Na Zachodzie ciągle bez zmian

opublikowano: 07-09-2016, 22:00

W Calais sceny jak z niskobudżetowego filmu z Dalekiego Wschodu. Trwa cywilna wojna transportowa. Ale budżety są duże. I często polskie

Calais. Miasto we Francji. Najważniejszy punkt na szlaku towarowym łączącym kontynent z Wielką Brytanią. Terminale, wjazd do eurotunelu i tysiące ciężarówek. Dlatego to także główny „port przesiadkowy” imigrantów, którzy chcą się dostać na Wyspy. Ich determinacja rośnie. Jest naprawdę niebezpiecznie. Dla kierowców. Francja deklaruje likwidację obozu imigrantów w Calais. Próbowała już w marcu 2016 r., ale bezskutecznie. Francuska i brytyjska prasa donosi, że powstają tam grupy, które prowadzą bitwy o dostęp do najlepszych „kanałów przerzutowych” na Wyspy.

Przez Calais przejeżdża rocznie w obie strony około 4 mln samochodów ciężarowych. 20 proc. to polskie auta. Nie ma chyba kierowcy, do którego samochodu nie próbowałby wtargnąć nielegalny imigrant.
Zobacz więcej

POCIĄG DO WIELKIEJ BRYTANII:

Przez Calais przejeżdża rocznie w obie strony około 4 mln samochodów ciężarowych. 20 proc. to polskie auta. Nie ma chyba kierowcy, do którego samochodu nie próbowałby wtargnąć nielegalny imigrant. PASCAL ROSSIGNOL-REUTERS-FORUM

2 września 2016 r., po zapowiedzi strajku przewoźników, francuski minister spraw wewnętrznych Bernard Cazeneuve zapowiedział, że obóz uchodźców, zwany potocznie dżunglą, będzie zlikwidowany. Termin uzależnia od ukończenia budowy dwóch obozów w Paryżu, z których pierwszy, według zapowiedzi mer stolicy, ma być gotowy w połowie października. Czy to jednak spowoduje, że imigranci zrezygnują z prób dostania się do Wielkiej Brytanii?

Nieporadność władz spowodowała, że największy francuski związek zawodowy przewoźników podjął 5 września 2016 r. akcję protestacyjną. Wspierali ją przewoźnicy z innych krajów, w tym z Wielkiej Brytanii. — Nikt nie wierzy w puste zapewnienia rządu. Trudno przewidzieć rozwój wypadków. Miejmy nadzieję, że pojawi się jakieś rozwiązanie i niezwłocznie zostanie wdrożone — mówi Paweł Trębicki, dyrektor zarządzający Raben Transport.

Kłody pod koła

Ten śródtytuł to nie przenośnia. Imigranci chwytają się wszelkich sposobów, by się dostać pod plandeki naczep ciężarówek. Łącznie z rzucaniem pni i gałęzi pod koła. W ruch idą też cegły, pręty i maczety. Kierowca do obrony ma tylko procedury. Czasem obojętny wzrok francuskich mundurowych.

— Od ponad dwóch lat sytuacja w Calais nie jest rozwiązana, a problem się pogłębia. W „dżungli” przebywa teraz około 10 tys. osób. Jeśli nie zostaną podjęte stanowcze działania, ich liczba może w kilka miesięcy wzrosnąć do 15 tys. — ostrzega Paweł Trębicki.

Tak naprawdę w Calais są dwa obozy. Oficjalny, w którym przebywa około 3,5 tys. imigrantów, a obok strefa kontrolowana przez przemytników, której koczuje 5-7 tys. osób. Głównie Kurdowie, Syryjczycy i Somalijczycy. I wszyscy desperacko próbująsię przedostać do Wielkiej Brytanii. Głównie dostając się nielegalnie do zdążających do portu i eurotunelu ciężarówek.

— Jeszcze kilka miesięcy temu takie próby były liczne, ale stosunkowo bezpieczne dla kierowców. Najczęściej niszczono pojazd i towar. Firmie groziły też mandaty brytyjskiego urzędu imigracyjnego, który z góry zakłada współudział kierowcy w przemycie ludzi. W atmosferze, jaka towarzyszyła dyskusji o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, a potem referendum, sytuacja się pogorszyła. TIR-y są często zatrzymywane w wyniku blokady jezdni lub zastraszenia kierowcy — opowiada Paweł Trębicki. Desperację imigrantów wzmogła niewiedza o planowanych zmianach w przepisach imigracyjnych w Wielkiej Brytanii. Grupy przemytników ludzi orzekły: teraz albo nigdy.

— Sytuacja w Calais jest często określana jako stan wojny cywilnej, a władze miasta przyznają, że nie da się jej już kontrolować przy pomocy miejscowych sił porządkowych. Na pomoc wzywa się wojsko. Niestety, wydaje się, że problem ma kontekst polityczny, co intensyfikuje debatę publiczną, ale nie przynosi rozwiązań — dodaje Paweł Trębicki.

Jak zmniejszyć ryzyko

Może jeździć inną trasą? Są przecież promy z Holandii na Wyspy.

— Nie zapewniają przepustowości, jaką oferuje Calais. Nie jest to też dobre rozwiązanie dla wszystkich punktów dostaw — uważa Paweł Trębicki. Rocznie Kanał La Manche przekraczają w obie strony prawie cztery miliony pojazdów. Ponad 20 proc. to polskie ciężarówki, czyli prawie 2,5 tys. dziennie.

— Z powodu ataków imigrantów niektórzy kierowcy odmawiają wykonania przewozu przez Calais — informuje Anna Wrona ze Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD). Dodaje, że jeśli nie dochodzi do bezpośredniego zagrożenia, to konsekwencją nieświadomego przewozu imigrantów są brytyjskie kary. Nawet gdy sam kierowca poinformuje o wykryciu intruzów. Kwoty są niemałe: 2 tys. funtów za każdego „pasażera” płaci przewoźnik, 600 funtów — kierowca. To poważne obciążenie dla budżetów firm. Zdarza się, że do pojazdu włamują się nawet 22 osoby. A wkrótce wysokość grzywien ma wzrosnąć.

— Od dawna staramy się o zniesienie kar, tym bardziej że obciążają osoby, które nie mają żadnej możliwości przeciwdziałania — mówi Anna Wrona.

Brytyjskie MSW zaproponowało procedury, których wdrożenie przez przewoźnika pozwala uniknąć kar albo je zmniejszyć. Nie wiąże się to z inwestycjami, ale wymaga pewnego nakładu pracy (patrz ramka). Brytyjczycy zapowiedzieli również budowę wysokiego na cztery metry i długiego na kilometr muru odgradzającego drogę do eurotunelu.

— Jednak pogorszenie bezpieczeństwa w Calais wymaga radykalnego rozwiązania, a przede wszystkim zdecydowanych działań francuskich władz. Zainwestowały sporo w ogrodzenia na obwodnicach i autostradach, zwiększyły liczbę żandarmów i innych służb, ale sytuacja ciągle się pogarsza — zauważa Anna Wrona. Dodaje, że problem mogą rozwiązać jedynie wspólne działania Francuzów i Brytyjczyków, a tych nie ma.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu