Czytasz dzięki

Nadchodzi kres darmowych rowerów

opublikowano: 16-08-2020, 22:00

Rowery miejskie mają dziś inny status niż dekadę temu, gdy pojawiły się w polskich miastach. Dlatego pora na nowy model biznesowy — przekonuje Tomasz Wojtkiewicz, nowy prezes Nextbike

Posłuchaj pełnej rozmowy w formie podcastu:

„PB”: Nextbikiem kierował pan przez sześć lat: od 2012 do 2018 r. Wraca pan jako zbawca?

Tomasz Wojtkiewicz: Patrząc z boku, można by uznać, że to szaleństwo. Po pierwsze, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, a po drugie, sytuacja w spółce jest naprawdę trudna. Moim atutem jest wieloletnie doświadczenie zarówno w tej branży, jak i w samej spółce. Wydaje mi się, że jest bardzo duża szansa, żeby ten biznes wrócił do normalności. On tak naprawdę funkcjonuje, wymaga oczywiście pewnego dostrojenia, zmian. Moim głównym celem jest najpierw ustabilizowanie sytuacji, zrestrukturyzowanie spółki, a następnie powrót na ścieżkę wzrostu, jak wtedy, gdy miałem przyjemność nią kierować.

Jak to możliwe, że w czasach boomu na rowery spółka wnioskuje o upadłość?

To zbieg wielu wydarzeń w jednym czasie. Spółka działa w modelu sezonowym — od marca do listopada. W zimie nie ma przychodów z kontraktów, natomiast trzeba ponosić wydatki, by przygotować flotę i systemy oraz nowe projekty wdrożeniowe do kolejnego sezonu. W tym roku start sezonu zbiegł się z wybuchem pandemii. Bardzo duży wpływ na sytuację spółki miała niezrozumiała decyzja rządu o zamknięciu systemów rowerowych, które w dobie koronawirusa, wspierania dystansu społecznego, są jednym z najbardziej, jeśli nie najbezpieczniejszym środkiem transportu. To o tyle zaskakujące, że w całej Europie te systemy zostały wsparte przez samorządy, a zakup bądź korzystanie ze współużytkowanych pojazdów zostało dofinansowane przez rząd.

Co się takiego stało, że koszty w spółce gwałtownie urosły? W pierwszym kwartale były o prawie 100 proc. wyższe niż przed rokiem.

Jest zbyt wcześnie, żebym mógł się na ten temat wypowiedzieć w szczegółach. Jestem prezesem zaledwie od 11 sierpnia, ale będę chciał to bardzo dokładnie zbadać i zrozumieć, bo to jeden z głównych powodów trudnej sytuacji finansowej Nextbike. W ostatnich dwóch latach wzrost kosztów był wręcz zaskakujący, i to nie tylko w części operacyjnej. Na pewno uważam, że na tym polu jest gigantyczny potencjał do restrukturyzacji.

A co z przychodami?

Moją największą misją po powrocie do spółki jest zrewidowanie modelu biznesowego. Rowery miejskie funkcjonują w Polsce od 2010-11 roku — wówczas ich misja była całkowicie inna niż obecnie. Wtedy trzeba było przekonywać ludzi, że rower może być środkiem transportu, a nie tylko rekreacji. Ta misja została wypełniona, a skoro tak, to należy zmienić towarzyszący jej model biznesowy. Jest unikatowy w skali świata i polega na tym, że użytkownikom zapewnia się bezwzględnie dwadzieścia darmowych minut. W dzisiejszych czasach powinniśmy myśleć trochę mocniej o tym, by operator mógł w większym stopniu wypracowywać przychody, budować biznes również na użytkownikach, na wypożyczalniach płatnych.

Koniec z darmowymi rowerami?

One będą, ale na zasadzie darmowych minut w abonamencie. To model znany w wielu miejscach globu. Można to łączyć np. z transportem publicznym — posiadacze biletu miesięcznego na autobus mają wówczas rodzaj przywileju przy korzystaniu z rowerów. Drugim ważnym obszarem są partnerstwa B2B, które stworzą wartość dla wszystkich stron, a największą dla użytkownika końcowego w postaci darmowego czasu. Wyobrażam sobie, że np. kupując produkty partnerów, można uatrakcyjnić je darmowym czasem.

Jak wyglądają relacje spółki z wierzycielami? Banki wypowiedziały kredyty na łączną kwotę niemal 50 mln zł.

Spółka podpisała z bankami standstill, co jest bardzo mocnym dowodem na to, że są skore do rozmów o renegocjacji tych umów. Jesteśmy z nimi w stałym kontakcie, a rozmowy są raczej optymistyczne. Do końca września przedstawimy plan restrukturyzacji. Zarówno banki, jak i my bardzo mocno wierzymy w ten biznes.

Utrzymacie wasz flagowy projekt, obsługę miejskich rowerów w Warszawie?

Veturilo to projekt, z którego jesteśmy najbardziej dumni i absolutnie będziemy robili wszystko, żeby go utrzymać. Nasze stanowisko przed tegorocznym przetargiem było jednoznaczne: przy pozrywanych łańcuchach dostaw, przenoszeniu części fabryk z Chin do Europy, słabej dostępności części, wysokich cenach i tak wielkiej niepewności, podpisywanie kontraktu na osiem lat jest po prostu szaleństwem. Wydaje mi się, że rozwiązanie, jakie Warszawa wybrała, idąc w kierunku przetargu pomostowego, jest bardzo rozsądnym ruchem na przeczekanie niepewnych czasów i podjęcie decyzji co dalej.

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu „Puls Biznesu do słuchania” pt. „Narodowa przesiadka na rower”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Sołtys

Polecane