Znajdź w ciągu najbliższych kilku dni chwilę spokoju i usiądź ze świątecznym wydaniem „Pulsu Biznesu” — pod udekorowanym drzewkiem. Zielona choinka symbolizuje nadzieję, życie, wieczność i światłość.



Pokoleniom ludzi poprawiała humor, wywoływała uśmiech na twarzach dzieci i kształtowała rodzinną atmosferę w zimnych domach. Jak to się zaczęło? Poszukamy korzeni choinki.
Zielone drzewko w okresie świąt Bożego Narodzenia opanowuje świat. Pojawia się w sklepach, na rynkach miast, w kościołach, ale przede wszystkim w domach.
Zapalenie światełek na choince ustawionej przy Rockefeller Center jest pokazywane w światowych telewizjach, a w Polsce nawet nowy rząd żwawo ubiera w reklamie zielone drzewko. W obecnym klimacie politycznym informacja o pochodzeniu tej tradycji może jednak niejednego wprawić w zakłopotanie, a może nawet w furię.
Drogie Polki i drodzy Polacy — wystrojona światełkami, bombkami i łańcuchami choinka to… niepolska tradycja. Przywieźli ją dawno temu niemieccy protestanci: klasa średnia i przedsiębiorcy, którzy budowali kapitalizm w wielu polskich miastach. Jako protestant, ewangelik i luteranin lubię zwyczaj jej strojenia, ale bardziej od błyskotek, kolorowych ozdób i kształtu choinki interesuje mnie przesłanie ukryte w tym starym zwyczaju. Trudno nakreślić początki tej tradycji — jedna legenda miesza się z kolejną, tworząc obraz o trudnym do określenia pochodzeniu. Wiadomo, że drzewka były używane w celach kultowych już w starożytności, a średniowieczna Europa wykorzystywała choinki w misteriach o Adamie i Ewie, w których kluczowe były motywy utraconego raju.
Zwyczaj podchwycili i spopularyzowali niemieccy luteranie, czyli duchowi spadkobiercy Marcina Lutra i ruchu reformacyjnego. Protestanccy teologowie rozróżniają tzw. adiafora, czyli rzeczy obojętne dla tego, co najważniejsze w chrześcijaństwie. Najważniejszy jest Jezus Chrystus i Ewangelia — zwyczaje, tradycje czy porządki mogą być różne, byle nie stały w sprzeczności z meritum. Ewangelicy w taki sposób podchodzą do choinki.
Obudowali ją symboliką i teologią reformacyjną — zielone drzewko wskazuje na nadzieję i wieczność, natomiast światło (kiedyś świece, dziś lampki) symbolizują światłość dla świata, czyli Jezusa Chrystusa. Niemieccy osadnicy wyznania luterańskiego przenieśli zwyczaj w kolejne rejony świata.
Choinka zyskała na popularności w również protestanckiej Skandynawii, potem w kolejnych krajach, także w Polsce, gdzie z czasem wyrzuciła z domów wcześniejsze ozdoby — na przykład podłaźniczka [jutka, sad rajski, boże drzewko, wiecha — czubek jodły, świerka lub sosnowa gałąź wieszane pod sufitem jako ozdoba w czasie Bożego Narodzenia]. Podłaźniczka i późniejsza choinka związana jest z pogańską tradycją ludową i kultem wiecznie zielonego drzewka. Misjonarze kontynuowali dzieło, zabierając pomysł strojenia drzewka ze sobą, ale swoje zrobił także współczesny marketing, który ograbił choinkę z głębszej duchowej refleksji — i mamy choinkę składającą się ze złotych parasoli lub luster układających się w pingwiny. Wszystko na bogato i z artystycznym rysem. Czy nie lepiej usiąść przy prawdziwej choince i pomyśleć o światłości i nadziei. Ekologów uspokajam: moja choinka ma korzenie i wiosną zasili drzewostan.
