Nie sądzić kogoś, kogo nie ma

Joanna Barańska
opublikowano: 2006-02-28 00:00

Postanowienie WSA stawia pod znakiem zapytania wszystkie postępowania sądowe, gdzie stroną jest telekomunikacyjny regulator.

P.o. prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) nie jest organem administracji państwowej — uznał wczoraj Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (WSA), zawieszając postępowanie w błahej sprawie ze skargi Telekomunikacji Polskiej (TP). To może oznaczać, że co najmniej kilkanaście decyzji wydanych jeszcze przez prezesa Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty (URTiP), który został w styczniu zastąpiony przez UKE, nie będzie mogło się uprawomocnić.

13 stycznia URTiP przestał istnieć, zastąpił go UKE, łączący część kompetencji dawnego URTiP oraz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Nowy urząd nie ma prezesa — jego obowiązki pełni Anna Streżyńska, wiceminister do spraw łączności w resorcie transportu i budownictwa. Organem administracji państwowej, władnym wydawać decyzje i bronić ich przed sądami, jest jednak minister.

— Ustawa wprowadzająca UKE nie przewidziała osoby pełniącej obowiązki prezesa. P.o. prezesa nie może nawet wydawać pełnomocnictw procesowych do reprezentacji przed sądem, bo tego też nie przewidziała ustawa — mówi Jan Zieliński, radca prawny prowadzący sprawy TP w sporach z URTiP, a obecnie UKE.

Tymczasem co najmniej kilkanaście decyzji prezesa URTiP zostało zaskarżonych do sądu przez operatorów telekomunikacyjnych i nie doczekało się rozstrzygnięcia. Są to sprawy dotyczące warunków połączenia sieci czy przydziałów częstotliwości. Te decyzje są ostateczne, ale nie są i nie mogą być prawomocne do czasu wydania ostatecznych wyroków przez sądy administracyjne. Te zaś w świetle wczorajszego postanowienia WSA mogą zawieszać postępowania do chwili wyłonienia prezesa UKE.