Człowiek pozbawiony dnia wczorajszego jest człowiekiem bez przyszłości — mawiają Austriacy. I celebrują stare obyczaje. O tej porze roku — tradycje adwentowe.
Po łacinie „adventus” znaczy przyjście. Adwent — cztery tygodnie przed Bożym Narodzeniem — to czas przygotowań do obchodów pamiątki narodzenia Chrystusa.
— W Austrii przyjęła się protestancka tradycja wieńca adwentowego. Druciane koło oplata się gałązkami drzew iglastych. W środku — cztery świece, najlepiej czerwone, symbolizujące cztery niedziele Adwentu. W pierwszą niedzielę zapala się jedną świecę, w drugą — dwie, w trzecią — trzy, a w czwartą — cztery. Światło świec powinno towarzyszyć modlitwom, posiłkom, spotkaniom ze znajomymi — opowiada Roman Skrzypczak z Austriackiego Ośrodka Informacji Turystycznej w Warszawie.
Świeczki na adwentowych wieńcach rozświetlają zapadające już po południu mroki — mrugające światełka zdobią okna prawie każdego domu. Czy to w małej wiosce, czy w stolicy Austrii...
— Wiedeńczycy najchętniej spędzają adwentowe wieczory w towarzystwie przyjaciół. Popijają grzane wino, do którego podaje się ciemny, słodki chleb z bakaliami — dodaje Roman Skrzypczak.
Wino i kasztany
W bożonarodzeniowy nastrój wprowadzają — już w połowie listopada — kiermasze i jarmarki adwentowe. Drewniane stragany stoją w każdym austriackim mieście, najczęściej przy głównym rynku. Także reprezentacyjne ulice Wiednia — Kärtner Strasse, Graben, Kohlmarkt, Mariahilfer Strasse, Hauptstrasse — są zalane światłem milionów świątecznych lampek. Nastroju dopełnia wystrój sklepowych wystaw i wszechobecny zapach grzanego wina i pieczonych kasztanów.
— Dzieci grzeją sobie ręce, ściskając torebki z gorącymi kasztanami, a dorośli raczą się Glühwein. Klient, który wypije pięć porcji, dostaje gliniany kubeczek. Z datą, napisem Wiedeń i nazwiskiem właściciela straganu. Sympatyczna pamiątka — miałem taki kubek w biurze, ale się zawieruszył... Jak Austriakom udaje się przyrządzić tak wyborny napitek? Polskie grzańce nie wytrzymują konkurencji. Za kwaśne — uważa Andrzej Chludziński, właściciel biura podróży TRC.
Wspomina, jak w brzydki, deszczowy dzień trafił między zatłoczone, świątecznie przystrojone stragany.
— Od razu poczułem ducha świąt! Słyszałem o wiedeńskich jarmarkach, ale rzeczywistość przerosła oczekiwania — te światła, zapachy, wiszące w powietrzu oczekiwanie. Jak w baśni! I towary — sam asortyment świątecznych wypieków: bułeczek, pierniczków, ciast, przyprawiał o zawrót głowy. A ceny bardzo przystępne — przekonuje Andrzej Chludziński.
Uliczne teatrzyki
Kupcy zjeżdżają do Wiednia z całej Austrii — stąd obecność rzemiosła wszystkich regionów. Popytem cieszą się ręcznie robione ozdoby świąteczne — jak girlandy do zawieszenia na drzwiach wejściowych (np. z choiny i słodyczy!) oraz bogato zdobione kosze bożonarodzeniowych przysmaków. Ale nade wszystko — grzane wino i kiełbaski!
— Można spacerować godzinami, słuchając ludowych kapel grających „na żywo”. Nie sposób, będąc w tym czasie w Wiedniu, nie trafić na jakiś jarmark — podświetlone girlandy wskażą drogę. Szkoda, że warszawiacy myślą, iż dekorowanie sklepowych wystaw, biurowców i hoteli załatwia sprawę! Nie mamy bożonarodzeniowych jarmarków, a w dodatku mało kto zdobi dom czy choćby okno — na wiedeńskich parapetach widziałem żłobki, klęczące figurki, stroiki, lampiony... Cudzoziemcy zwiedzający naszą stolicę w listopadzie mają pewnie podobne skojarzenia, jak mój znajomy Portugalczyk. Powiedział, że Warszawa to takie większe Ułan Bator... — ubolewa Andrzej Chludziński.
Wiedeńczycy twierdzą, że przez lata zmienił się charakter bożonarodzeniowych jarmarków — teraz mają one wymiar rozrywkowy, nie handlowy.
— Chodzi się tam, by miło spędzić czas. Nie po to, by kupować. W Wiedniu mamy około 20 jarmarków — a przy każdym wesołe miasteczko, występy zespołów muzycznych i ulicznych teatrzyków... Raj dla rodzin z dziećmi! Bardzo lubię jarmark przy pałacu Schönbrunn. Moim zdaniem, jest najpiękniejszy — mówi dr Kurt Kaufmann, dyrektor sekcji turystyki i czasu wolnego w Austriackiej Izbie Gospodarczej.
Magia pieniędzy
Tradycja wiedeńskich jarmarków bożonarodzeniowych liczy sobie VII wieków! W 1294 roku cesarz Albrecht II nadał miastu przywilej organizowania Dezembermarkt — jarmarków grudniowych — by zapewnić wiedeńczykom regularne dostawy towarów — jak tekstylia i artykuły spożywcze. W XVI wieku dzisiejszy Christkindlmarkt (jarmark bożonarodzeniowy przy placu ratuszowym) — nazywany wówczas Thomasmarkt — odbywał się już w okolicach Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Przypominał zwyczajne targowiska — aż do początku XIX wieku, kiedy to narodziła się tradycja świątecznych upominków. Od tego czasu dało się tu kupić także posrebrzane orzechy, świece, błyskotki...
Współczesne nam jarmarki to bożonarodzeniowe miasteczka — tylko ten na placu ratuszowym, przyciąga rok w rok ponad 3 mln gości, z czego pół miliona z zagranicy. Nic dziwnego, że rada miasta otoczyła opieką adwentowe zwyczaje — od 1986 r. jarmarki i imprezy towarzyszące noszą nazwę „Magiczny Adwent w Wiedniu”. Miejska kasa przeznacza na ten projekt milion euro rocznie. Opłaca się — przedświąteczny czas tworzy kilkaset miejsc pracy dla rzemieślników, elektryków, dekoratorów, malarzy... A według ekspertów finansowych — dzięki zwiększeniu ruchu turystycznego — budżet Wiednia bogaci się wtedy o 40 mln euro dodatkowych wpływów podatkowych!
— Cztery największe i najbardziej znane jarmarki adwentowe: przy Rathausplatz, Schönbrunn, Spittelberg i Freyung, przyciągają rzesze turystów. Zwłaszcza z Czech i Słowacji. W weekendy widać mnóstwo autokarów z tych krajów — potwierdza dr Kurt Kaufmann.
W tym względzie Warszawa może Wiedniowi tylko pozazdrościć!
