Najtrudniej przetrwać mikrofirmom

Sylwia WedziukSylwia Wedziuk
opublikowano: 2020-04-06 22:00

Połowa przedsiębiorców z powodu epidemii planuje obniżanie wynagrodzenia, a co czwarta zwalnianie pracowników.

Niemal co piąta działająca w Polsce firma nie ma żadnych rezerw finansowych, a 30 proc. dysponuje zapasami gotówki tylko na miesiąc, najwyżej dwa — wynika z badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) przeprowadzonego w pierwszych dniach kwietnia.

Kryzys do końca roku

Jedna czwarta firm ma zapasy finansowe, które pozwolą jej przetrwać powyżej trzech miesięcy. To przede wszystkim przedsiębiorstwa średniej wielkości. Natomiast 22 proc. badanych ma pieniądze najwyżej na kwartał (głównie handlowcy). Natomiast wśród firm, które nie mają żadnych zapasów finansowych, przeważają mikroprzedsiębiorcy. Z badania PIE wynika także, że przedsiębiorcy nie są optymistami, jeśli chodzi o czas trwania kryzysu związanego z epidemią.

Aż 39 proc. z nich spodziewa się, że potrwa on do wakacji, a 32 proc. uważa, że stan ten utrzyma się aż do końca roku. Tymczasem jego skutki dla biznesu już są bardzo odczuwalne. Ponad połowa badanych spółek (57 proc.) odnotowała w marcu spadek przychodów w stosunku do poprzedniego miesiąca. W największym stopniu dotyczy to sektora usługowego (63 proc.), a w najmniejszym produkcji (49 proc.).

— W najgorszej sytuacji znalazły się mikrofirmy. Wśród nich aż siedem na dziesięć wykazało spadek przychodów — mówi Piotr Arak, dyrektor PIE.

Ponadto 62 proc. ankietowanych deklaruje zmniejszenie popytu na ich usługi lub produkty. Tutaj też największe spadki nastąpiły w sektorze usługowym i wśród mniejszych podmiotów.

Strategie przetrwania

Aby przetrwać, firmy będą obniżać wynagrodzenia dla swoich pracowników (46 proc.), a także ich zwalniać (28 proc.).

Przy tym aż 72 proc. przedsiębiorców planujących redukcję kadry planuje pożegnanie się z ponad połową swojego zespołu. Chodzi tu przeważnie o średnie i duże firmy. Dotychczasowe płace planuje utrzymać 36 proc. firm, a zaledwie 4 proc. respondentów zamierza zredukować wynagrodzenia wyłącznie dla kadry zarządzającej i menedżerów.

— Warto dodać, że 56 proc. ankietowanych przedsiębiorstw planuje skorzystać z dofinansowania dla utrzymania zatrudnienia, przewidzianego w ramach tarczy antykryzysowej. Najbardziej zainteresowane tym rozwiązaniem są duże firmy, wśród których takie plany ma aż 90 proc., a także sektor handlowy — 63 proc. — mówi Piotr Arak.

Co ciekawe, większość badanych podmiotów twierdzi, że dostępność ich pracowników nie zmieniła się z powodu pandemii (68 proc.). Taka sytuacja miała miejsce najczęściej w mikrofirmach i w największych przedsiębiorstwach.

Tylko jedna piąta badanych (19 proc.) odczuła ubytek kadr wskutek zwolnienia na opiekę nad dziećmi, a także ze względu na obawy związane z ryzykiem zakażenia koronawirusem. Prawie połowa firm (48 proc.) nie wprowadziła pracy zdalnej.

— To oznacza, że w czasie kryzysu nie tylko utrzymanie zatrudnienia staje się wyzwaniem, ale również podaż pracy. Ograniczenia powodujące brak dostępności załogi mogą przekładać się na trudności z zachowaniem ciągłości funkcjonowania części firm — zauważa Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora PIE.

26 proc. - tyle firm ma zapas gotówki na przetrwanie więcej niż trzech miesięcy.