Nieskuteczna interwencja na rublu

Tadeusz StasiukTadeusz Stasiuk
opublikowano: 2014-12-17 06:25

Resort finansów Rosji zaczął sprzedawać waluty obce i rubel się wzmocnił. Chwilowo. Bank centralny już szuka manipulantów.

Ministerstwo Finansów Rosji zaczęło w środę sprzedawać pozostałe rezerwy walutowe, poinformował Reuters. Ministerstwo uważa również, że rosyjska waluta jest niedowartościowana. Resort nie podał w swoim oświadczeniu, których walut się pozbywa i w jakich ilościach. Jak dowiedział się Reuters, w dyspozycji Ministerstwa Finansów znajduje się około 7 mld USD.

Maksim Oreszkin, szef departamentu długoterminowego planowania strategicznego w MF powiedział Reutersowi, że "wielkość interwencji odnośnie sprzedaży walut zależeć będzie od sytuacji na rynku".

Co prawda doszło do gwałtownego wzmocnienia rubla, jednak potencjału nie starczyło na zbyt długo. Równie szybko doszło do "oddania" zysków i rosyjska waluta znów zaczęła tracić. Przed godziną 13 czasu polskiego euro kosztowało 83 ruble, a dolar 67 rubli. Na rynku CDS prawdopodobieństwo bankructwa Rosji spadło do 31 proc.

Tymczasem bank centralny Rosji rozpoczął dochodzenie w sprawie ewentualnej manipulacji na rynku walutowym, poinformował Władimir Chistiuchin, zastępca gubernatora Banku Rosji. Dodał, że instytucja nie omawiała wprowadzenia mechanizmu zawieszenia obrotu na rynku walutowym w przypadku wystąpienia ostrych ruchów kursów walutowych

----------------------

Po uspokojeniu do jakiego doszło we wtorkowe popołudnie i wieczór, rubel odrobił część strat. Według tamtejszych mediów, do wzrostu wyceny przyczyniło się zdementowanie pogłosek o upadku koncernu naftowego "Rosnieft".

Na rynku papierów wartościowych ceny akcji wyrażone w rublach spadają (indeks MICEX), a w dolarach (RTS) - rosną. O godz. 11 (godz. 9 w Polsce), czyli po godzinie handlu, MICEX osiągnął 1412,38 pkt. To o 2,21 proc. mniej niż na zamknięciu we wtorek. RTS wzrósł do 664,79 pkt., co stanowi o 5,66 proc. więcej niż we wtorek na koniec dnia.

W mediach pojawiają się opinie, że rosyjski kryzys staje się zagrożeniem dla wielu regionów. Te obawy przekładają się na notowania rubla, który dzień rozpoczął od ponownego osłabiania się, choć dosyć spokojnego,  względem koszyka walut.

"Musimy sobie zdawać sprawę, z faktu, że Rosja nie jest izolowanym krajem. Jej wpływ na rynek, mimo że ograniczony, jest jednak spory. Choćby przez generowany na nim strach. Obserwując rozwój sytuacji, można dojść do wniosku, że zmierza ona do katastrofy" - ostrzega David Lennox, analityk Fat Prophets z Sydney.

Tym razem, w przeciwieństwie do nocy z poniedziałku na wtorek, nie doszło do tak spektakularnego działania ze strony Banku Rosji, jakim była zaskakująca swoją skalą podwyżka stóp procentowych. Jej wynik można podsumować stwierdzeniem, że nie pomogła rublowi, a wręcz przeciwnie. Decyzja banku centralnego Rosji wywołała wręcz odwrotny skutek, powodując panikę.

Według analityków których odpytała agencja Bloomberg, bardzo prawdopodobne wydaja się jednak dalsze działania ze strony Banku Rosji, głównie chodzi o interwencje walutowe. W grę wchodzić mogą środki rzędu 70 mld USD. Nie wykluczają również kolejnej podwyżki stóp, a także wprowadzenia kontroli kapitałowej.

Notowania na azjatyckich giełdach nie miały wyraźnego trendu, część parkietów notowała niewielkie spadki (np. w Hongkong, Szanghaj czy Singapur), część jednak, w tym Tokio było przez długie godziny na plusie.

W miarę spokojnie jest też na rynku ropy. Po wtorkowym zejściu poniżej poziomu 54 USD za baryłkę w przypadku ropy typu WTI (pierwsza taka sytuacja od maja 2009 r.) kwotowania kontraktów na ten surowiec przebiegają obecnie relatywnie płasko. To m.in. efekt zapowiedzi rosyjskiego ministra energetyki Aleksandra Nowaka, że kraj wydobycie surowca pozostanie na dotychczasowym poziomie, tegorocznym poziomie 10,6 mln baryłek dziennie. Ofertę dostaw ropy na azjatycki rynek przedstawił z kolei Iran.