Niezłomne palenie kawy

Tomasz Markiewicz
opublikowano: 25-03-2005, 00:00

Czekolada Wedla i kawa Plutona to dwa symbole warszawskiego przemysłu spożywczego. Przejęty przez zachodnich inwestorów Wedel radzi sobie świetnie, niezwykłe losy Plutona warto zaś przypomnieć.

Palarnia kawy Pluton w latach świetności należała do krajowej czołówki pod względem jakości i technologii produkcji. Firma miała 31 sklepów w Warszawie, Lublinie, Łodzi, Gdyni i Poznaniu. Powstała w dobie gospodarczej prosperity w Kongresówce, przetrwała obie wojny światowe i powstanie warszawskie. Likwidację zawdzięczała nie złym wynikom finansowym, ale komunistycznej „bitwie o handel”.

Rewolucja

Aż do lat 80. XIX stulecia kawę sprzedawano na ziemiach polskich tylko w postaci surowej. Aby delektować się aromatycznym napojem, należało samemu palić ziarno kawowe. Czyniono to w sposób dość prymitywny, zazwyczaj na patelniach, często nie dość dokładnie umytych po smażeniu innych potraw. W niektórych miastach z maszynkami do palenia kawy chodzili po domach Żydzi i za drobną opłatą palili kawę. Rewolucja nastąpiła w 1882 roku, gdy z Krakowa do Warszawy przeniósł się kupiec Tadeusz Tarasiewicz. Jego firma Pluton jako pierwsza zaoferowała kawę paloną we własnej palarni. Z czasem Pluton zyskał wielu klientów w Warszawie i w innych miastach, ale na początku niełatwo było ich zdobyć. Kawa palona była droższa od surowej przynajmniej o jedną piątą, taki bowiem był ubytek jej wagi w procesie palenia. W zamian za wyższą cenę otrzymywało się jednak wyborny produkt, nie umywający się do kawy z patelni.

Początki warszawskiego interesu Tarasiewicza przedstawiały się nader skromnie. Firma mieściła się w kilku pokojach w oficynie domu przy ul. Świętokrzyskiej 9. Poza palarnią otwarto tu podwoje pierwszego sklepu firmowego. Najważniejszym urządzeniem był opalany drewnem piec do palenia kawy, który dawał równy i aromatyczny produkt, podczas gdy przy paleniu otwartym niemal cały aromat kawy się ulatniał. Przez pierwsze 17 lat działania Pluton był w Warszawie bezkonkurencyjny. Dopiero w 1896 r. drugą palarnię założył producent słodyczy, firma Franciszek Fuchs i Synowie. Przed wybuchem I wojny światowej Pluton miał 7 sklepów w Warszawie, 4 — w Łodzi, po jednym — w Sosnowcu, Lublinie i Kijowie. Wciąż modernizował palarnię, która nie ustępowała swym zachodnioeuropejskim odpowiednikom. Kawę codziennie rozwożono po mieście platformą konną, a koleją jest wysyłano do odbiorców w Królestwie i na rynek rosyjski.

Akcje dla pracowników

Niewiele brakowało, aby to Pluton był pierwszym producentem na świecie ekstraktu kawy, który dziś znamy jako „neskę”. W 1912 roku metodą dr. Rakowskiego uzyskano dobrej jakości ekstrakt płynny, próbowano również uzyskać ekstrakt w stanie suchym. Niestety, przeszkodą stała się śmierć wynalazcy, który zabrał do grobu recepturę. I tak nie Pluton, ale szwajcarska firma Nestle — i to dopiero w 1938 roku — wyprodukowała kawę rozpuszczalną.

Tymczasem Pluton wychwytywał wszelkie nowinki techniczne i marketingowe. W sklepach pojawiły się młynki elektryczne do kawy, a klienci otrzymali kupony, których odpowiednia ilość uprawniała do uzyskania 10 proc. rabatu. Wśród odbiorców nie brak prestiżowych klientów, jak restauracja hotelu Europejskiego, kawiarnia Hotelu Bristol, cukiernie Lourse’a, Semadeniego i Bliklego. W styczniu 1914 roku firma stała się spółką akcyjną o kapitale 1 mln rubli, podzielonym na 10 tys. akcji po 100 rubli każda. Wydarzeniu temu towarzyszył niebywały na owe czasy gest właścicieli, odnotowany nawet w warszawskiej prasie jako „niezwykły czyn obywatelski”. Oto synowie założyciela firmy, Tadeusz i Michał Tarasiewiczowie, w dowód uznania dla robotników fabryki, darowali im część własnych akcji, równomiernie do zasług i liczby lat pracy. Łącznie rozdali 209 akcji 70 pracownikom.

