Nieugięci

Izabela Tadra
opublikowano: 10-08-2009, 00:00

Wojna pozycyjna. Te dwa słowa najlepiej określają to, co się dzieje w nadmorskim kurorcie.

Właściciel budynków stoczniowych nie może dogadać się z magistratem Ustki. Przegrywa całe miasto.

Wojna pozycyjna. Te dwa słowa najlepiej określają to, co się dzieje w nadmorskim kurorcie.

Kilkanaście miesięcy temu na fasadzie gmachu dawnej stoczni w Ustce zawisły transparenty z napisami "Ustka letnią stolicą Polski?" i "Czy to musi szpecić?". Wiszą do dziś. Znalazły się tam z inicjatywy obecnego właściciela budynków Jerzego Malka, biznesmena z Ustki uważanego za najbogatszego mieszkańca kurortu. Nie bez powodu — do Malka i podległych mu spółek należy wiele atrakcyjnych gruntów w Ustce, Słupsku i innych miastach.

(Nie)zgodnie z planem

Kiedy w czerwcu 2006 r. Jerzy Malek, prezes Marpolu i Euro-Industry, kupił na licytacji komorniczej budynki stoczni w Ustce, miał wobec nich wielkie plany inwestycyjne. Dziś zależy mu tylko na zmianie kwalifikacji nabytych wówczas gruntów.

— Dziś nie mam żadnych planów, ponieważ brakuje miejskiego planu zagospodarowania dla tych terenów, a obecne władze miasta mają plan na "nie i nie". Tak niefortunnie wybraliśmy samorządowców i miasto się po prostu zatrzymało. Realizuje się projekty wypracowane przez poprzednią ekipę. Co nam zostało, czekamy do wyborów w 2010 r. I tyle na ten temat — mówi Jerzy Malek.

Wyjątkowo lakoniczna jak na niego wypowiedź, bo prezes Marpolu, Euro-Industry i członek zarządu kilku innych spółek, słynie z ostrych i odważnych wypowiedzi. W serwisie YouTube.com wciąż można usłyszeć jego wystąpienie, w którym pod adresem burmistrza Ustki padają słowa powszechnie uznawane za obelżywe.

— Konflikt faktycznie istnieje. Budynki stoczniowe są teraz prywatną własnością i to, co się z nimi stanie, jest wyłącznie sprawą ich właściciela, oczywiście w granicach prawa. Pan prezes jest biznesmenem konfliktowym i agresywnym. W jego rękach znajduje się wiele atrakcyjnych nieruchomości naszego miasta, ale to jeszcze nie powód, aby traktować go inaczej niż resztę przedsiębiorców — mówi Maciej Karaś, sekretarz w usteckim ratuszu.

Zapewnia, że spółka Euro-Industry dobrze wiedziała, iż kupuje prawa do terenów kwalifikowanych jako przemysłowe. Tak właśnie zostały one określone w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, który jest częściowo rozpisany dla tego terenu. Jerzy Malek chce, aby rada miejska przekwalifikowała je tak, by można było budować obiekty handlowe, usługowe i mieszkalne.

Wymiany nie będzie

Rada miejska i ratusz są jednak nieugięte.

— To oczywiste, że zmiana przeznaczenia tych gruntów może podnieść ich wartość nawet kilkunastokrotnie. Pan prezes jest znany z tego, że skupuje nieruchomości w atrakcyjnych lokalizacjach, po czym stara się je sprzedać z zyskiem. Nie chodzi nam jednak o to, by krzyżować mu plany i przeszkadzać w interesach. Po prostu proponowany sposób zagospodarowania terenów postyczniowych, leżących w granicach portu, nie w pełni jest zgodny ze "Strategią rozwoju portu" przyjętą przez Radę Miasta. Wprowadzenie na tereny portowe zabudowy mieszkalnej wyklucza możliwość rozwoju portu morskiego, a dla nas utrzymanie funkcji portowych jest jednym z priorytetów. Natomiast, jeśli chodzi o tereny po zachodniej stronie kanału, to akceptujemy jego koncepcję zagospodarowania — przekonuje Maciej Karaś.

