Niebo gwiaździste nade mną

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2013-02-06 17:11

Liczy się nie tylko brzęcząca moneta, ale też siła ducha — mówi. I choć Selena, której jest właścicielem, toczy zaciętą walkę o globalny sukces, biznesmen nad cyferki przedkłada filozoficzną dysputę. Oto cały Krzysztof Domarecki.

Prezes (tak go nazywają wszyscy), a właściwie przewodniczący rady nadzorczej Seleny FM, przynosi na spotkanie jedno ważne „coś”. Autorski pomysł na tekst o sobie. Prawnik, ale przede wszystkim filozof z wykształcenia i zamiłowania, wizję ma zdecydowanie nielifestylową. Dokładnie sprawę przemyślał, rozważył wszystkie za i przeciw, używając wypracowanego na filozofii aparatu analizy.

Krzysztof Domarecki - prezes grupy Selena: producenta i deystrybutora chemii budowlanej (FOT. Marek Wiśniewski)
Krzysztof Domarecki - prezes grupy Selena: producenta i deystrybutora chemii budowlanej (FOT. Marek Wiśniewski)
None
None

— Przez ostatnią dekadę kilkoro dziennikarzy chronologicznie opisało skąd się wziąłem. Że zaczęło się od studiów prawniczych, następnie filozoficznych, potem były Indie, sprowadzane komputery itp., itd. I teraz pytania są takie: czy w drugiej dekadzie XXI wieku wracanie do początków biznesu sprzed niemal 30 lat ma sens? Czy historia mojej kariery będzie wartością dla czytelnika?

Czy może wartość artykułu będzie polegała tym, że ludzie, którzy coś w biznesie zbudowali, pokażą, w jaki sposób myślą o Polsce i o świecie, co zamierzają robić przez najbliższe 10-15 lat. Jak zamierzają inspirować siebie i innych, jak zmienia się ekonomia wokół nas. Może lepiej wyciągnąć coś twórczego od biznesu? — prowokuje Krzysztof Domarecki.

Siedzimy w fabryce kleju w Dzierżoniowie na południe od Wrocławia. Na zewnątrz hula mroźny wiatr, Góry Sowie chowają się w ciemnościach. Dobra pora na filozoficzne dysputy. Dziennikarska próba narzucenia własnej narracji,zawierającej jednak wątki biograficzne, kończy się ciętą ripostą: — Aha, a więc mamy swoją sztampę...

Talent z Bombaju

Po kilkugodzinnej rozmowie ukazuje się Krzysztof Domarecki w pełnej krasie: zawsze chętny do dyskusji, zaprawiony w bojach, imponujący żelazną logiką wypowiedzi. Nie złośliwy, ale przekonany, że warto prowokować — w imię dociekania prawdy. Coś o tym wie, bo już przed niemal trzema dekadami w hinduskiej świątyni w okolicach Bombaju dyskutował dniami i nocami z tamtejszymi mistrzami duchowymi, a także intelektualistami. Koniec końców prezes daje się namówić na uzupełnienie pewnych wątków w biografii — wyjaśnia zatem, że wbrew temu co o nim napisano nie czytał hinduskich ksiąg w oryginale. Nie miał też leciwego forda mondeo, lecz mercedesa.

Ale znów — to przyziemne, banalne sprawy. Żeby jednak nie było: ten wrocławski biznesmen nie wyłonił się niczym Afrodyta z morskiej piany, zachwycając publikę swym talentem. Korzenie ma w PRL, to w latach 80. ten 54-latek startował z biznesem. Wtedy rodziły się podwaliny Seleny, globalnego producenta i dystrybutora chemii budowlanej. Dziś spółka ma ponad miliard złotych przychodów rocznie, wielomilionowe zyski, a jej giełdowa wycena oscyluje wokół 220 mln zł. Tylko pakiet akcji należący do Krzysztofa Domareckiego wart jest 180 mln zł. Dużo? Nieważne. Nie o tym ma być artykuł.

(...)

Cały tekst znajdziesz w najnowszym wydaniu miesięcznika "PB Weekend" lub >>tutaj