Nie zapominałbym o obligacjach

Łukasz Wróbel
19-10-2011, 00:00

KOMENTARZ

Chociaż w ostatnich dniach na rynkach akcji obserwowaliśmy imponujące odbicie, główny trend jest spadkowy i ewentualną odwilż i wysoką zmienność lepiej wykorzystać do zmniejszenia zaangażowania w akcje po zwyżkach niż na próby „łapania dołka”. S&P 500 jest zaledwie kilkanaście procent poniżej kilkuletnich szczytów, co daje jeszcze dużą przestrzeń do spadków. Skoro z każdym tygodniem kurczą się szanse na uniknięcie przez USA recesji, bankructwa przez Grecję czy na rozwiązywanie przez władze europejskie strukturalnych, a nie cyklicznych problemów, to naturalnym wyborem są defensywne strategie przedkładające ochronę kapitału nad jego pomnażaniem.

Problem polega na tym, że obligacje nie są już tym samym instrumentem, którym były jeszcze kilka lat temu, zwłaszcza jeśli chodzi o pojęcie „stopy wolnej od ryzyka” — na większości rozwiniętych rynków jest ona bliskim synonimem zera. Europejski system bankowy jest prawie dwukrotnie bardziej „przelewarowany” niż amerykański przed kryzysem z 2008 r., a na poziomie rządów rozpoczynają się właśnie wieloletnie programy zmniejszania poziomu długu. W konserwatywnym portfelu na kilka najbliższych lat umieściłbym dwu- i dziesięcioletnie obligacje skarbu państwa (po 25 proc.), obligacje korporacyjne i komunalne (około 20 proc.), a pozostałe 30 proc. kapitału stopniowo przeznaczałbym na bardziej agresywne instrumenty (dolar, akcje solidnych, zarabiających pieniądze spółek).

Łukasz Wróbel

Noble Securities

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Wróbel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje / Nie zapominałbym o obligacjach