Najlepiej odłożyć bezterminowo

opublikowano: 10-04-2019, 22:00

Nadzwyczajny szczyt Rady Europejskiej (RE) w Brukseli przeciągnął się w środowy wieczór długo.

Autor tego tekstu do chwili wysłania do druku papierowego wydania „PB” nie miał, niestety, wiedzy, który wariant terminowy przedłużenia procedury wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej został przyjęty oraz jakie warunki 27 prezydentów/premierów postawiło koleżance z Londynu. Z deklaracji członków RE tuż przed ich zbiórką w Europa Building wynikało, że jednomyślnie się zgadzają, by brexit nie nastąpił o północy z piątku na sobotę 12/13 kwietnia 2019 r. Absolutnie nie byli jednak zgodni, do kiedy procedura miałaby zostać przedłużona.

Unijna flaga pasuje do tego wizerunku premier Theresy May, ale to zbieżność przypadkowa.
Zobacz więcej

Unijna flaga pasuje do tego wizerunku premier Theresy May, ale to zbieżność przypadkowa. Fot. Yves Herman

Celem przeciągania postawienia kropki nad „i” jest uniknięcie za wszelką cenę rozwodu na dziko. Jeśli sam brexit obiektywnie uznajemy za zło — rzecz jasna zupełnie inną opinię prezentuje ta część Brytyjczyków, która w referendum głosowała za secesją — to brexit bez umowy stanie się wręcz złem do kwadratu. Komisja Europejska usiłuje trzymać fason i przed środowym szczytem oznajmiła, że „UE jest gotowa i nie obawia się brexitu bez porozumienia”, przekazując stolicom praktyczne wskazówki służące skoordynowaniu działań w razie realizacji czarnego scenariusza. Ale to tylko dobra mina do marnej gry, realnie boją się wszyscy, najbardziej zaś niepewny przyszłości biznes.

Spośród najróżniejszych, często sprzecznych wariantów terminowej decyzji RE wytypowałem faworyta. Wobec pata decyzyjnego po stronie brytyjskiej najbardziej pożyteczne dla półmiliardowej rzeszy wspólnotowej byłoby uzgodnienie, że Zjednoczone Królestwo opuści Unię Europejską pierwszego dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym Izba Gmin ratyfikuje 585-stronicową unijno-brytyjską umowę rozwodową, wraz z 26-stronicową deklaracją polityczną na temat przyszłych relacji. Oba długo negocjowane dokumenty zostały zatwierdzone przez RE na nadzwyczajnym szczycie 25 listopada 2018 r. i obecnie w ogóle nie wchodzi w grę ich rewizja. Opinia publiczna w Wielkiej Brytanii odczytuje zapisy dotyczące lądowej granicy wewnątrzirlandzkiej jako grożące odpadnięciem Irlandii Północnej od korony i dołączeniem jej do Irlandii republikańskiej. Dlatego ratyfikowanie umowy przez Izbę Gmin mogłoby zostać uznane za zdradę narodową i absolutnie nie przejdzie, przynajmniej w obecnym parlamencie, także za próbą czwartą, piątą, szóstą etc. Kadencja planowo potrwa do 2022 r., zatem uzgodnienie przez RE konkluzji w wersji podanej wyżej odepchnęłoby brexit na bardzo długo, w praktyce… bezterminowo.

Wszystkie przymiarki kalendarzowe zmieniłoby wysadzenie z fotela premier Theresy May, o którym coraz głośniej w Partii Konserwatywnej. Rzecz jasna każde odłożenie terminu brexitu poza 30 czerwca 2019 r. spowoduje konieczność przeprowadzenia również w Wielkiej Brytanii wyborów do Parlamentu Europejskiego. Brytyjskie głosowanie organizowane zawsze w czwartek otworzyłoby 23 maja (tegoż dnia głosuje również Holandia) długi weekend wyborczy. Dla Polski odłożenie brexitu będzie oznaczało powrót wielkości reprezentacji wybieranej 26 maja do dotychczasowej liczby 51 europosłów, bez Brytyjczyków w PE należą się nam 52 mandaty. Na szczęście nie będzie to miało jakiegokolwiek znaczenia dla przebiegu wyborów, wystarczy zmiana cyferki z 52 na 51 w postanowieniu prezydenta.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu