Naparstek: mała rzecz, a cieszy

opublikowano: 06-05-2013, 13:00

Jedni przywożą z podróży magnesy na lodówkę, inni pocztówki albo breloczki do kluczy. Roman Tulwin, prezes firmy Recman, zbiera… naparstki. Hobby oryginalne, ale czyż mógłby wybrać inaczej? Wszak jego spółka działa w branży odzieżowej.

Gabinet Romana Tulwina w jego rodzinnym domu pod Warszawą nie robiłby tak wielkiego wrażenia, gdyby nie jeden szczegół. A właściwie 82 szczegóły — bo aż tyle naparstków zgromadził na swoim biurku prezes firmy projektującej i szyjącej odzież dla mężczyzn sygnowaną logo Recman.

Roman Tulwin, prezes firmy Recman, przyznaje, że naparstki przypominają mu nie tyle o miejscach, które odwiedził, ile budzą skojarzenia związane z krawiectwem i początkami działalności jego firmy (FOT. ARC)
Roman Tulwin, prezes firmy Recman, przyznaje, że naparstki przypominają mu nie tyle o miejscach, które odwiedził, ile budzą skojarzenia związane z krawiectwem i początkami działalności jego firmy (FOT. ARC)
None
None

— Każdy naparstek przypomina mi o miejscu, które odwiedziłem podczas podróży służbowej lub wraz z rodziną. Wiążą się z tym bardzo różne wspomnienia. Zdarza się, że podczas przerwy w pracy spoglądam na te miniaturowe dzieła sztuki i przenoszę się w miejsca, z których je przywiozłem, albo myślę o osobach, które mi je podarowały. To idealny sposób na oderwanie się od rzeczywistości — tłumaczy Roman Tulwin.

Pomysł z przypadku

Już imponująca liczba naparstków sprawia, że kolekcja jest unikatową dekoracją biura. Zgromadzenie jej zajęło kilka lat. Pierwszy naparstek, który zapoczątkował zbiory, biznesmen dostał w prezencie od żony.

— Był to bardzo stary naparstek. Jego historia sięga lat 80., gdy wspólnie z żoną zakładaliśmy mały zakład specjalizujący się w szyciu odzieży męskiej. Choć prezent był wyjątkowo miły, nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś stanę się kolekcjonerem naparstków — wspomina Roman Tulwin. Upominek stanął na jego biurku i przez pewien czas nie miał towarzystwa. Prawdopodobnie tak by pozostało do dziś, gdyby nie przypadek. Podczas podróży służbowej Roman Tulwin odwiedził mały sklepik z pamiątkami, by wybrać prezenty dla bliskich.

— Moją uwagę przyciągnęły naparstki. Większość z metalu, porcelany i plastiku, jednak były tam również bardziej wyszukane — zrobione ze skóry, drewna, a nawet ze szkła. Skojarzenia związane z krawiectwem i początkiem naszej działalności, a jednocześnie różnorodność naparstków, z którymi się tam zetknąłem, i wspomnienie o tym, który już miałem w domu, utwierdziły mnie w przekonaniu, że naparstki będą świetną pamiątką z miejsc, które odwiedzam — opowiada Roman Tulwin.

Tamta podróż była pierwszą, z której wrócił z naparstkiem. Po paru latach jego kolekcja powiększyła się o kolejnych 80 miniaturowych eksponatów rozmaitych kształtów i z różnych materiałów. Wiele odznacza się oryginalną grafiką, przedstawiającą np. paryską Wieżę Eiffla, hiszpańską corridę czy mosty Luksemburga.

— Większość naparstków w mojej kolekcji jest wykonana z metalu, porcelany i plastiku. Czasami wytwarza się je również ze skóry, drewna lub ze szkła, a dawniej część robiono z kości i rogów. Zdarzają się również naparstki ze złota lub srebra — mówi Roman Tulwin. Kolekcja budzi podziw, bo prezes Recmana stara się przywozić naparstki ze wszystkich miast, które odwiedza. Zbiorów nie zawdzięcza jednak wyłącznie sobie.

— Również moi najbliżsi wracają z oryginalnymi naparstkami praktycznie z każdej podróży, zwłaszcza z miejsc, w których ja nie byłem. To szczególnie miłe, gdy ktoś pamięta o mnie i o mojej pasji… Wyjątkowo nietuzinkowy prezent dostałem od syna z okazji ostatnich Świąt Bożego Narodzenia. Naparstek pochodzi z Florencji, a zdobi go słoń w czapce świętego Mikołaja. Mam nadzieję, ze będzie dobrą wróżbą na 2013 rok — dodaje Roman Tulwin.

Kolekcjoner profesjonalista

Naparstki, które prezes Recmana dostaje od najbliższych, są dla niego szczególnie cenne. Zdecydowaną większość kolekcji stanowią jednak egzemplarze, które sam wybrał i kupił.

— Zarządzanie firmą odzieżową wymaga spędzania w podróży wielu tygodni w roku. Spotykając się z dostawcami i partnerami biznesowymi, pozyskując klientów i uczestnicząc w targach mody, odwiedzam miasta na całym świecie — mówi Roman Tulwin. Szukając nowych eksponatów, nie ogranicza się do sklepów z pamiątkami, bo choć tam najłatwiej znaleźć te małe cuda, nie brakuje ich również w sklepach z porcelaną.

— Porcelanowe naparstki nie są funkcjonalne, ale malunki na nich przykuwają uwagę. Piękne rośliny, charakterystyczne postacie, zwierzęta to symbole, które łatwo skojarzyć z konkretnym miejscem i które nie pozwalają o nim zapomnieć. Na „rodzynki” z kości czy rogów można natomiast trafić na ulicznych bazarach, szczególnie w mniejszych europejskich miastach — wyjaśnia Roman Tulwin.

Nie zdradza, ile kosztuje nietuzinkowy okaz do kolekcji, ale dodaje, że ceny naparstków wahają się od kilku do kilkuset złotych za sztukę.

(...)

Artykuł pochodzi z majowego wydania "PB Weekend" i w całości przeczytasz go >>tutaj

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Gołasa

Polecane