Wyprzedaż złotego w czwartek przybrała na sile. Do czasu osiągnięcia dziennego szczytu na poziomie 3,10 dla kursu USD/PLN i 4,14 dla EUR/PLN kupujących złotego było jak na lekarstwo. Popyt po silnej przecenie jeszcze się nie odbudował. Inwestorzy czekają na ustabilizowanie się notowań.
Stabilnie za to zachowują się notowania obligacji, co daje mocne podstawy do przypuszczeń, że osłabienie wywołują inwestorzy trzymający tylko walutę, a nie polskie aktywa i używający dźwigni finansowej. Trend spadkowy euro i dolara w relacji do złotego trwa bowiem od kilkunastu miesięcy, a obecna przecena jest najsilniejsza od momentu szczytu na początku 2004 roku. Naturalnie taki spadek powoduje zamknięcie zyskownych pozycji i zachowanie dużej części zysków.
Czwartkowe dane o wzroście cen inflacji w cenach producenta (PPI) potwierdziły zmniejszoną presję na ceny — wskaźnik ten wzrósł o 3,4 proc., tymczasem oczekiwano 3,7 proc. Produkcja przemysłowa wzrosła o 2,1 proc. (oczekiwano 2,7 proc.). Te dane sprawiły, że już nikt nie wątpi w obniżkę stóp procentowych.
Na wykresie złotego powstały poważne sygnały kupna EUR i USD i sprzedaży złotego. Trend się odwrócił, a na wykresach powstała formacja litery V. Obecnie rynek powinien się uspokoić, ale powrót notowań euro poniżej 4 zł jest mało prawdopodobny.
W przyszłym tygodniu inwestorzy otrzymają bardzo ważną informację z USA — dane o inflacji za luty. Ceny ropy naftowej i surowców rosły, wyższa od oczekiwań inflacja nie zostawi amerykańskim władzom monetarnym wyboru — we wtorek stopy procentowe pójdą w górę. Oczekuje się podwyżki stóp o 25 pkt, ale w przypadku wyższej inflacji niewykluczona jest niespodzianka. Wyższe stopy będą oznaczały większą skłonność kapitału do powrotu do USA i tym samym umacniania USD. A to nie będzie korzystne dla walut rynków wschodzących.