Przyznaje on jednak, że prezes spółek MKT i Euro-Industry próbował też osiągnąć swój cel metodami pokojowymi i wykazywał dobrą wolę, proponując miastu wsparcie finansowe przy remontach drogowych w zamian za pozytywne rozpatrzenie swojej sprawy. Rada miejska nie przystała jednak na jego propozycję.

— Takie układy pachną korupcją i mogłyby być naprawdę źle odczytane. Niemniej jednak bardzo doceniamy dobrą wolę pana prezesa — przekonuje Maciej Karaś.

W taki sposób Jerzy Malek próbował rozwiązać problemy z planem zagospodarowania przestrzennego w Słupsku. W grudniu 2006 r. na konto miasta wpłacił wtedy 100 tys. zł darowizny, za które miasto miało przeprowadzić studium zabudowy dla terenu, którego właścicielem jest Malek i gdzie chce zbudować aquapark.

Pejzaż z prokuratorem

Małek kupował ustecką stocznię w trzech etapach. W dwóch pierwszych należąca do niego spółka Euro-Industry kupiła grunty należące do stoczni, a dzierżawione przez firmę Alu-Stocznia. W ostatnim jako jedyna stanęła do przetargu i weszła w posiadanie trzech hektarów gruntu w sercu miasta oraz warsztatów, biurowca pamiętającego czasy Gierka, piaskarni, malarni, magazynów i nabrzeża z basenem stoczniowym. Majątek sprzedany w tym ostatnim etapie szacowano na 7,3 mln zł, Malek zapłacił 3/4 ceny czyli 5,5 mln zł.

Nie ukrywał, że na stocznie ostrzył zęby od kilku lat. Mniej niż on cieszyli się stoczniowcy i mieszkańcy Ustki, którzy dopatrywali się nieścisłości w wycenie i samej transakcji oraz straszyli inwestora prokuratorem.

Na spełnienie tych gróźb nie trzeba było długo czekać. PiS-owska posłanka Jolanta Szczypińska zwróciła się do ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry z prośbą o zbadanie, czy transakcja została przeprowadzona prawidłowo i czy wartości stoczni nie zaniżono. Do akcji wkroczyła więc słupska prokuratura, a kilka miesięcy później prezes Stowarzyszenia Rzeczoznawców Majątkowych w Słupsku, zwany teraz Kazimierzem N., usłyszał trzy zarzuty poświadczenia nieprawdy w operatach szacunkowych. Dzięki jego wycenie cała stocznia została ostatecznie sprzedana za nieco ponad 10 mln zł. Oznacza to, że metr kwadratowy gruntu w centrum kurortu kosztował nieco ponad 62 zł. Jerzy Malek tłumaczył się wówczas, że na wycenę nie miał żadnego wpływu, bo została przeprowadzona na długo przed transakcją. I ma rację.

Jednak proces sądowy z miastem Ustką go nie ominie.

— Pan prezes jest właścicielem innego atrakcyjnego gruntu w centrum miasta. Ten akurat jest przeznaczony pod zabudowę uzdrowiskową z usługami zdrowia, usługami hotelarskimi, handlowo-gastronomicznymi, obsługą ruchu turystycznego, itp. Pan Malek kupując go podpisał umowę notarialną, że w określonym czasie rozpocznie na nim inwestycję. Warunków nie dotrzymał, więc powinien zapłacić karne 25 proc. ceny nieruchomości — mówi Maciej Karaś.

Jerzy Malek zgodnie ze swoją zapowiedzią z kwietnia nie zapłacił. Miasto lada dzień złoży przeciwko niemu pozew sądowy.

Wojna o to, co stanie w usteckim porcie, toczy się nieprzerwanie od trzech lat. To dość czasu, aby zbudować tam np. nowoczesny hotel, centrum rozrywkowe lub cokolwiek, co zastąpiłoby postyczniowe rudery, odmieniło krajobraz tej części miasta i zachęciło turystów do odwiedzania go. A turyści, oprócz Ustki, mają do wyboru jeszcze kilka innych miejscowości na polskim wybrzeżu...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Izabela Tadra

Polecane