widzenia, umów z wykonawcami.

— Bez uwzględnienia kosztów tego procesu jesteśmy na plusie — twierdzi Mieczysław Kominek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane