Rynki Europy Środkowej i Wschodniej to cel ekspansji polskich firm doradczych. W 2004 r. mogą pojawić się tam pierwsze oferty.
W Polsce, pierwsze profesjonalne firmy konsultingowe, oczywiście z zachodnim kapitałem, pojawiały się w latach 90. Pracowali w nich doradcy ściągnięci z central, z czasem załogi zasilono polskimi pracownikami. Ci zaś później zaczęli tworzyć własne podmioty.
— Niektóre jednostki doradcze powstały z przekształcenia polskich firm szkoleniowych, które działały na rynku od wielu lat. Pojawiły się także zupełnie nowe podmioty, które nie były wspomagane przez zachodnich partnerów — twierdzi Mariusz Bryke, dyrektor ds. realizacji zleceń firmy Profes Centrum Kształcenia i Doradztwa.
Niewykluczone, że kolejnym etapem w rozwoju najlepszych rodzimych jednostek będzie ekspansja do innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej.
W tej części Europy systemy zarządzania jakością (SZJ) rozwijają się nierównomiernie. Na przykład, w 2002 r. zaledwie 100 białoruskich organizacji mogło się pochwalić certyfikatami z serii ISO 9000, na Litwie — 200, na Ukrainie — prawie 300. Natomiast w Czechach czy na Węgrzech notuje się ciągle ogromny przyrost certyfikatów: dotychczas wydano ich ponad dwukrotnie więcej niż w Polsce.
Z jednej strony mamy więc do czynienia z rynkami prężnie rozwijającymi się. Z drugiej — z państwami, w których polityka jakości leży w powijakach. W obu przypadkach polscy doradcy mogą spotkać się z zainteresowaniem.
— Największe szanse polscy konsultanci mają na Słowacji, Ukrainie, Białorusi oraz w Czechach i Rosji — wylicza Krystyna Stephens, dyrektor warszawskiego oddziału British Standard Institution.
Niezależnie od stopnia profesjonalizmu i doświadczenia, trzeba jednak będzie stawić czoła przede wszystkim zachodniej marce.
— Wejście na wschodnie rynki będzie jednak trudne, gdyż ciągle panuje tam opinia, że zachodnie wyroby są lepsze niż lokalne — mówi Krystyna Stephens.
Atutem polskiego konsultanta może być niższa cena niż zachodniego konkurenta.
Sami doradcy nie chcą jeszcze mówić o perspektywach zaistnienia na rynkach postsocjalistycznej Europy. Wielu z nich jednak po cichu przyznaje się do planów związanych z sąsiednimi krajami. Mają nadzieję, że uda im się tam wejść już w przyszłym roku.
Natomiast dla innych polski rynek pozostaje ziemią obiecaną — nie nadążają z realizacją obecnych zleceń, więc nie potrzebują szukać klientów za granicą. Nie wykluczają takiej opcji za kilka lat.