To nie tak miało być. Na uroczystości podpisania Traktatu Ustanawiającego Konstytucję dla Europy cieniem położyła się kompromitacja, jaką stało się odrzucenie Komisji Europejskiej. W tym kontekście konstytucyjne motto „Zjednoczeni w różnorodności” miało w Rzymie wydźwięk szyderczy. Przecież według przyjętych przez Parlament Europejski kryteriów tzw. poprawności obyczajowej, dyskwalifikujących włoskiego komisarza Rocco Buttiglione, dzisiaj żadnych szans na objęcie unijnych stanowisk nie mieliby architekci zjednoczonej Europy — Robert Schuman i Konrad Adenauer. O tempora, o mores...
Jeszcze nie przyschły podpisy pod traktatem, złożone 29 października na Kapitolu, a już zaczęła się podszyta strachem debata o ratyfikacji Konstytucji przez komplet państw członkowskich UE — bo tylko wtedy wejdzie ona w życie. Zarysowano koncepcję ratyfikacji tzw. kaskadowej, w kolejności od krajów o największym entuzjazmie do tych najbardziej sceptycznych. Dla Polski ważne znaczenie będzie miała kalendarzowa rozgrywka z Wielką Brytanią — zdecydowanie wolelibyśmy nie zostać... pierwszymi odrzucającymi. Brytyjczycy będą oczywiście kombinować, aby to ich referendum zamykało cały proces.
Traktat Konstytucyjny zastępuje wszystkie poprzednie unijne traktaty wraz z ich licznymi nowelizacjami, a zatem z technicznego punktu widzenia jest krokiem ku uporządkowaniu decyzyjnego chaosu. Realnie jednak nic nie upraszcza, a w wielu punktach nawet rozbudowuje struktury biurokratyczne. Wśród licznych przepisów przeniesionych żywcem z poprzednich traktatów jest i ten — dyskryminujący Polskę i inne kraje postkomunistyczne — o dopuszczalności ekstra pomocy dla „gospodarki niektórych regionów RFN dotkniętych podziałem Niemiec”. Pochodzi on z roku 1957 i wówczas odnosił się do zmilitaryzowanego pasa na granicy niemiecko-niemieckiej, dzisiaj jednak idealnie przydaje się do uprzywilejowania terenów byłej NRD.
Ze wszystkich frazesów wygłaszanych w Rzymie przez polityczną euroklasę, najśmieszniejsze były te o radykalnej przemianie jakościowej. Opasła Konstytucja jest podobno pierwszym unijnym dokumentem zaadresowanym nie do rządów i urzędników, lecz zwracającym się bezpośrednio ku człowiekowi! Dla potwierdzenia tej idei, szary euroczłowiek został w centrum Rzymu totalnie spacyfikowany. Cały ten cyrk, który pamiętamy z ostatnich dni kwietnia z Warszawy, przybrał formę dosłowną — na środku Circo Massimo (tam, gdzie walczył filmowy „Gladiator”) stacjonował przez cały piątek potężny śmigłowiec, którym w razie czego (czego?!) mogliby ujść prezydenci i szefowie rządów — dla ministrów spraw zagranicznych miejsca raczej by zabrakło. Spośród niezliczonych formacji mundurowych otaczających zamkniętą strefę, mój branżowy respekt wzbudzała Polizia Finanza, a dokładniej jej środki przymusu bezpośredniego — broń, radiowozy, budy, etc.
Największym paradoksem ostatnich dni w UE jest okoliczność, iż akurat 1 listopada wszedł w pełni w życie... Traktat Nicejski, z systemem głosów ważonych, będącym belką w oku jego autorów, w szczególności zaś prezydenta Jacquesa Chiraca. Konstytucja to na razie prawna abstrakcja, która za dwa lata może zaistnieje, a może nie — Nicea zaś to ratyfikowany przez wszystkich konkret.