Nie mieścimy się w formacie

opublikowano: 17-10-2014, 00:00

Efektywność organizowanych od dwóch dekad szczytów ASEM (Asia-Europe Meeting) nie jest ani większa, ani mniejsza niż, powiedzmy, zbiórek G20.

Efektywność organizowanych od dwóch dekad szczytów ASEM (Asia-Europe Meeting) nie jest ani większa, ani mniejsza niż, powiedzmy, zbiórek G20. Przekładanie się górnolotnych konkluzji na konkrety jest taką abstrakcją, że zasadne staje się pytanie — a po co toto się w ogóle odbywa? Widocznie jednak w erze globalizacji opłacalne dla ludzkości jest zgromadzenie przy owalnym stole władców z dwóch kontynentów. Partnerami ASEM są: po naszej stronie Unia Europejska ze Szwajcarią i Norwegią, a po tamtej — ASEAN (Stowarzyszenie Narodów Azji Południowo-Wschodniej) uzupełnione potęgami Chin, Indii i Japonii. Od niedawna dołączyły Australia i Nowa Zelandia oraz Rosja — geograficznie jak najbardziej uprawniona.

Bloomberg

Szczyty odbywają się co dwa lata naprzemiennie w Azji i Europie. Po stronie UE ich goszczenie przypada państwom sprawującym akurat prezydencję — tym razem trafiło na Włochy. ASEM10 odbywa się w centrum targowym w Mediolanie, symbolicznie reprezentowana jest połowa światowego PKB i prawie 60 procent globalnego handlu. Mająca znacznie bliżej UE wystawiła pierwszy garnitur. Delegacji polskiej przewodniczy premier Ewa Kopacz, dla której ASEM10 to okazja do otrzaskania się z atmosferą takich imprez przed trudnym szczytem klimatycznym Rady Europejskiej. Mediolan to trochę poligon, trochę impreza towarzyska. Szefowie delegacji siedzą przy stole plenarnym, ustawiają się do familijnego zdjęcia i tylko raz zabierają głos. Szefowa rządu podkreśliła otwartość Polski dla inwestorów azjatyckich, a zarazem znaczenie tamtejszych rynków zbytu dla naszych producentów, zwłaszcza żywności.

Odrębnym wątkiem, a właściwie problemem ASEM10 jest obecność Władimira Putina. Od czasu wywołania niewypowiedzianej wojny z Ukrainą drugi raz błyszczy na forum międzynarodowym. Zaproszenie go na rocznicę lądowania w Normandii miało uzasadnienie historyczne. Pobyt w Mediolanie car Kremla stara się natomiast wykorzystać do złagodzenia sankcji wobec Rosji, albowiem szybko się okazało, że odwetowe embargo na żywność to jednak strzał w stopę. Na rosyjskim rynku ceny skaczą, a rubel leci na łeb. Putin oczywiście nie może przyznać się do porażki, dlatego oczekuje najpierw sygnału unijnego, na który łaskawie mógłby odpowiedzieć.

W piątek pojawi się w Mediolanie także prezydent Petro Poroszenko. Na prawach gościa, albowiem Ukraina nie mieści się w formule ASEM. Dopiero jako państwo stowarzyszone z UE może dołączy za dwa lata. Strona azjatycka kibicuje temu wątkowi z daleka, ale unijna z napięciem i zarazem nadzieją oczekuje spotkania prezydentów Rosji i Ukrainy w tzw. formacie normandzkim. Premier Włoch podejmie ich śniadaniem, do którego zasiądą także szefowie UE, premierzy Niemiec i Wielkiej Brytanii oraz prezydent Francji. Przy tak skonfigurowanym stole dla prezydenta czy premiera Polski nie było miejsca w Normandii i nie ma w Mediolanie. Nie mieścimy się w formacie, poza tym kategorycznie wyklucza polską obecność kremlowski car. Zaaranżowane dodatkowo na koniec ASEM10 dwustronne spotkanie polskiej premier z ukraińskim prezydentem to polityczne opakowanie zastępcze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane