Czytasz dzięki

Nad Radysami pojawiła się tęcza

Rozmawiała Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 09-08-2020, 22:00

W czasie lockdownu wiele osób zapragnęło mieć psa ze schroniska. Niestety, nie wszystkim ludziom można wydać zwierzę do adopcji — twierdzą Joanna Burakiewicz i Mariusz Tauber z Fundacji Azylu pod Psim Aniołem

Posłuchaj wywiadu w formie podcastu:

Pamiętam zdjęcia z amerykańskiego schroniska, w którym podczas pandemii wszystkie klatki były puste. Ludzie masowo przygarniali zwierzęta, żeby mieć towarzystwo na czas lockdownu. Zaobserwowaliście podobne zjawisko?

Joanna Burakiewicz: Tak, tak, zauważyliśmy, u nas była podobna sytuacja, sporo ludzi dzwoniło w sprawie adopcji psów. Zdarzało się, że szczerze mówili, że chcą przygarnąć albo wynająć od nas psa, żeby móc wychodzić z domu na spacery. Byli ludzie, którzy chcieli adoptować szczeniaki, bo dzieci siedzą w domu, nudzą się, a tak to będą się bawiły i rodzice będą mieli spokój. Podczas wizyt przedadopcyjnych z dużą ostrożnością podchodziliśmy do takich osób.

Zdarzało się, że nie wydawaliście zwierząt do adopcji?

Tak. Czasami ludzie chcieli adoptować psa, bo wiedzieli, że przez kilka miesięcy będą siedzieli w domu. Gdy uświadamialiśmy im, że gdy wrócą do pracy, pies będzie musiał przez 8-10 godzin przebywać sam w domu, przyznawali nam rację, że faktycznie o tym nie pomyśleli.

Co jeszcze robicie, zanim oddacie psa w czyjeś ręce?

Mamy swoje zasady adopcyjne. Polegają m.in. na tym, że najpierw trzeba przyjechać i zapoznać się z psem, potem jest wizyta przedadopcyjna w domu, w którym pies miałby mieszkać, i po wizycie fundacja ma dobę, żeby się zastanowić, czy oddać zwierzę, czy nie. Jeśli decyzja jest pozytywna, podpisujemy umowę adopcyjną. Trzeba spełnić konkretne punkty z tej umowy, np. jeśli zwierzak nie jest jeszcze wykastrowany albo wysterylizowany, trzeba to zrobić, kiedy będzie w odpowiednim wieku. To dotyczy głównie szczeniaków, bo w przypadku dorosłych psów lub kotów ten zabieg jest zazwyczaj wykonywany u nas. Poza tym co najmniej raz na pół roku ludzie mają obowiązek wysłać do nas zdjęcia psa lub kota, dać znać, co u niego słychać. Jeśli się nie odzywają, to my się odzywamy. Do końca życia zwierzęcia mamy kontakt z osobą, która je adoptuje.

Czyli nie wszyscy ludzie się nadają, żeby adoptować psa. A czy są psy, które się nie nadają do adopcji?

Raczej nie. Każde zwierzę jest inne. U nas nie ma anonimowości. Każdy zwierzak ma imię, swoją teczkę, w której są zapisane wyniki leczenia. W zależności od charakteru pies czy kot może trafić do mieszkania albo powinien zamieszkać w domu. Nie oddajemy zwierząt do bud czy kojców. Wszystko zależy od tego, jakie zwierzę miało przeżycia w przeszłości i jak się zachowuje u nas.

Gdy 13 lat temu adoptowałam od państwa swojego psa, zasady były inne, trochę łagodniejsze. Co się zmieniło w Polsce w związku z adopcją zwierząt?

