Niebo dla naiwnych

Mirosław Konkel
08-08-2018, 22:00

Im więcej obiecują ci trenerzy rozwoju osobistego, tym bardziej staraj się ich nie słuchać

Mamo, tato, muszę wam coś wyznać. Zostałem trenerem rozwoju osobistego” — mówi młody człowiek. „Gdzie popełniliśmy błąd?” — załamują ręce rodzice. Trudno się dziwić ich reakcji, zważywszy, co wygadują — i publikują — różni mentorzy, coachowie i guru biznesu, nawet ci znani z telewizji. Bestsellerowy autor poradników Edward de Bono zasłynął sentencjami w rodzaju: „Kiedy masz problem, szukasz rozwiązania” i „Ptak różni się od samolotu, choć jeden i drugi lata w powietrzu”. Jako konsultant brytyjskiej Partii Pracy wpadł na genialny pomysł wyposażenia w kolorowe kapelusze urzędników państwowych (żółte wkładaliby, mówiąc o zaletach projektu, czarne — o wadach). Takie mądrości niektórzy sceptycy nazywają płynem do kąpieli dla duszy, inni — sprzedażą marzeń, jeszcze inni — przemysłem bredni.

Smutne, że także Polacy mają cenny wkład w tę dziedzinę. Przykładem jest Mateusz Grzesiak, popularny mówca motywacyjny, psycholog i (od niedawna) doktor nauk ekonomicznych. W swoim wiekopomnym dziele „AlphaMale” nasz krajowy odpowiednik Tony’ego Robbinsa dzieli się z czytelnikiem nader trafnym spostrzeżeniem: „… pamiętaj, że sama książka nie dyma kobiet, ale ty możesz. Te kartki to zbiór informacji, które materializujesz w praktyce”. Zgodnie z zasadą „zjawiska, nie nazwiska”, przestańmy się pastwić nad konkretnymi trenerami. Przyjrzyjmy się szkodliwym poglądom, które szerzą na swoich szkoleniach, blogach i w poradnikach typu „Od zera do milionera w pięć dni — bo w weekend musisz zdobyć Mount Everest”. „Każdy jest kowalem swojego losu”, „chcieć to móc”, „myśli kształtują rzeczywistość” — to chyba najgorsze, najbardziej destrukcyjne przekonania, sączone do głów milionów osób marzących o błyskotliwej karierze, obrzydliwie dużych pieniądzach i miłości jak z Harlequina. Nic złego w odrobinie optymizmu, wiary w siebie, ale wmawianie ludziom, że sukces zależy tylko od nastawienia, powinno być karane najsurowszym więzieniem. Dlaczego? Bo prowadzi do zwiększonej liczby samobójstw — odpowiada na konferencji TED Alain de Botton, popularyzator filozofii i krytycznego myślenia.

„W rozwiniętych krajach indywidualistycznych jest więcej samobójstw niż w jakiejkolwiek innej części świata. Jednym z powodów jest fakt, że ludzie odbierają wszystko, co się im przydarza, bardzo osobiście. Czują się autorami swojego sukcesu, ale też porażki”. Motywacyjne gadki pod hasłem „Sky is the limit!” są pożyteczne z punktu widzenia pracodawców, bo — jak w eseju „Tyrania optymizmu” pisze Stefan Chwin — nie da się zmotywować ludzi do pracy bez podsycania ich ambicji. Problem w tym, że w większości przypadków kończy się to rozczarowaniem, depresją, bo liczba prestiżowych stanowisk jest ograniczona — uświadamia autor.

Czy nawet absolwenci renomowanych uczelni, zamiast w fotelach dyrektorskich, nie lądują często za kasą w Biedronce? W realiach wolnego rynku sukces zależy od jednostki w nieznacznym stopniu. Odniesie go tylko promil amatorów literatury w stylu „Obudź w sobie olbrzyma!”. Resztę w najlepszym razie czeka umiarkowanie pomyślna wegetacja — pozbawia nas złudzeń Stefan Chwin. Tzw. pozytywne myślenie może zaszkodzić także biznesowi, co potwierdza przypadek General Motors — gdy na przełomie XX i XXI wieku firma nabierała z bulgotem wody, ciągnąc na dno amerykańskie marzenie tysięcy pracowników o dostatnim życiu, Wuj Sam ogłosił ambitny plan ratunkowy: odzyskania przez koncern 29 proc. rynku w USA. Magiczna liczba 29 zaczęła się pojawiać wszędzie — na złotych szpilkach w klapach menedżerów GM, na oficjalnych spotkaniach i w wewnętrznych dokumentach spółki. Tak do zakasania rękawów zagrzewano wszystkich pracowników — sprzedawców, inżynierów, monterów z fabrycznej linii. Na próżno. W 2009 r. flagowy okręt amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego ogłosił bankructwo i przeszedł w stan upadłości. Wydawało się, że już nigdy nie wydobędzie się na powierzchnię. Trzy lata później wykupił go jednak Departament Skarbu.

Historia GM zakończyła się happy endem. Ale czy nasz rząd — aż nadto obciążony programem 500+ — uratuje biednego Kowalskiego, który za bardzo uwierzył w optymistyzne wizje roztaczane przez sprzedawców marzeń? © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy