Na zakupy po kablu

opublikowano: 06-10-2014, 00:00

Polską historię e-commerce nadal piszą firmy, ale to konsumenci zmuszają je do pisania

Zakupy w sieci. Nie brzmi to już ani dziwnie, ani strasznie, czy szczególnie nowocześnie. Często są tańsze. Z pewnością wygodniejsze, kiedy na wszystko brakuje czasu. Wydaje się, że e-handel w Polsce zaaklimatyzował się na dobre — wg badania CBOS z czerwca 2013 r. już trzech na czterech internautów w kraju kupuje w sieci. Klient dojrzał szybciej niż dostawcy, ale dzięki temu ci drudzy obudzili się z technologicznego letargu i coraz chętniej ze swoimi produktami i usługami zaglądają do wirtualnego świata.

Zakupy przez telewizor

Opracowania najczęściej historię e-commerce zaczynają od kilkudziesięcioletniej drogi kształtowania się internetu. Tutaj za istotny punkt przełomowy należałoby uznać powstanie fundamentów sieci, którą znamy dzisiaj, czyli przejście przez ARPANet w 1982 r. na protokół TCP/IP. Jednak nie mniejsze zasługi dla początków rynku ma pewien brytyjski biznesmen i wynalazca.

Na pomysł zakupów online Michael Aldrich wpadł w 1979 r. podczas spaceru ze swoją żoną, kiedy wspomniał, że przydałaby im się pomoc przy kolejnej nudnej wyprawie do sklepu. Urządzenie, które opracował było połączeniem telewizora, komputera i modemu łączącego się z siecią linią telefoniczną. Proste oprogramowanie umożliwiało każdemu korzystanie ze sprzętu i nadal możliwe było na nim oglądanie telewizji. Urządzenie, później nazwane Videoteksem, wprowadzono na rynek w 1980 r. System wynaleziony przez Brytyjczyka w latach 80. wykorzystano do dwóch projektów B2C.

Pierwszy sklep online uruchomiły firmy Gateshead SIS i Tesco. Drugie przedsięwzięcie zrealizowało brytyjskie miasto Bradford wraz z sieciami sklepów Morrison. Co ciekawe ideą projektu było umożliwienie robienia zakupów przez sieć osobom starszym, czy niepełnosprawnym, którym ciężko było samemu wybrać się do sklepu.

Internet jaki znamy

Kolejne etapy rozwoju ehandlu następowały wraz ze zmianami na rynku internetowym. Pod koniec 1990 r. Tim Berners-Lee przedstawił propozycję systemu World Wide Web. Cztery lata później wraz z premierą przeglądarki internetowej Netscape 1.0 zaprezentowano protokół SSL (Secure Socket Layer), kodował informacje wysyłane zarówno przez odbiorcę jak i nadawcę, co zwiększyło bezpieczeństwo internetowych transakcji. Również w 1994 r. działalność rozpoczął Amazon Jeffa Bezosa. Rok później uruchomiono serwis aukcyjny Ebay. Ale te koncerny nie powstałyby gdyby nie jeden istotny fakt. W 1991 r. Narodowa Fundacja Nauki USA (NSF) umożliwiła komercyjny ruch w ich sieci

Motor rozwoju. W Polsce mamy już wykształconą grupę konsumentów, którzy tak naprawdę wymuszają zmiany na przedsiębiorstwach — mówi Justyna Skorupska, prezes Symcor, dyrektor zarządzająca FACT-Finder i przewodnicząca Rady Izby Gospodarki Elektronicznej.

NSFNet, będącej niejako kontynuacją ARPANetu. Wcześniej można ją było wykorzystywać jedynie w celach naukowo-badawczych, ale w projekcie zaczęły uczestniczyć firmy Merit Corporation, IBM i MCI (pod szyldem organizacji non-profit ANS). Pierwsza pomogła w zwiększeniu przepustowości sieci — z powodu rosnącej liczby użytkowników łącza były przeciążone. Warto dodać, że NSFNet nie było jedyną siecią internetową w tamtych czasach, własną tworzyła np. NASA, ale stworzył szkielet dla dalszego rozwoju internetu. Chociaż NSFNet zlikwidowano w 1995, to fundacja nadal uczestniczyła w rozwoju projektów internetowych. Dalej historia e-handlu toczyła się coraz szybciej wraz z szerszym dostępem do internetu, ale również powszechniejszym wykorzystaniem komputerów.