Mariusz Tauber: Ciągle ulepszamy zasady dla dobra zwierząt. To nie są nasze wymysły, tylko doświadczenie. Coraz więcej słychać o krzywdach, które ludzie wyrządzają zwierzętom. Gdyby ludzie wiedzieli, że zwierzęta należy sterylizować, nie wolno ich rozmnażać, takie fundacje jak nasza i schroniska nie byłyby potrzebne. Niestety, liczba bezdomnych zwierząt utrzymuje się na tym samym poziomie. Jest ich bardzo dużo, a 50 proc. nie opuszcza schronisk i tam dożywa ostatnich dni. W Polsce jest jeszcze bardzo dużo pracy w edukowaniu społeczeństwa. Oprócz zwierząt bezdomnych trafiają do nas zwierzęta odbierane przez nasz patrol interwencyjno-ratunkowy. Niestety, dużo osób albo źle się opiekuje zwierzętami, albo się nad nimi znęca. To dla nas straszne. Posiadanie psa czy kota powinno być przywilejem. Pies nie jest ozdobą ogrodu, a niektórzy kupują dom i chcą mieć ładnego pieska, który będzie dobrze wyglądał w ogródku. Niektórzy mówią, że dziadkowie i rodzice zawsze mieli psa stojącego na łańcuchu i oni też muszą takiego mieć. Pies czy kot to członek rodziny i tak powinien być traktowany, czyli mieszkać w domu, a nie w budzie czy kojcu, gdzie kontakt ogranicza się do podania jedzenia. Ciągle ulepszamy zasady dla dobra i bezpieczeństwa zwierząt, bo ratujemy je, leczymy i dajemy im drugie życie, więc chcemy, żeby znalazły kochające, dobre domy już na zawsze.

JB: Niektórzy ludzie chcą zaadoptować psa, żeby pilnował posesji, był bodyguardem, sygnalizował, kiedy coś się dzieje za bramą czy jak ktoś chce wejść. Dla nas to nie do przyjęcia. Pies jest członkiem rodziny i powinien dobrze funkcjonować w takiej rodzinie, a nie tylko pracować.

Z czego się finansuje państwa fundacja? M

T: Nasza fundacja nie prowadzi działalności gospodarczej. Utrzymujemy się głównie z 1 procenta przekazywanego z podatku i darowizn od osób fizycznych i prawnych oraz sponsoringu od firm. W tym roku, niestety dla nas, został przedłużony okres rozliczeń PIT-u, więc wpłaty z 1 procentu się przesunęły. Jesteśmy w bardzo trudnym okresie. Dużo ludzi potraciło pracę, nie czują się pewnie, nie mają możliwości wspierania naszych działań. Bardzo to odczuliśmy.

Nie dostajecie państwo dofinansowania z miasta, tak jak schroniska?

MT: Jedyną rzeczą, z której korzystamy, to dofinansowanie miasta stołecznego Warszawy do sterylizacji i kastracji, ale to nie są duże kwoty, pokrywają 1/6 kosztów zabiegów, które fundacja wykonuje.

Ostatnio było głośno o schronisku w Radysach, w którym psy trzymano w strasznych warunkach, a właściciel wyłudzał dofinansowanie. Co się powinno zmienić, żeby nie dochodziło do takich sytuacji?

MT: Potrzebny jest większy nadzór. Schronisk nie powinni prowadzić prywatni przedsiębiorcy, którzy działają dla zarobku, a zwierzęta są traktowane przedmiotowo. W schronisku w Radysach przez wiele lat zwierzętom działo się bardzo źle, wiele z nich kończyło tam swój żywot. Tam nigdy nie było nadzoru.

JB: Właściciel nigdy nie chciał wolontariuszy. Nad tym miejscem jest aura żałoby, bólu i traumy zwierząt. Może to jest trochę infantylne, ale kiedy zabrano z Radys ostatniego psa, nad tym miejscem pojawiła się tęcza. To był rezultat tego, że gdzieś tam padał deszcz, ale dla nas była symbolem, podziękowaniem zwierząt za działania wolontariuszy i organizacji.

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu „Puls Biznesu do słuchania” pt. „Podcast pod psem”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiała Małgorzata Grzegorczyk

Polecane