Nie wystarczy kupić cudzą myśl techniczną

Innowacyjności nie można mylić z kupowaniem na Zachodzie licencji i maszyn.

W biznesie obowiązuje zasada: zmieniaj się albo giń. Trzeciej możliwości nie ma. Przedsiębiorstwa, które osiadają na laurach, gotują sobie klęskę. Nawet jeśli wcześniej były liderami w swoich sektorach. Przykładem mogą być kłopoty Canona, Blackberry czy Kodaka. Albo wchłonięcie Nokii przez spółkę Microsoft.

— Sukces często odbiera firmom tzw. motywację transwersyjną, która każe przekraczać sferę własnego komfortu, adoptować się do nowych warunków, eksperymentować, próbować i ryzykować — uważa Paweł Kacperek z Connected Life Communication Group.

Odgrzewane kotlety

Na skrajnie konkurencyjnym rynku nikomu nie uda się utrzymać swojej pozycji, jeśli będzie korzystał ze starych metod, procedur i technologii. Mali przedsiębiorcy w Polsce coraz lepiej to rozumieją. Szanse na rozwój widzą przede wszystkim w inwestowaniu w rozbudowę oferty i bardziej innowacyjne sposoby działania — wynika z badania Instytutu Badań i Analiz (IBA) OSB i portalu Firmy.net.

— Zamiast wojny cenowej prześciganie się w pomysłach na nowe produkty czy usługi. To bardzo obiecująca tendencja w kontekście perspektywy finansowej UE na lata 2014-20, w której wiele pieniędzy ma stymulować wzrost innowacyjności w biznesie — komentuje dr Dariusz Śledź z IBA OSB. Pęd do nowoczesnych rozwiązań cieszy. A co martwi? Choćby te, że polskie firmy, zwłaszcza z sektora MSP, nie są skore do inwestowania w badania i rozwój (B+R), na co zwracał uwagę Jan Gmurczyk w ubiegłorocznym raporcie Instytutu Obywatelskiego „Innowacyjność polskiej gospodarki. Stan obecny i rekomendacje”. Jego zdaniem, powszechny jest zakup i wdrażanie cudzej myśli technicznej, ucieleśnionejw maszynach, licencjach lub patentach. Na opracowywanie oryginalnych produktów i usług mało kto się u nas porywa. Autor rozumie przedsiębiorców: adaptacja zwykle zagranicznych technologii to stosunkowo mało ryzykowny i szybki sposób na rozwój i podniesienie wydajności pracy. Minusem tej sytuacji jest jednak to, że odpowiedzialność za wzrost innowacyjności gospodarki spada na państwo. W bogatszych i lepiej rozwiniętych krajach, np. w Wielkiej Brytanii czy USA, sfera B+R jest domeną biznesu.

Unia sypnie groszem

Z ponad 7 tys. absolutnie nowatorskich rozwiązań kiełkujących dziś w różnych zakątkach świata skomercjalizować uda się tylko kilka procent — przewidują analitycy firmy Frost & Sullivan. Powodów jest wiele, ale za jeden z najważniejszych uznaje się wskazany w raporcie Edelman brak zaufania ze strony inwestorów i rynku. Jak innowacyjne firmy mogą przekonać ich do swoich pomysłów? Przeznaczając część swoich przychodów na badania i rozwój — mówią eksperci.

Według małych firm, największą barierą dla innowacyjności jest brak pieniędzy. Zapominają, że przez innowacje rozumie się nie tylko zaawansowane urządzenia i aplikacje, lecz także usprawnienia organizacyjne, które nierzadko da się wprowadzić bez większych nakładów. To po pierwsze. Po drugie, na najbardziej twórcze firmy, gotowe inwestować w przedsięwzięciaspod znaków B+R, czekają fundusze z Unii.

67 proc. Taki odsetek polskich przedsiębiorców deklaruje, że w ciągu najbliższych 3-5 lat zwiększy wydatki na innowacje. Aż 48 proc. polskich firm w 2014 r. przeznaczyło na działalność B+R więcej niż 3 proc. swoich obrotów (wg badań Deloitte).

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Nie wystarczy kupić cudzą myśl techniczną