Zmiana percepcji

Podobnie wyglądało to w Polsce. Chociaż e-commerce rozwija się u nas wolniej, to nie byliśmy aż tak daleko za Zachodem. Według różnych opracowań już w 1997 r. uruchomiono w Polsce pierwszy sklep internetowy ToTu. Przez ostatnie lata wartość polskiego e-handlu wzrosła wielokrotnie. W 2001 r. łączne obroty w branży wyniosły 108 mln zł, w 2005 r. było to już 3,1 mld zł, a w 2013 r. wyniki szacowano już na 30 mld zł. Istotnym punktem dla polskiego e- -commerce z pewnością było powstanie w 1999 r. serwisu aukcyjnego Allegro. Zwłaszcza że plat-

formy aukcyjne odpowiadają za ponad połowę obrotów rynku. Eksperci podkreślają, że przełom w rozwoju branży nastąpił dopiero kilka lat temu, czyli w latach 2009-10. — Powodów szybszego rozwoju e-commerce od 2009 r. jest kilka. To moment, w którym firmy dopiero zaczęły zdawać sobie sprawę z tego, jak istotnym kanałem sprzedaży jest internet. Wcześniej nawet znane marki niechętnie podchodziły do tego pomysłu. Kolejnym ważnym czynnikiem było wejście na polski rynek internetowych sklepów odzieżowych, które znacznie przyspieszyło rozwój rynku. Dzisiaj odzież jest najczęściej kupowaną przez internet grupą towarów — mówi Justyna Skorupska, prezes Symcor, dyrektor zarządzająca FACT-Finder i przewodnicząca Rady Izby Gospodarki Elektronicznej.

Wyzwania ehandlu

Według dr hab. Mirosława Moroza z Katedry Ekonomiki i Organizacji Przedsiębiorstwa Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, równie ważny dla wzrostu polskiego e-handlu był coraz szerszy i szybszy dostęp do internetu, ale i problemy gospodarcze. — Kryzys spowodował, że firmy przenosiły w latach 2009-10 część sprzedaży do sieci. Z drugiej strony, płynące zewsząd informacje, że przez internet kupisz nie tylko wygodniej, ale i taniej zachęciły konsumentów do zakupów online. Z pewnością pomogło również to, że klientami stali się ludzie młodsi, z pokolenia, które nie zna świata bez dostępu do sieci — ocenia Mirosław Moroz. Nie oznacza to, że firmy czeka już tylko spijanie śmietanki z rosnących obrotów e-handlu. — Pomimo szybkiego wzrostu e-commerce przedsiębiorcy muszą również mierzyć się z pewnymi problemami. U konsumentów coraz częściej obserwuje się tendencję tzw. nowizmu, czyli posiadania danej usługi czy produktu jak najszybciej, przy czym cały proces ma być jak najmniej skomplikowany i możliwe najprzyjemniejszy dla klienta. Wszyscy czekają również na to, jak rozwinie się sytuacja w e-handlu, kiedy na rynek wejdzie amerykański gigant Amazon — tłumaczy dr Jolanta Tkaczyk z Katedry Marketingu Akademii Leona Koźmińskiego. Zdaniem Justyny Skorupskiej, przed polskimi firmami jeszcze długa droga w tworzeniu obecności na rynku e-handlu, zwłaszcza że wiele z nich nie tylko nie sprzedaje w sieci, ale na stronie nie ma nawet katalogu swoich produktów. — Obecnie sytuacja w Polsce wygląda tak, że mamy już wykształconą grupę konsumentów, którzy swoimi wymaganiami tak naprawdę wymuszają zmiany na przedsiębiorstwach. Zadziwiające jest również to, że firmy nie widzą potencjału, jaki stwarza handel internetowy poza granicami kraju. Czesi i Słowacy jeżdżą do dystrybutorów w Polsce, wracają z produktami do swoich krajów i tam je sprzedają. Skoro im się to opłaca, to dlaczego polscy przedsiębiorcy nie wykorzystują tego potencjału? — zastanawia się Justyna Skorupska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane