Nie ma małych aut u dilerów

Paweł Janas
26-03-2009, 00:00

Próbujesz kupić nowe, małe auto w salonie? Licz się z tym, że długo będziesz na nie czekał. Winni sąsiedzi zza miedzy.

Próbujesz kupić nowe, małe auto w salonie? Licz się z tym, że długo będziesz na nie czekał. Winni sąsiedzi zza miedzy.

Jakież musiało być zdziwienie klientów polskich salonów samochodowych, kiedy próbując kupić nowy, tani samochód, słyszeli od dilera zdanie: "Chwilowo nie mamy, trzeba poczekać do czerwca". Przecież w czasach zwalniającej gospodarki parkingi dystrybutorów powinny być pełne niesprzedanych aut. Ale tylko na pozór.

Niemcy nakręcają

Specjaliści nie mają wątpliwości, że to "wina" naszych zachodnich sąsiadów. W Niemczech zapanował prawdziwy boom na małe i tanie auta. To rezultat wprowadzonego przez rząd programu promującego z dopłatą (2,5 tys. EUR) zakup nowego auta przy przekazaniu do złomowania starego. I nagle okazało się, że importerzy mają problemy z zaopatrzeniem salonów w małe pojazdy.

— W salonach mamy tylko pojedyncze sztuki modelu Aygo. Są kłopoty z jego zamawianiem w czeskiej fabryce. Producent woli wysyłać ten model do Niemiec, gdyż tam ceny są wyższe od naszych o około 30 proc. Ponadto niemiecki klient korzysta z dopłat nakręcających popyt —tłumaczy Witold Nowicki, dyrektor handlowy Toyota Motor Poland.

Według niego, nieco mniejsze problemy są z modelem Yaris. Firma ma go w ofercie, ale mogą być problemy z jego dostępnością u niektórych dilerów. Sytuacja potrwa jeszcze dwa miesiące.

— Dopóki nie wyczerpie się pula 600 tys. aut, których złomowanie w Niemczech zostało objęte dopłatami — mówi przedstawiciel Toyoty.

Francuzów lubią

Z podobnymi problemami jak Toyota boryka się też Renault. Chodzi o model Twingo. Według Grzegorza Zalewskiego, szefa polskiego oddziału spółki, na odbiór dziś zamówionego auta trzeba poczekać aż do czerwca.

— Fabryka Renault w Słowenii produkuje już 24 godziny na dobę. Wszystko na pniu jest kupowane nie tylko przez Niemców, ale też Słowaków, bo tam także wprowadzono dopłaty — zaznacza Grzegorz Zalewski.

Także do czerwca trzeba poczekać ma odbiór Dacii. Auta z grupy Renault produkowane w Rumunii sprzedają się obecnie w Niemczech jak ciepłe bułeczki. Liczba zamówień do końca lutego (jak podał Samar za rumuńską prasą) przekroczyła 30 tys. sztuk. W ubiegłym roku łączna sprzedaż wyniosła tu 25 tys. sztuk.

Opóźnień w dostawach nie ma natomiast w przypadku Renault Clio.

— W Europie kilka fabryk produkuje to auto i mimo zwiększonego popytu wciąż mają wolne moce produkcyjne — zapewnia Grzegorz Zalewski.

Cierpliwość wskazana

Część firm zapewnia, że na razie problemów nie ma.

— W pierwszym kwartale nie było żadnych problemów z zaopatrzeniem naszych salonów. Co będzie dalej — nie wiadomo. Sporo zależy od popytu na małe auta w Niemczech — mówi Wojciech Masalski, dyrektor handlowy Fiat Auto Poland.

Fabryka Fiata w Tychach pracuje na pełnych obro-tach.

— Obecnie głównym naszym odbiorcą jest rynek niemiecki — przyznaje Zdzisław Arlet, dyrektor tyskiej fabryki Fiata.

Skoda twierdzi, że na polski rynek trafia tyle samochodów, ile wcześniej zakontraktowano u producenta, ale cierpliwość jest wskazana.

— Większy popyt na modele Skody może się wiązać z większym zainteresowaniem polskich i niemieckich klientów, co wpływa na wydłużenie okresu oczekiwania na Fabię. Średni czas oczekiwania wynosi około 1,5 miesiąca [przy założeniu, że auto nie jest dostępne od ręki w salonie — przy. red.]. Staramy się, aby na polski rynek trafiła dodatkowa partia aut —mówi Tomasz Piasny, rzecznik Skoda Auto Polska.

Paweł

Janas

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Nie ma małych aut u dilerów