Czytasz dzięki

Niepewność to zastój państwa

opublikowano: 23-09-2020, 22:00

Kolejne już w tym tygodniu posiedzenie politbiura Prawa i Sprawiedliwości (PiS) nie zostało jeszcze uznane przez Jarosława Kaczyńskiego za „stosowny czas” ogłoszenia ostatecznego wyroku w sprawie losów koalicji Zjednoczona Prawica.

Przynajmniej taki był stan wiedzy autora niniejszego tekstu w momencie jego wysyłania do papierowego „PB”. Notabene równocześnie ze zbiórką wierchuszki PiS swoją przyboczną świtę z Solidarnej Polski (SP) zwołał Zbigniew Ziobro, co wizerunkowo miało podkreślić równorzędność obu podmiotów. Taki chwyt sprytny politycznie jest merytorycznie śmieszny, gdy uwzględni się ostatni prawdziwy — czyli nie sondażowy, lecz uzyskany w urnach wyborczych — pomiar znaczenia obu przystawek PiS. Startując samodzielnie do Parlamentu Europejskiego w 2014 r. SP uzyskała 3,98 proc. ważnych głosów, zaś Porozumienie (wtedy jeszcze pod nazwą Polska Razem) 3,16 proc. Było to wyraźnie poniżej progu 5 proc., chociaż trzeba przyznać, że indywidualne rezultaty Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina okazały się znacznie lepsze od wyników wielu zdobywców euromandatów z drużyn PiS czy PO. Jednak przy wyborach proporcjonalnych, rozliczanych metodą D’Hondta z zaporowym progiem, przystawki nie mają jakichkolwiek szans na mandaty zarówno europejskie, jak też krajowe. Obecnie w ewentualnych przyspieszonych wyborach do Sejmu uzyskałyby wyniki gorsze niż przypomniane z 2014 r. Z drugiej jednak strony — ich głosów brakowałoby PiS do zdobycia samodzielnej większości.

Partyjna siedziba w dawnej drukarni to decyzyjne
serce państwa tzw. dobrej zmiany.
Zobacz więcej

Partyjna siedziba w dawnej drukarni to decyzyjne serce państwa tzw. dobrej zmiany. Mateusz Włodarczyk - Forum

Brutalne dla SP i Porozumienia realia determinują cały przebieg dworskiego kryzysu na szczytach władzy. Tuż po zwycięskich dla tzw. dobrej zmiany wyborach prezydenckich został on wywołany, ku ogromnemu zaskoczeniu skołowanego elektoratu, wydaniem przez Jarosława Kaczyńskiego rozkazu do tzw. restrukturyzacji rządu. Przekonany o własnym majestacie prezes nie przewidział, że opór przystawek PiS wobec utraty stanowisk przekroczy tak znacząco, z jego punktu widzenia, poziom ich realnego znaczenia politycznego. Stopniowo wykrystalizowała się różnica — Zbigniew Ziobro postanowił grać ostro, natomiast Jarosław Gowin jak zawsze kunktatorsko. Zmniejszenie 235-osobowego klubu PiS jedynie o 19 szabel zdradzieckiej SP dałoby wynik 216, natomiast gdyby odpadło również 18 mandatów Porozumienia — zaplecze rządu spadłoby do 198. W pierwszym wariancie prezes mógłby nakazać funkcjonowanie gabinetu mniejszościowego. Drugi całkowicie wyklucza uchwalanie przez Sejm ustaw w wersji PiS, podobnie jak późniejsze odbijanie poprawek wnoszonych przez Senat. Oznaczałoby to sparaliżowanie planów tzw. dobrej zmiany na kadencję 2019-23.

W naszym ustroju konstytucyjnym pozycja prezesa Rady Ministrów jest bardzo silna. Trzeba przy tym zastrzec, że formalna, bo polityczna absolutnie nie. Premier zaprzysiężony po wygłoszeniu exposé i uzyskaniu obowiązkowego wotum zaufania teoretycznie może trwać także w formule mniejszościowej dość długo. W dziejach III Rzeczypospolitej już się tak zdarzało. Pamiętne przykłady to gabinety: Jerzego Buzka z jego końcowego okresu 2000-01, Leszka Millera z lat 2003-04, Marka Belki praktycznie przez cały okres 2004-05, a także Jarosława Kaczyńskiego przez kilka miesięcy w 2007 r. W praktyce jednak rządzenie mniejszościowe sprowadza się do bieżącego administrowania, nieuchronnie prowadzącego do zastoju państwa. Aż trzy lata do końca planowej kadencji 2019-23 to za długo, dlatego przedterminowe wybory, np. wiosną 2021 r., nie są abstrakcją.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane