NIELEGALNI PSUJĄ RYNEK

Artur Lisowski
opublikowano: 2000-01-20 00:00

NIELEGALNI PSUJĄ RYNEK

Gimbusy wpłyną na likwidację lokalnych połączeń autobusowych

Polskie firmy przewozowe zajmujące się obsługą regularnych połączeń krajowych i międzynarodowych nie mają łatwego życia. Ich największym zmartwieniem są podmioty, które prowadzą taką działalność bez zezwolenia.

Autokar jest najpopularniejszym środkiem transportu, z którego korzystają polscy turyści wyjeżdżający za granicę. Ten rodzaj transportu jest także rozpowszechniony w komunikacji krajowej. Autobusy w dużej części przejmują klientów od PKP, które likwidują nierentowne trasy.

Rynek przejazdów międzynarodowych najgwałtowniej rozwijał się do końca 1996 roku. Pierwszą poważną przyczyną jego zahamowania był kryzys w Rosji oraz wprowadzenie opłat na granicach dla przyjeżdżających do Polski turystów handlowych ze Wschodu. Byli oni ważnym źródłem dochodu dla firm przewozowych ze wschodniej części kraju.

— Sezon na tego typu usługi trwa od czerwca do końca września. Wtedy to ceny transportu autokarowego są najwyższe — twierdzi Andrzej Osiński, dyrektor eksploatacji autokarów firmy Orbis Transport.

Bez zezwolenia

Jednym z największych problemów firm zajmujących się krajowym jak i międzynarodowym transportem autokarowym są przewoźnicy, którzy prowadzą swoją działalność bez zezwolenia.

— Według naszych danych w latach 1996-98 w Polsce w komunikacji międzymiastowej działało około 1600 firm zajmujących się przewozami osób. Dodatkowo 1000 przedsiębiorstw funkcjonowało jednak bez zezwolenia — ocenia Mieczysław Marosz, dyrektor Międzywojewódzkiego Ośrodka Organizacji Przewozów Samochodowych w Warszawie.

Wiele kontrowersji na rynku wzbudzają tzw. anteny. Polegają one na zwożeniu przez przewoźników osób do miejsca, z którego wyjeżdża kursowy autokar.

— Jest to największy problem dla firm prowadzących międzynarodowe połączenia autokarowe. Na przykład przewoźnik, który ma zezwolenie na prowadzenie rejsu z Olsztyna do Wiednia zwozi swoich pasażerów z pobliskich miast. Na obsługiwanie tych tras nie ma jednak z reguły pozwolenia — tłumaczy Mieczysław Marosz.

— Wiele firm próbuje dowozić swoich klientów do miejsca, z którego odjeżdża autokar. Na takie zachowanie firm wpływa duża konkurencja na rynku. Gdy zaczynaliśmy naszą działalność w 1990 roku na trasie do Londynu, w której się specjalizujemy, nie jeździło tak wielu przewoźników — mówi Piotr Głębicki, prezes firmy transportowej Visitor.

Dużo zamiesznia na krajowym rynku przewozów autobusowych wprowadziły tzw. gimbusy, które dowożą dzieci do szkół.

Ważny klient

— Jeszcze przez wprowadzeniem reformy edukacji ostrzegaliśmy przez skutkami wprowadzenia gimbusów — zaznacza Mieczysław Marosz.

Dzieci dojeżdżające do szkół były ważnymi klientami miedzy innymi PKS-u. Teraz, gdy na niektórych trasach wprowadzono gimbusy, wiele połączeń trzeba będzie zlikwidować.

— Niektóre samorządy nie chcą słyszeć o likwidacji połączeń. Uważają, że powinny one być utrzymane, mimo iż są nieopłacalne — podkreśla dyrektor Międzywojewódzkiego Ośrodka Organizacji Przewozów Samochodowych w Warszawie.

Artur Lisowski

DZIKA KONKURENCJA: W latach 1996-98 w Polsce w komunikacji międzymiastowej działało około 1600 firm zajmujących się przewozami osób. Dodatkowo 1000 przedsiębiorstw funkcjonowało bez zezwolenia — szacuje Mieczysław Marosz, dyrektor Międzywojewódzkiego Ośrodka Organizacji Przewozów Samochodowych w Warszawie. fot. MP

WYŻSZE CENY: Przewozy autokarowe przez wschodnią granicę to działalność sezonowa. Jedynie od czerwca do września przewoźnicy mogą utrzymywać maksymalną wysokość cen — tłumaczy Andrzej Osiński, dyrektor eksploatacji autokarów firmy Orbis Transport. fot. GK