Najczęstsze wpadki w wyścigu po granty

Dorota Zawiślińska
aktualizacja: 29-11-2017, 22:35

Machina z dotacjami nabiera rozpędu i zwiększają się szanse przedsiębiorców na ich zdobycie. Aby jednak to się udało, muszą ustrzec się błędów

Przyszły rok będzie wyjątkowo hojny dla małych i dużych graczy starających się o unijne wsparcie. Do wydania pozostało jeszcze ponad 54 proc. funduszy zarezerwowanych w programach operacyjnych. Do tej pory szefowie firm zdobyli niewiele, bo zaledwie 16 proc. pieniędzy dostępnych w programie Inteligentny Rozwój. Jakie błędy zazwyczaj popełniali? Z analizy Ayming Polska wynika, że podczas oceny merytorycznej specjaliści od funduszy unijnych odrzucali wnioski z kilku często powtarzających się powodów. Najczęstszą pomyłką popełnianą przez przedstawicieli biznesu jest rozpoczęcie realizacji projektu przed złożeniem wniosku o dofinansowanie. Chodzi m.in. o podpisanie umowy z wykonawcą lub dostawcą maszyn czy materiałów, a także wpłatę zaliczki na poczet przedsięwzięcia.

Zobacz więcej

KORZYSTNA ZMIANA: Magdalena Burzyńska z Ayming Polska podkreśla, że z założenia dotacje powinny trafiać do firm, które samodzielnie nie poprowadzą projektu w kształcie przedstawionym w aplikacji. Natomiast Beata Maczyszyn z tej samej firmy zwraca uwagę, że według nowych zasad przedsiębiorcy będą mogli wnosić poprawki do wniosku o grant na etapie oceny merytorycznej. Fot. Marek Wiśniewski

— Z założenia granty powinny otrzymywać firmy, które samodzielnie nie poprowadzą projektu w kształcie przedstawionym we wniosku. Jeśli przed jego złożeniem przedsiębiorca wystartował z realizacją przedsięwzięcia, to daje sygnał instytucji organizującej nabór dotacyjny, że ma zaplecze finansowe, a wsparcie unijne nie jest dla niego niezbędne — mówi Magdalena Burzyńska, dyrektor zarządzająca w Ayming Polska. Co prawda — jak podkreśla — menedżer może przed złożeniem wniosku podpisać umowę warunkową z klauzulą zastrzegającą, że wejdzie ona w życie dopiero po otrzymaniu grantu. Jednak, jej zdaniem, nie jest ona wiążąca.

Niezbędny wkład własny

Dotacje są przeznaczone przede wszystkim dla rozwijających się spółek, które potrzebują wsparcia. Muszą one jednak udowodnić, że mają pieniądze na sfinansowanie tej części przedsięwzięcia, która nie jest objęta grantem (co najmniej 20 proc. kosztów całej inwestycji). Dlatego na etapie oceny merytorycznej eksperci sprawdzają sytuację finansową firmy z trzech ostatnich lat obrachunkowych. Eksperci Ayming podkreślają, że przed złożeniem aplikacji o dofinansowanie przedsiębiorca powinien przeanalizować, czy będzie w stanie ponieść koszty realizacji projektu w czasie jego trwania, a także w tzw. okresie trwałości inwestycji, czyli już po jej zakończeniu, ale jeszcze w momencie, kiedy beneficjent jest zobowiązany do utrzymania rezultatów całego przedsięwzięcia (m.in. wydatków inwestycyjnych, wielkości produkcji). Warto też rozważyć złożenie wniosku w ramach konsorcjum. Kluczowe w tym przypadku jest sformułowanie zapisów umowy. Specjaliści Ayming zwracają ponadto uwagę, że przedstawiciele biznesu starający się o dotacje na projekty badawczo-rozwojowe muszą wykazać innowacyjność przedsięwzięcia. Co to oznacza w praktyce? Chodzi o stopień zaawansowania technologicznego produktu lub technologii końcowej, osiągany na drodze prac B+R.

