Nietrzeźwy dekalog Bachusa

opublikowano: 05-03-2018, 22:00

Rozgorączkowany bóg zamieszkał w Burgundii — z raportu Liv-ex wynika, że dla upojnie rosnących wykresów przestał się już nawet liczyć smak samego wina.

1 Pamiętaj, abyś zwyżkę święcił

Mimo że rynek burgundzkiego wina nie jest aż tak obsesyjnie śledzony przez analityków jak odpowiednik bordoski, byłoby za co wznieść toast — od 2010 r. udział pierwszego regionu w obrocie kolekcjonerskimi winami napęczniał z 1 proc. do 12,3 proc., podaje najświeższy raport Liv-ex. Żeby sprawdzić, czy stoi za tym również pożądana zwyżka, trzeba przytoczyć indeks Burgundy 150, mierzący wartość 150 najbardziej ochoczo kupowanych tamtejszych win. W tym samym okresie co udział w obrocie wskaźnik burgundzkich etykiet wzbił się o prawie 110 proc., pracując na boleśnie mylne wrażenie, że każda inwestycja w butelkę z tego regionu koniecznie się powiedzie.

2Niech stanie się brexit

Nie zawężając się jeszcze do konkretnych winnic, warto na rynek wina spojrzeć z perspektywy czujnego satelity z kosmosu, bo czynniki decydujące o zwyżkach rozsiane są właściwie na całym globie. Gdyby przeanalizować każde głębsze wahnięcie indeksu drogich burgundzkich trunków, szybko okazałoby się, jak czułym barometrem trunki są dla światowej ekonomii — od gwałtownego spadku po bankructwie Lehman Brothers po ostry skok tuż po decyzji o brexicie. Pomiędzy pierwszym osłabieniem dolara a niedawnym osłabieniem funta do gry na rynku wina dołączył również juan: w 2009 r. Państwo Środka podniosło popyt na wino zastrzykiem kapitału stymulującym gospodarkę, żeby po dwóch latach zadartej linii odwrócić na wykresie kierunek, podejmując zaciętą walkę z dławiącą urzędy korupcją.

3 Giełda cierpliwa jest, łaskawa jest…

Szukanie korelacji między sytuacją na giełdzie i potencjałem inwestycji alternatywnych potrafi być prawdziwą zmorą dla obu, bo rzadko się przecież zdarza, że podczas załamania na rynku kapitałowym rynki przykładowych win czy dzieł sztuki nie tracą płynności.

Jak dobitnie pokazały akademickie badania, skrzynki teoretycznie nie powinny tracić wartości, ale w warunkach kryzysu ani popyt nie jest zbyt chętny, ani kolekcjonerzy nie chcą tracić zbiorów, których wartość jest chwilowo zaniżona. W ostatnich dwóch latach burgundzkie wino mogłoby natomiast służyć świętowaniu hossy — Nasdaq zanotował 49 proc. zysku, azjatycki Hang Seng 53 proc., a winiarski Burgundy 150 wzrósł dokładnie o połowę, potwierdzając statystyczny związek.

4 Nie będziesz miał ekspertów przede mną

Oprócz upartego szukania korelacji z notowaniami giełd eksperci badają też zależność cen burgundzkiego wina od jego jakości. Co może zaskakiwać, wysokość not wystawionych przez ekspertów dla danego rocznika ma się nijak do rozmiarów popytu — szczególnie że pierwsze publikowane bywają znacznie później, niż ustala się wartości początkowych transakcji. Jak podaje raport Liv-ex, bezlitośnie pokazuje to analiza regresji, w której jakość mierzona notą z Wine Advocate w większości przypadków zupełnie nieprzekłada się na ceny. Bardziej niż na stawki za konkretne roczniki krytycy wpływają na entuzjazm w stosunku do określonych marek, rozsławiając niektóre tak namolnie, że tabele z cenami ledwo są w stanie to objąć.

5 Czcij markę swoją

Skoro dla stawek na rynku kluczowego znaczenia nie mają noty krytyków, można się domyślić, w jakim stopniu inwestorzy polują po prostu na imponujące etykiety. Poza naczelnym kryterium, jakim jest wąska podaż, na wartość istotnie przekłada się pozycja marki — jak w przypadku Domaine de la Romanée-Conti, producenta, którego Échézeaux zdrożało w dekadę o 250 proc., chociaż spośród etykiet DRC było najbardziej osiągalne. Metka zwycięża nawet nad preferencjami konkretnego obszaru, co bezsprzecznie pokazuje analiza dwóch win z Chambertin — Armand Rousseau i Trapet Père et Fils — o podobnie wysokich notach krytyków. Od 2003 r. indeks pierwszego wspiął się aż 500 proc., podczas gdy stawki za drugie wino są wyższe o około 100 proc., co daje wyobrażenie, jak marnie niekonkretną miarą bywają indeksy dla całego podchwytliwego regionu.

6 Dobra nowina dla złych roczników

Na rynku burgundzkiego wina głównym elementem równania wskazującego na wartość jest rzadkość — im bardziej skąpe jest winobranie, mniej sprzyjająca pogoda i skromniejsza oferta, tym większa przychylność popytu. Samo przełożenie rzadkości na wzrost ceny nie zaskoczyłoby studenta po pierwszym semestrze ekonomii, ale w tym przypadku waga tego czynnika jest tak wysoka, że całkowicie miażdżąca dla jakości. Kiedy zbada się zależność not za rocznik i ceny dla win z Bordeaux, widać wyraźnie, że te mniej udane potrafią być nawet o połowę tańsze. Dla wartości trunków z Burgundii liczy się natomiast głównie pogodowa nieprzychylność, pogłębiająca do granic równowagę podaży i popytu.

7 Błogosławieni ubodzy w grona

Najwyższa roczna podaż butelek to dla rozsławionego Romanée Conti 5 tys., przy średniej cenie 10,5 tys. GBP, szacuje Liv-ex. Burgundzkiego wina Le Montrachet jest jeszcze mniej, bo 400 butelek, podczas gdy — dla kontrastu — bordoskie winnice opuszczać może 60 tys. sztuk z etykietą Petrus i nawet 240 tys. takich z napisem Lafite. Jako że ostatnie zbiory były w Burgundii najniższymi od dziesięcioleci, łączna ilość transakcji pomiędzy producentami a pośrednikami wypadła daleko poniżej długoterminowej średniej — na rynek trafiło około 557 tys. hektolitrów, z czego zaledwie ułamek kolekcjonerskiej kategorii, szacowany przez analityków na 950 tys. butelek mających nasycić rozbuchany popyt.

8 Bachantki z Wielkiej Brytanii

W związku z tym, że na rynku dominuje przekonanie, że o zwyżkach wyrokują niepodzielnie inwestorzy z Azji, warto się przyjrzeć, jaki rzeczywiście mają udział na winiarskiej giełdzie. Z podsumowań wynika, że konta zarejestrowane na Liv-ex przez Azjatów stanowią blisko 20 proc., a ich zakupy mogą odpowiadać aż za 30 proc. sprzedaży burgundzkich win. Krajem, który zdecydowanie dominuje jednak w obrocie, jest Wielka Brytania, tyle tylko, że handlarze zarejestrowani na wyspie mogą zaopatrywać zarówno wilgotne angielskie piwnice, jak i magazyny spekulantów z Państwa Środka — jedyne, czego brytyjski Bachus byłby wobec tego pewien, to że niezależnie od strony globu bracia i siostry wolą czerwone. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nietrzeźwy dekalog Bachusa