Naszą szansą na rozwój jest interakcja

Mirosław Konkel
opublikowano: 2009-05-22 07:32

Rozmowa z doktorem Pawłem Gajewskim z Biura ds. Integracji ze Strefą Euro NBP

Jakie mogą być długofalowe korzyści z przyjęcia Polski do strefy euro?

Raport Narodowego Banku Polskiego wymienia dwie kluczowe korzyści: intensyfikację wymiany handlowej oraz wzrost inwestycji krajowych i zagranicznych. To one bezpośrednio przełożą się na wzrost gospodarczy, a w konsekwencji — na wzrost zamożności społeczeństwa.

Dlaczego eksperci NBP wolą raczej mówić o szansach niż o korzyściach płynących ze wspólnej waluty?

Przyjęcie euro oznacza redukcję ryzyka kursowego, obniżkę kosztów transakcyjnych i stóp procentowych, natomiast pozostałe korzyści mają charakter warunkowany. W jakim stopniu wymienione czynniki wpłyną na wzrost inwestycji i wymianę handlową? To zależy głównie od tego, jak się przygotujemy do akcesji. Korzyści handlowe będą zależały od kondycji małych i średnich przedsiębiorstw. Jak pokazują doświadczenia państw strefy euro, jej utworzenie przyniosło wzrost w handlu na poziomie 5-15 procent — głównie dzięki sektorowi MŚP, który w większym stopniu odczuwa bariery związane np. z ryzykiem kursowym.

Co może zmaksymalizować nasze korzyści z przyjęcia euro?

Jest wiele obszarów, które wymagają działań. Kluczem do sukcesu jest między innymi zwiększenie wydajności i konkurencyjności polskich firm, zwłaszcza z sektora MŚP. Ponadto trzeba poprawić zdolność absorpcji inwestycji zagranicznych, szczególnie tych związanych z innowacyjnością i nowoczesnymi technologiami.

Część polityków i ekonomistów zdaje się oczekiwać, że wprowadzenie euro zaowocuje cudem gospodarczym nad Wisłą. Podziela pan ten entuzjazm?

Wraz z akcesją rośnie wiarygodność danej gospodarki, co może między innymi poprawić nasze ratingi. A lepsze ratingi to wzrost inwestycji zagranicznych. Na tym skądinąd słusznym argumencie opiera się optymizm niektórych komentatorów. Nie wolno jednak zapominać, że zaufanie inwestorów można stracić. Wystarczy źle przygotować się do integracji albo zaniechać koniecznych reform strukturalnych. Waluta euro wcale nie skazuje nas na sukces, o czym świadczy przykład Portugalii, która weszła do wspólnego obszaru walutowego nieprzygotowana. Gdy w 1999 roku kraj ten zamieniał escudo na euro, jego produkt krajowy brutto wynosił 78 proc. unijnej średniej. A w zeszłym roku — już tylko 75,5 proc. Brak koniecznych reform prawdopodobnie przyczynił się do pogłębienia problemów ekonomicznych w tym kraju po wejściu do strefy euro.

Niektórzy członkowie Eurolandu nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Czy przez to wymagania stawiane kandydatom będą teraz większe?

Nie sądzę, by Komisja Europejska miała wprowadzić jakieś nowe wymogi. Może warto rozważyć zwiększenie rangi deficytu strukturalnego w ocenie wypełnienia kryterium fiskalnego. W Polsce jest on wyjątkowo wysoki —wynosi około 5 proc. PKB, a powinien spaść do 1 proc. W obecnej sytuacji jesteśmy w stanie spełnić kryterium fiskalne tylko w bardzo sprzyjających okolicznościach.

Jakie zagrożenia dla polskiej gospodarki niesie z sobą wspólna waluta?

Teoretycznie największym źródłem zagrożeń jest przekazanie Europejskiemu Bankowi Centralnemu (EBC) kontroli nad polityką monetarną. Istnieje pewna obawa, że polityka EBC nie będzie dla Polski korzystna. Ryzyko to byłoby szczególnie duże, gdyby nasza gospodarka bardzo się różniła od gospodarek obszaru wspólnego pieniądza. Na szczęście polski cykl koniunkturalny jest relatywnie dobrze skoordynowany z cyklem strefy euro, a podobieństwo polskiej gospodarki do strefy euro rośnie w szybkim tempie.

Czy mimo spowolnienia gospodarczego warto wstępować do strefy euro?

Patrząc z perspektywy kilkudziesięciu lat, nawet aktualny kryzys nie jest w stanie zachwiać pozytywnym bilansem integracji. A jednak gdybyśmy do strefy euro wchodzili teraz, osiągnięcie niektórych korzyści mogłoby się przesunąć w czasie. Bo w okresie recesji gospodarki zamykają się na siebie. A nasza szanse, związane z akcesją do strefy euro.