Uchwała przyjęta została stosunkiem 52:30, przy 2 głosach wstrzymujących się i 16 senatorach nieobecnych. Przypomnijmy, że 10 maja Sejm przeforsował ją stosunkiem 231:200, przy 2 głosach wstrzymujących się i 27 posłach nieobecnych. Wtedy wsparte przez całą opozycję Polskie Stronnictwo Ludowe zdołowało Platformę Obywatelską. Premier Donald Tusk w poczuciu bezsilności przyjął polityczny policzek, najmocniejszy od objęcia stanowiska w 2007 r.
Od razu w komentarzu po tamtym głosowaniu wytyczyłem dalszą ścieżkę ustawy, której pierwszy odcinek właśnie się zakończył. Po jej powrocie do Sejmu ta sama epizodyczna spółka, która zgodnie głosowała poprzednio, odrzuci wczorajszą uchwałę Senatu, czyli ustawę ponownie uchwali — w tym samym brzmieniu. Następnie prezydent Bronisław Komorowski odmówi złożenia podpisu, uzasadniając to wieloma błędami i niekonsekwencjami, doskonale wykazanymi w materiale biura legislacyjnego Senatu. Weto okaże się skuteczne, albowiem na jego odbicie, czyli ponowne uchwalenie ustawy, jednorazowa spółka PSL z całą opozycją jest liczebnie za słaba — potrzebuje co najmniej 276 głosów, a nawet przy stuprocentowej obecności dysponuje około 250.
I w taki oto sposób ustawa rozpalająca wewnętrznie koalicję definitywnie trafi do kosza. Rozporządzenie wyrzuconego ministra Jarosława Gowina, zmieniające od 1 stycznia 2013 strukturę sądów powszechnych i likwidujące samodzielność 79 placówek najmniejszych, utrwali się zaś na lata. Amen.