Nadpremier znowu się namaścił

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-06-21 20:00

Jarosław Kaczyński w tzw. ulu PiS jest królową matką, zatem w kończącej się kadencji 2019-23 może absolutnie wszystko.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Doszedł do wniosku, że na obecnym etapie walki o lepsze jutro powinien wrócić do składu Rady Ministrów na stanowisko wicepremiera. Tym razem jednak nie pokieruje specjalnie dla niego stworzonym Komitetem Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych (KRMdsBNisO – wypada pamiętać ten bardzo chwytliwy skrót), który przekazany został Mariuszowi Błaszczakowi. Postanowił osobiście objąć stery rozchybotanej łodzi, której zajrzał w oczy strach niezdobycia w Sejmie samodzielnej większości bezwzględnej. Namaścił się zatem na stanowisko nadpremiera do spraw ogólnego kierownictwa politycznego.

Każde zamieszanie kadrowe sprzedawane jest przez propagandę władców jako wzmocnienie rządu. Tę płytę zawsze odtwarza także odgrywający w procedurze zmian kadrowych rolę notariusza Andrzej Duda. Wejście prezesa do rządu – wzmocnienie. Odejście w celu dopilnowania interesów partii – wzmocnienie. Rozdmuchanie korpusu wicepremierów do absurdalnej liczby czterech – wzmocnienie. Protokolarne sczyszczenie wszystkich czterech w związku z powrotem nadpremiera – wzmocnienie. Notabene trzeba pamiętać, że w naszym ustroju urząd wicepremiera sam w sobie, bez jednoczesnego kierowania ministerstwem, nie daje absolutnie nic, poza puszeniem się jego posiadacza. Dodawanie rangi ministrom podbudowuje ich ego i podnosi osobistą pozycję polityczną. Dlatego nietrudno sobie wyobrazić, jak ciężko przeżyli konieczność degradacji i utraty tytułu wice – zwłaszcza, że bardzo często dla uproszczenia tytułowani byli premierami – Piotr Gliński, Mariusz Błaszczak, Jacek Sasin i Henryk Kowalczyk. No cóż, partia dała, a teraz zabrała. Notabene ostatni z wymienionych po dokonaniu krytycznej samooceny i wymuszonym odejściu z resortu rolnictwa był tzw. gołym wicepremierem, który dla uzasadnienia pozostawienia go w rządzie otrzymał przewodnictwo Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów.

Najnowsza zagrywka kadrowa Jarosława Kaczyńskiego rzeczywiście upraszcza strukturę rządu. Kończy z bezsensownym rozdęciem nieformalnego prezydium do aż czerech wice, a przy okazji rozwiązuje problem braku w Polsce tytułu tzw. pierwszego wicepremiera, o który ostro ścierali się trzej właśnie zdegradowani – Błaszczak, Gliński i Sasin. Od środy pierwszym stał się z automatu… jedyny, oczywiście tylko formalnie, bo faktyczna relacja decyzyjna zapisana jest w tytule. Zmiana niewątpliwie umocniła na ostatnie miesiące kadencji pozycję premiera Mateusza Morawieckiego. Samodzielne znaczenie polityczne szefa rządu w PiS jest zerowe, jego los zależy wyłącznie od łaski/niełaski nadpremiera Jarosława Kaczyńskiego. Przez całą kadencję publicznie pokpiwał z premiera minister Zbigniew Ziobro, natomiast ryli pod nim wicepremierzy – Jacek Sasin z pomocą Henryka Kowalczyka. Dwaj pozostali, Mariusz Błaszczak i Piotr Gliński, raczej koncentrowali się na swoich ministerialnych podwórkach. W końcówce kadencji wszyscy wspólnie zdegradowani będą musieli położyć uszy po sobie i ambicje awansowe odłożyć na okres po wyborach, jeżeli PiS w ogóle będzie miało okazję stworzyć kolejny rząd.

Zostając ponownie wicepremierem Jarosław Kaczyński postanowił być nie piątym, lecz… jedynym, dlatego dotychczasowych czterech – Mariusza Błaszczaka, Henryka Kowalczyka, Jacka Sasina, Piotra Glińskiego – zdegradował. Andrzej Duda wszelkie kadrowe zawirowania rządowe przyklepuje automatycznie.
Zbyszek Kaczmarek / Forum

Notabene w historii pałacowych przewrotów na szczytach obecnej władzy wypada przypomnieć z 2017 r. okoliczności usunięcia premier Beaty Szydło. Jarosław Kaczyński podjął tamtą decyzję w samym szczycie popularności wyrzucanej, wychwalając ją pod niebiosa. Wtedy jednak antypremierowską ligę zawiązali właśnie wicepremierzy: Jarosław Gowin – kto go jeszcze pamięta – i osobiście zainteresowany awansem Mateusz Morawiecki. W środę otrzymał od nadpremiera gwarancje, że do końca kadencji nominalnym premierem pozostanie na pewno.