Nie taki igrek straszny, jak się go maluje

opublikowano: 24-08-2017, 22:00

Rynek pracy potrzebuje milenialsów. Tylko czy można na nich liczyć?

Jedna trzecia firm z powodu braków kadrowych nie jest w stanie zawierać kontraktów z klientami — wynika z najnowszego raportu Work Service’u. Dlatego tak dużo oczekuje się od milenialsów (urodzeni w latach 80. i 90.), którzy — według badania amerykańskiego banku Merrill Lynch — do 2025 r. stanowić będą trzy czwarte światowej siły roboczej. Wykształceni, elastyczni, ambitni. Ale też nieodpowiedzialni. Czy okażą się elementem problemu czy częścią rozwiązania?

Igreków (inne określenie milenialsów) nazywa się czasem pokoleniem ja, co nie jest bynajmniej komplementem — nawiązuje do narcystycznej natury młodych, ich indywidualizmu, koncentracji na sobie. Z analiz socjologów wyłania się jednak znacznie bardziej zróżnicowany obraz niż dzisiejszych 30- i 40-latków, a wiele rzeczy przemawia na ich korzyść. Choćby stawianie swojego rozwoju ponad widok rosnącego stanu konta. Za najważniejsze narzędzia motywacji uważają szacunek szefa, partnerskie traktowanie, natychmiastowy i szczery komunikat zwrotny dotyczący osiąganych rezultatów. — Docenienie i uznanie, praca pełna wyzwań, udział w wymagających i innowacyjnych przedsięwzięciach — tego potrzebują młodzi specjaliści i menedżerowie. Chcą być postrzegani przez pryzmat swojego zaangażowania, umiejętności i wiedzy, a nie stanowiska czy wieku — mówi Aleksandra Korycka, starszy partner HR w SAS Polska. A co z brakiem umiejętności tworzenia stałych związków — także ze swoją firmą? Może cechuje to igreków wtedy, gdy widzą, że druga strona na nich nie zasługuje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Nie taki igrek straszny, jak się go maluje