Zmiany w Programie Powszechnej Prywatyzacji (PPP), zapowiadane przez Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) na początku roku, miały doprowadzić do wcześniejszego wygaszenia tego niezbyt udanego przedsięwzięcia. Część menedżerów reprezentujących fundusze argumentowała, że inicjatywa ministra Wiesława Kaczmarka pomoże uniknąć kontrowersji związanych z ingerowaniem MSP w wewnętrzne sprawy funduszy. Oczywiście mieli rację. Zapomnieli jednak o tym, że nie wszystko co złe musi uosabiać resort skarbu.
Założenia programu były proste. PPP, którego dzieckiem są NFI, polegał na przekazaniu funduszom akcji ponad 500 przedsiębiorstw, ich restrukturyzacji, a następnie sprzedaży. Firmy zarządzające miały otrzymywać wynagrodzenie od MSP. Powszechna prywatyzacja polegała zaś na rozdaniu akcji funduszy obywatelom.
Okazało się jednak, że skarbonka jaką mogą być NFI bardzo kusiła polityków. Na początku 2000 roku ówczesny szef resortu skarbu i były prezes PZU Życie (pewnie nie bez powodu nazywany wówczas Mr. Poland) doszli do przekonania, że w obliczu zbliżających się wyborów warto przejąć władzę w trzech NFI.
W ten sposób miało dojść do stworzenia zaplecza finansowego dla prawicy, która już wtedy pogodziła się z wyborczą porażką. Plan wszedł w życie, ale później zmieniły się warunki. Minister stracił posadę, a Mr. Poland został oskarżony o wielomilionowe nadużycia. Afera wokół NFI zeszła na drugi plan, a z czasem zupełnie ucichła.
Chyba niesłusznie. Okazuje się bowiem, że trzy fundusze o wartości księgowej ponad 300 mln zł trafiły w objęcia tajemniczej spółki z Monako, a kontrolę personalną nad nimi sprawują osoby kojarzone z byłym szefem PZU Życie. Ciekawe, jakie samopoczucie ma Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oraz resort skarbu, które też nie wiedzą, kto sprawuje władzę nad — jakby nie było — giełdowymi spółkami.



