Trochę w cieniu wybuchających codziennie kolejnych afer i kontrafer związanych z lustracją, finansowaniem kampanii wyborczej etc. pogłębiają się konflikty w koalicji rządowej. Wykorzystując kłopoty Prawa i Sprawiedliwości, które koncentruje uwagę na wyniszczającej obie strony walce z Platformą Obywatelską — koalicyjne „przystawki” przestały już nawet udawać, że chodzi im o jakieś tam programy i otwarcie żądają władzy. Ligę Polskich Rodzin zdecydowanie wyprzedza Samoobrona, którą w parciu na stołki umocnił jej sobotni kongres.
Wydarzeniem, które może koalicję całkiem rozsadzić, są nadchodzące w listopadzie wybory samorządowe. W ich kontekście humorystycznie wręcz wygląda podbieranie sobie haseł, z którymi konkurujący koalicjanci zamierzają uderzyć do elektoratu. Skoro PiS na swoim kongresie postanowiło być „bliżej ludzi”, to Lepper poszedł krok dalej i od soboty stoi w jednym szeregu „razem z ludźmi”. PiS zaczęło zakładać tzw. punkty obsługi klienta... pardon, wyborcy — tylko patrzeć, jak Samoobrona odpowie punktami rozsypywania zbóż albo czymś w tym stylu.
Ten dosyć gwałtowny i niemal jednoczesny zwrot ku człowiekowi dowodzi, że partyjni wodzowie starają się wyciągać nauki z dziejów jakże im bliskiej mentalnie PRL. Akurat trwają rocznicowe obchody pacyfikacji Ursusa, Radomia i Płocka z roku 1976 oraz tragedii Poznania z roku 1956. Bezpośrednie powody tamych dramatów miały podłoże ekonomiczne — przed 30 laty chodziło o podwyżkę cen żywności, pół wieku temu natomiast o skokowe podniesienie norm wydajności pracy — ale przyczyną pierwotną było oczywiście oderwanie się partii od mas.