— Prawidłowe określenie poziomu innowacyjności projektu przysparza szefom firm wiele trudności. Często jest powodem odrzucania wniosku o dofinansowanie. To, na ile przedsięwzięcie jest pionierskie, najlepiej opisać jeszcze przed podjęciem decyzji o złożeniu aplikacji na podstawie bazy danych, np. patentowej. Pozwoli to na uzyskanie informacji, czy rozwiązanie, które ma być wynikiem realizacji projektu, istnieje już na rynku lub ma na nim swój odpowiednik. Kolejnym etapem może być uzyskanie opinii o innowacyjności przedsięwzięcia od wykwalifikowanej jednostki naukowej — tłumaczy Magdalena Burzyńska.

Badania czy prace

Okazuje się, że wielu przedsiębiorców nieprawidłowo kategoryzuje koszty inwestycji. Chodzi przede wszystkim o przedsięwzięcia B+R i przypisywanie wydatków do poszczególnych etapów prac badawczych. Wnioskodawcy nie radzą sobie z rozróżnieniem badań przemysłowych od prac rozwojowych. Co ważne, dla każdego rodzaju prac B+R przewidziany jest różny poziom dofinansowania.

— Rozwiązaniem jest dopasowanie odpowiedniego poziomu TRL [ang. Technology Readiness Level — przyp. red.] do poszczególnych etapów projektu. TRL to dziewięciostopniowa skala określająca poziom gotowości technologicznej danego rozwiązania. Można ją rozumieć jako etap rozwoju projektu badawczo- -rozwojowego. Przykładowo, do poziomu TRL 6 zalicza się wyłącznie badania przemysłowe. Warto, aby przedsiębiorca zdefiniował, na jakim poziomie TRL będą kończyć się kolejne etapy projektu, a następnie na tej podstawie skategoryzował koszty — wyjaśnia Beata Maczyszyn, menedżer w dziale dotacji i ulg B+R w Ayming Polska.

Co więcej, starający się o dotacje przedstawiciele biznesu muszą udowodnić, że mają kadrę i zasoby techniczne niezbędne do realizacji inwestycji. Jeśli w momencie składania wniosku w firmie nie ma odpowiednio wykwalifikowanego personelu, przedsiębiorca może pokazać podpisane umowy warunkowe z fachowcami z zewnątrz. To oznacza, że przystąpią oni do pracy po otrzymaniu dotacji. Dobrze też, kiedy menedżer ma już sprzęt specjalistyczny niezbędny do prowadzenia projektu. Jeśli natomiast go nie posiada, może starać się o zakup lub wynajem środków trwałych i dofinansować ich amortyzację czy wynajem. Co istotne, informację o tym należy zawrzeć we wniosku.

Więcej ułatwień

W jaki sposób Ministerstwo Rozwoju (MR) chce pomóc wnioskodawcom i przyspieszyć wydawanie funduszy unijnych? Od września obowiązuje przygotowana przez resort ustawa wdrożeniowa. Jej rozwiązania przełożą się na sposób organizowania i przeprowadzania konkursów, ocenę projektów oraz procedury, które powinny być mniej niż do tej pory uciążliwe dla firm. MR zatwierdziło już korzystne dla przedsiębiorstw zmiany związane z oceną wniosku. Będą one obowiązywać od przyszłego roku, a w przypadku konkursu „Wsparcie inwestycji B+R” (działanie 2.1 POIR) — już od połowy listopada.

— Resort zlikwidował ocenę formalną, co w efekcie ma znacznie skrócić proces sprawdzania złożonych wniosków. W poprzednim naborze dotacyjnym trwała ona aż dwa miesiące — podkreśla Bogusława Mazurek, ekspert od dotacji unijnych w Crido Taxand. Do tej pory uzyskanie pozytywnej oceny formalnej wymagało spełnienia wszystkich kryteriów. Teraz eksperci zbadają m.in., czy wniosek został złożony we właściwym formularzu i terminie i czy ma niezbędne załączniki. — Nowością będzie też możliwość wniesienia poprawek do aplikacji na etapie oceny merytorycznej. Wnioskodawca otrzyma od oceniających specjalistów kompleksowy zestaw uwag, na podstawie których w ciągu 14 dni będzie mógł zaproponować zmiany. Poprawek nie będzie można wprowadzać jedynie w odniesieniu m.in. do oceny zdolności finansowej przedsiębiorcy. Inną pozytywną zmianą jest dopuszczenie udziału firm doradczych do panelu ekspertów weryfikujących składane wnioski o dofinansowanie — konkluduje Beata Maczyszyn.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Zawiślińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Najczęstsze wpadki w wyścigu po granty