Napoleon w breloku chroni portfel

Weronika KosmalaWeronika Kosmala
opublikowano: 2016-03-30 22:00

Inwestorzy, na bagnety — zwłaszcza że kolekcjonerski bagnet może być nawet tańszy niż tłok do pieczęci w kształcie francuskiego cesarza

Jeśli zaplanowana na 2 kwietnia aukcja militariów miałaby mieć jakiś motyw przewodni, byłby nim z pewnością orzeł. Stylizowany na różne sposoby widoczny jest na wielu wojskowych akcesoriach, które kolekcjonerzy będą mogli licytować w Sopockim Domu Aukcyjnym z różnych powodów — nie wszystkie z przedmiotów można przecież określić aktywami, które bez wątpienia nadają się na inwestycje w celach zarobkowych.

Tematem uzupełniającym dla orła byłby natomiast Napoleon I, bo chociaż nie można go rozpoznać na strzelbach czy szablach, da się w niego zainwestować, kupując figurki, medale, pieczętne tłoki — które będą licytowane od kilkuset złotych — a także metalowy brelok z ceną wywoławczą 100 zł, który przedstawia cesarza w ujęciu popiersiowym.

Ostrze w kieszeni

Rynek kolekcjonerskich militariów kojarzony jest przede wszystkim z dekorującymi kominki sarmackimi szablami, jednak w sobotnim katalogu znajdziemy również związane z tematem dzieła malarskie, różnego rodzaju druki i odznaczenia, ale też wymagającą czasem dodatkowych formalności, wiekową broń palną.

Do prac całkowicie bezpiecznych zaliczyć można więc litografie Aleksandra Orłowskiego z cenami wywoławczymi 4-4,4 tys. zł, a także wycenioną na 6 tys. zł akwarelę Zygmunta Rozwadowskiego czy olejny obraz Jerzego Kossaka, który będzie licytowany od 50 tys. zł. 1,5-metrowe płótno przedstawia odwrót Napoleona spod Moskwy, ale rozmach malarza widoczny jest też w statystykach z aukcji, bo ubiegły rok był rekordowy pod względem ilości sprzedanych obrazów, wynika z danych Artprice.

Kolekcjonerskie obiekty, których nie brakuje w batalistycznych scenach, to między innymi różnego typu ostrza — w zależności od wieku i popularności w obiegu, można je licytować i od 150 zł, i od kilkunastu tysięcy zł, bo z takimi właśnie stawkami zostaną wystawione odpowiednio mniejszy turecki nóż i rzadsza na rynku szabla.

Prawie metrowa szabla polska z XVII/XVIII wieku ma cenę wywoławczą 28 tys. zł, datowane na ten sam okres szable husarskie 6-6,5 tys. zł, a szabla francuska szeregowych strzelców konnych gwardii — 50 tys. zł. Bardziej przystępne cenowo są w tej kategorii obiekty z Azji — 9,5 tys. zł może wystarczyć na miecz japoński, 5 tys. zł na sztylet z Malezji.

Rozstrzał cen

Nastawiając się na zakup broni palnej, trzeba bardziej uważać. Inwestor może zrobić sobie krzywdę, nie tylko kupując przedmiot z niesprawdzonego źródła, ale też nie posiadając wymaganego w niektórych przypadkach pozwolenia.

Zgodnie z ustawą o broni i amunicji zupełnie wolny jest zakup broni rozdzielnego ładowania wytworzonej przed 1885 r., ale w pozostałych przypadkach policja może wydawać specjalne pozwolenia na posiadanie — na przykład w celach kolekcjonerskich, które potwierdzić można, wstępując do któregoś ze stowarzyszeń o takim profilu działalności. Ceny w katalogu są natomiast dosyć zróżnicowane, bo poniżej 1 tys. zł wyceniono na przykład podróżny pistolet kapiszonowy, od 3 tys. zł będzie licytowany pruski karabin, a od 5 tys. zł francuski pistolet skałkowy.

Strzelby mają ceny wywoławcze do 5,5 tys. zł, podobnie zresztą jak półkolisty, kuty z jednej blachy szyszak, który nie służył do ataku, tylko do ochrony głowy. Chcąc go uzupełnić o inne akcesoria pasujące do garderoby wojownika, można na przykład zainwestować w odznaczenie, bo walka o rzadszy na rynku Order św. Stanisława II klasy rozpocznie się od 14 tys. zł. Trudno się wypowiedzieć o potencjale wzrostu wartości medali doby PRL — na razie komplet krzyżów zasługi ma w katalogu wartość 200 zł. © Ⓟ