Nie pytaj, kiedy rządy splajtują, ale jak...

Jacek Kowalczyk
27-08-2010, 00:00

Tradycyjnych plajt raczej nie będzie. Ale manipulowanie przy inflacji albo sprzedawanie obligacji po zaniżonych cenach — czemu nie?

...radzi inwestorom bank Morgan Stanley. Ekonomiści coraz częściej ostrzegają przed bankructwami państw

Tradycyjnych plajt raczej nie będzie. Ale manipulowanie przy inflacji albo sprzedawanie obligacji po zaniżonych cenach — czemu nie?

Na naszych oczach kończy się epoka, kiedy inwestowanie w papiery skarbowe było bezpieczną operacją. Kraje rozwinięte są tak zadłużone, że wkrótce nie będą w stanie regulować swoich zobowiązań — tak przynajmniej uważają ekonomiści banku Morgan Stanley. Opublikowali wczoraj raport pod wiele mówiącym tytułem "Nie pytaj, kiedy rządy splajtują, ale jak".

Koniec azylu

Według autorów raportu, inwestorzy muszą się przyzwyczaić do myśli, że niektóre rządy będą unikać spłacania zobowiązań wobec posiadaczy obligacji. Na rynku publicznego długu ustalają się właśnie nowe zasady gry. Walka o zyski nie będzie już polegała jedynie na szukaniu ciekawych obietnic rządowych (czyli kto da większe oprocentowanie), ale też na wybieraniu tych obietnic, które zostaną spełnione.

— W czasie kryzysu posiadacze akcji tracili na spadkach na giełdach, gospodarstwa domowe na spadku wartości nieruchomości, podatnicy na spadku dochodów do dyspozycji, pracownicy sektora budżetowego na niższych wynagrodzeniach. Tylko posiadacze obligacji skarbowych byli grupą inwestorów w pełni chronioną przed udziałem w stratach. Byłoby przesadnym optymizmem uważać, że tak będzie zawsze — przekonuje Arnaud Mares, ekonomista Morgan Stanley Research.

W ostatnich dziesięcioleciach przypadki bankructw państw rozwiniętych praktycznie się nie zdarzały. Plajtowały jedynie kraje stosunkowo biedne i zacofane. W latach 80. niewypłacalność ogłosiły m.in. Meksyk, Brazylia i Turcja. W 1998 r. głośne było bankructwo Rosji, a w 2002 — Argentyny. Tym razem to kraje najlepiej rozwinięte mają tak potężne zadłużenie, że nie będą w stanie płacić inwestorom tyle, ile obiecały, sprzedając obligacje.

Rządowe przekręty

— Nie oczekujemy pełnych, oficjalnych bankructw w państwach rozwiniętych. Jednak obecna rentowność obligacji daje inwestorom bardzo małą ochronę przed sytuacją tzw. opresji finansowej, niezależnie od tego, jaką formę ona przyjmie — twierdzi Arnaud Mares.

"Opresją finansową" Morgan Stanley nazywa sytuację, kiedy państwo nie zamierza płacić pełnej kwoty zapisanej w obligacjach, choć wprost nie ogłasza bankructwa. Będąc w "opresji", rządy wymyślają różne formy unikania wypłacenia należności. Mogą np. rozbuchać inflację ponad rentowność obligacji (płacą kwotę nominalną zapisaną w obligacji ale realnie płacą znacznie mniej). Mogą wprowadzić regulacje, zmuszające instytucje finansowe do kupowania od rządu papierów z oprocentowaniem poniżej rynkowego.

— Spłacanie długu zdewaluowanym pieniądzem jest szczególnie efektywne, kiedy stan zadłużenia jest wysoki, a potrzeby pożyczkowe duże. A tak jest właśnie teraz — tłumaczy Arnaud Mares.

Science fiction? Ekonomiści Morgan Stanley argumentują, że podobne manipulacje przeprowadził w 1934 r. prezydent USA Franklin D. Roosevelt (zerwanie powiązania pieniądza ze złotem), a w 1946-47 r. Hugh Dalton, minister finansów Wielkiej Brytanii (wypuszczając dług o sztucznie niskiej 2,5-procentowej stopie zwrotu). O majstrowanie przy inflacji po wojnie posądza się zwłaszcza Francję, ale też USA i Wielką Brytanię.

Ekonomistasaper

Wydaje się, że inwestorzy są przygotowani na bankructwa. W ankiecie agencji Bloomberg z czerwca wśród 750 finansistów z całego świata trzy czwarte (73 proc.) badanych odpowiedziało, że spodziewa się niewypłacalności Grecji. Bankructwa Portugalii oczekiwało 36 proc. inwestorów, a Wielkiej Brytanii i Japonii — po 8 proc.

— Wielkość zadłużenia państw, wartość ukrytych zobowiązań, starzenie się społeczeństwa oraz stymulacyjne sposoby wychodzenia z kryzysu — biorąc to wszystko pod uwagę, nietrudno dojść do wniosku, że obsługiwanie długu może być dla niektórych rządów ciężarem nie do udźwignięcia — mówi Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas.

Prognoza ekonomistów banku Morgan Stanley —ostrzegająca przed powszechnym unikaniem płacenia za obligacje — jest wyjątkowo odważna. W nieco złagodzonej formie podobna opinia chodzi jednak ostatnio po głowie bardzo wielu ekonomistom.

— Nie uważam, że ten scenariusz jest przesądzony, ale też nie można go wykluczyć. Kryzys zaczął się na rynkach finansowych, przelał się do realnej gospodarki, a z niej do finansów publicznych. Wszyscy zastanawiają się, co będzie następne, szukają słabych punktów. To jak tupanie po polu minowym w poszukiwaniu min. Rynek długu jest tu jednym z podejrzanych — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nie pytaj, kiedy rządy splajtują, ale jak...