Nadzieja umiera ostatnia

Rozmowa z Piotrem Zdrojewskim, dyrektorem w dziale doradztwa biznesowego PwC

Pieniądze na bardzo duże inwestycje trafiają raczej do sektorów, na których produkty czy usługi jest popyt. Branża samochodowa do takich nie należy.

NIE TERAZ: Nie wydaje mi się, że znalezienie kilkudziesięciu miliardów euro na obarczoną bądź co bądź sporym ryzykiem inwestycję okaże się realne. Przynajmniej na razie — mówi Piotr Zdrojewski z PwC. [FOT. ARC]
Zobacz więcej

NIE TERAZ: Nie wydaje mi się, że znalezienie kilkudziesięciu miliardów euro na obarczoną bądź co bądź sporym ryzykiem inwestycję okaże się realne. Przynajmniej na razie — mówi Piotr Zdrojewski z PwC. [FOT. ARC]

„Puls Biznesu”: Tydzień temu, wspólnie z Jakubem Farysiem, szefem Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, zastanawialiśmy się nad możliwością uruchomienia produkcji polskich samochodów. Wyszło na to, że potrzebujemy kilkudziesięciu miliardów euro. Skąd wziąć takie pieniądze?

Piotr Zdrojewski, dyrektor w dziale doradztwa biznesowego PwC: Źródła finansowania mogą być różne. Mogą to być na przykład tzw. sponsorzy projektów, czyli inwestorzy zainteresowani wykonaniem konkretnej inwestycji — w tym przypadku rynkiem motoryzacyjnym. Mogą to być też tzw. środki dłużne, czyli kredyt lub obligacje. W niektórych przypadkach w grę wchodzą też środki bezzwrotne, czyli po prostu dotacje. To zależy od rodzaju projektu, jego skali i — co bardzo istotne — ryzyka.

No właśnie. Ryzyko. Nasz projekt jest z nim związany. Poza tym jest osadzony w branży motoryzacyjnej, a ta , szczególnie w Europie, nie ma się najlepiej.

To prawda. Dziś trudno mówić o dobrym klimacie dla bardzo dużych inwestycji. A jeśli już jakieś są, to finansujące je instytucje są niezwykle ostrożne. Co więcej, pieniądze trafiają raczej do sektorów, na których produkty czy usługi jest gwarantowany popyt. Branża samochodowa z racji pełnej ekspozycji na ryzyko rynkowe nie należy do takich sektorów.

Czyli europejskie spowolnienie rozkłada nasz projekt na łopatki?

Niekoniecznie. Nie ma żadnej uniwersalnej prawdy mówiącej o tym, gdzie szukać inwestorów. Ale proszę pamiętać, że dziś, szukając inwestorów z Europy, musimy się liczyć z tym, że spowolnienie, z którym mamy do czynienia na Starym Kontynencie, skutecznie studzi zapał do wydawania pieniędzy z daleką i obarczoną sporym ryzykiem perspektywą korzyści. Jeśli jednak poszukamy inwestorów, dla których już samo wejście do Europy będzie korzyścią, szanse nieco wzrastają.

Wschód?

Między innymi. Jest wiele regionów, z których inwestorzy mogą być zainteresowani Europą.

Czyli mamy szansę?

Szansa jest zawsze. Gorzej z rzeczywistością. Szukanie pieniędzy na takie inwestycje, jak uruchomienie produkcji samochodów, nie jest łatwym zadaniem. Ale możemy sobie pomóc i odpowiednio przygotować się do poszukiwań inwestora. Trzeba pomysł „skomercjalizować”, to znaczy szczegółowo opisać, co będzie produkowane, kto będzie dostawcą, kto pracownikiem, a kto odbiorcą.

Już sama struktura projektu może minimalizować ryzyko. Przecież nie musimy zaczynać od masowej produkcji. Możemy zacząć od bardziej „okrojonej” wersji. Dopiero w miarę rozwoju wzbogacać przedsięwzięcie o kolejne etapy. W ten sposób ryzyko jest znacząco ograniczone.

To co, szukamy?

Teoria i praktyka. Porozmawialiśmy o tej pierwszej. Jeśli chodzi o praktykę, to co prawda nie jestem specjalistą od branży motoryzacyjnej, ale nie wydaje mi się, że znalezienie kilkudziesięciu miliardów euro na obarczoną bądź co bądź sporym ryzykiem inwestycję okaże się realne. Przynajmniej na razie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Nadzieja umiera ostatnia