NBP sprzedał euro, rynek kupił dolary

Kamil Koprowicz
opublikowano: 2011-11-24 00:00

Interwencja na rynku walut nie przyniosła oczekiwanego skutku. Złoty szybko się umocnił i jeszcze szybciej spadł

Bank centralny wszedł na rynek o godzinie 9.40, sprzedając euro i kupując polską walutę. Kurs złotego wzrósł około godz. 9.40 z 4,4730 do 4,4400 za euro.

Za dolara płacono o 2 grosze mniej — 3,298 zł, natomiast notowania pary CHF/PLN obniżyły się do 3,61. Około godz. 12 kurs złotego powrócił do poprzednich wartości względem euro i franka, rozpoczął się spadek wobec dolara. Za euro płacono 4,46 zł, za dolara 3,34 zł, za szwajcarskiego franka zaś 3,63 zł. O godz. 16.00 po interwencji został już tylko ślad na wykresach. Euro kosztowało 4,4946 zł, a dolar 3,36 zł.

— Skala operacji NBP była prawdopodobnie niewielka. Po wrześniowej interwencji kurs euro obniżył się z 4,51 do 4,37 zł. W kontekście wtorkowej wypowiedzi Witolda Kozińskiego, wiceprezesa NBP, można to traktować jako sygnał, że bank centralny jest obecny na rynku i będzie w stanie działać — mówi Piotr Popławski, analityk BGŻ.

Rynek działa szybko

Według nieoficjalnego źródła „PB”, NBP rzucił na rynek 300 mln EUR. To jednak nie wystarczyło, by poprawić notowania złotego. — Rynek żyje chwilą. Jest dobry news, to rośnie, zły — spada. Wszyscy grają krótko, unikają ryzyka, nie budują długoterminowych strategii. Rynek będzie się mocował z naszymi instytucjami. Taka gra będzie się powtarzać jeszcze wiele razy — powiedział PAP diler walutowy, który chciałby zachować anonimowość.

Duże wahania na USD/PLN

Amerykańska waluta rosła wczoraj do złotego najszybciej — już dwie godziny po interwencji była silniejsza niż przed porannym wejściem NBP na rynek. Było to związane z mocnym spadkiem kursu pary EUR/USD. Za euro około godziny 8 rano trzeba było zapłacić 1,347 USD. W południe euro staniało do 1,337 USD. Wczoraj różnica notowań pary USD/PLN wynosiła nawet 7 groszy. — Efekt rynkowy był minimalny, z uwagi na jednoczesny spadek kursu EUR/USD. To efekt słabej aukcji długu w Niemczech i obaw, że kryzys strefy euro wkracza w bardziej destrukcyjną fazę — tłumaczy Rafał Benecki, ekonomista ING Banku Śląskiego. Wczoraj zabrakło chętnych na wszystkie licytowane 10-letnie obligacje niemieckie. Oferowano papiery za 6 mld EUR, tymczasem inwestorzy złożyli zlecenia o wartości 3,889 mld EUR (patrz obok).

Złe wieści — tańszy złoty

Notowania złotego tracą na fali niepokoju, niezależnie od miejsca pochodzenia informacji. Kiedy na rynku pojawiają się złe wieści, spada kurs euro do dolara. Czasem wystarczy tylko jedna, krótka wypowiedź polityka. Gdy euro słabnie, traci również złoty.

— Nasz region ma deficyt oszczędności. Dodatkowo sektor bankowy jest mocno powiązany z zachodnioeuropejskim, co w warunkach kryzysu na rynkach długu Eurolandu stawia nas w słabszej pozycji. Są obawy o finansowanie deficytów albo wykorzystywanie banków z tego regionu przez matki z zachodniej Europy do zdobycia pieniędzy w krytycznych warunkach — tłumaczy Rafał Benecki.

Amerykanie uciekają

Na wczorajsze wahania złotego miało również wpływ zachowanie amerykańskich inwestorów.

— Amerykanie zasygnalizowali, że nie chcą trzymać ryzykownych aktywów przed dzisiejszym Świętem Dziękczynienia. Dlatego tracił również złoty. Na niekorzyść nastrojów działa sytuacja dotycząca planowanych oszczędności w USA. Istnieje duże zagrożenie, że agencje ratingowe obniżą ocenę Stanów Zjednoczonych — komentuje Piotr Popławski. NBP nie powiedział ostatniego słowa.

— Spodziewam się kolejnych interwencji, zgodnie z zasadą utrudniania życia spekulantom, ale jak najmniejszym kosztem. Działania NBP będą wzmacniać BGK i Ministerstwo Finansów, które posiada spore rezerwy w granicach 7-8 mld EUR i konsekwentnie wymienia waluty na rynku — dodaje Rafał Benecki.