Potentat

Z I wojny światowej firma Pluton, podobnie jak większość przemysłu Królestwa, wyszła pokiereszowana, a sytuacja ekonomiczna zmusiła ją do likwidacji placówek handlowych na prowincji. Nadal posiadają 8 sklepów w Warszawie i 2 w Łodzi. Okres wojny przetrwali również konkurenci, jak F. Fuchs i Synowie, i najgroźniejszy rywal na rynku, „Kawa Molinari” Matyjewicza. W końcu 1924 roku główny akcjonariusz tej firmy zaproponował Plutonowi nabycie swojego większościowego pakietu akcji. Fuzja obu firm uczyniła z Plutona stołecznego potentata z 19 sklepami w Warszawie i nowym budynkiem fabrycznym wraz z posesją przy ul. Grzybowskiej 37. W latach 1924-1930, kiedy panowała w Polsce koniunktura gospodarcza, obroty firmy przekraczały 3 mln zł rocznie, co stawiało ją w czołówce krajowych przedsiębiorstw specjalizujących się w sprzedaży kawy i herbaty. Firma zatrudniała wtedy 126 osób. Jak wspomina Kordian Tarasiewicz, wnuk założyciela firmy i jej dyrektor od 1934 roku, w latach trzydziestych doszło do incydentu z fabryką czekolady Plutos, która powstała w 1925 roku. Podobieństwo nazw niejednokrotnie dezorientowało klientelę. Miarka się przebrała, gdy na ul. Chłodnej, tuż obok sklepu Plutona, pojawił się sklep Plutosa, a firma wypuściła na rynek herbatę „Plutos” i w jednym ze swoich sklepów urządziła „tea room”. Pluton przed sądem udowodnił, że Plutos naruszył przepisy o uczciwej konkurencji, i uzyskał wyrok zabraniający temu ostatniemu sprzedaży herbaty oraz nakazujący likwidację herbaciarni.

Kryzys lat trzydziestych nie ominął rynku kawy i herbaty. Import kawy spadł o 15, a herbaty nawet o ponad 30 proc. Trudną sytuację próbowali wykorzystać wrogowie „liberalizacji handlu”, których w II Rzeczypospolitej, podobnie jak i obecnie, nie brakowało. Już w 1929 roku dyrektor Naukowego Instytutu Kolonialnego i Emigracyjnego przesłał Komitetowi Ekonomicznemu Rady Ministrów projekt monopolu państwowego w handlu kawą, co miało o połowę zmniejszyć wydatki dewizowe i ograniczyć zyski kupców z korzyścią dla klientów. Ale po debacie prasowej i sprzeciwie branży rząd odstąpił od tego pomysłu. Trudności dewizowe państwa spowodowały jednak w 1932 roku kontyngentowanie importu, a ponad wyznaczony limit dopuszczano jedynie wymianę barterową. Nadmierne rozpasanie fiskusa również nie jest wynalazkiem naszych czasów. W przypadku najtańszej kawy firmy Pluton „Rio 7” koszt zakupu surowca wynosił nieco ponad 1 zł za kg, a opłaty importowe wraz z cłem sięgały aż 2,60 zł. Kres utrudnień importowych przyniósł traktat handlowy zawarty z Anglią w 1936 roku, w którym strona angielska zastrzegła, że żadne dodatkowe opłaty nie mogą obciążać importu.

Reklama i marketing

Pluton reklamował się na torebeczkach cukru i w cennikach warszawskiej kawiarni Zodiak. Akwizytorzy firmy jeździli po kraju, często własnymi samochodami, w poszukiwaniu odbiorców. W drodze konkursu dotychczasowe logo, siedzący na tronie Pluton, zastąpiono ziarnkiem kawy w płomieniu, projektu inż. Jerzego Hryniewieckiego. Miasto przemierzało kilka kremowo-brązowych furgonów dostawczych z nowym czerwonym logo Plutona po bokach i na dachu, aby było widoczne także dla pasażerów tramwajów. W prasie organizowano konkursy reklamowe, a teksty i rysunki reklam projektował Eryk Lipiński. W 1937 r. firma posiadała już 31 zmodernizowanych pod względem wystroju sklepów. Przeciętnie każdy z nich obsługiwał dziennie od 100 do 150 klientów. Dużą część obrotów stanowiła sprzedaż hurtowa dla 1300 odbiorców w całym kraju. Na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej najelegantsze polskie kawiarnie zaczęły zaopatrywać się w maszyny do parzenia kawy „ekspresso”. Pluton, jako jeden z pierwszych, dostosował do nowej technologii swoje mieszanki kawy. W 1939 roku z okazji narciarskich mistrzostw świata w Zakopanem na rynku ukazała się specjalna „Herbata turystyczna” Plutona o cierpkim smaku, pakowana w płaskie puszki świetnie mieszczące się w kieszeni lub w plecaku.

Polski napar z Angoli

Ostatnią pionierską inicjatywą Plutona przed wybuchem wojny było nawiązanie bezpośrednich kontaktów z polskimi plantatorami kawy w Angoli, wtedy kolonii portugalskiej. Posiadłości posiadali tam m.in. Michał Zamoyski i Juliusz Gebethner. W 1939 roku jeden z polskich plantatorów w Angoli, Tadeusz Dekański, zgodził się na transakcję bezdewizową: za przesłaną do Plutona kawę zapłata nastąpić miała w złotych na rzecz rodziny plantatora w Polsce. Kilka miesięcy trwała procedura uzyskania ministerialnego zezwolenia na tak nietypowy kontrakt. Postanowiono wykorzystać sprawę reklamowo, na specjalnych opakowaniach miała być podkreślona „polskość” pochodzenia kawy. Tak dobrze zapowiadający się projekt ostatecznie pogrzebał warszawski agent brytyjskiej firmy ubezpieczeniowej Lloyd, który — w obliczu zbliżającej się wojny — uznał transakcję za zbyt ryzykowną i odmówił ubezpieczenia transportu kawy z Angoli.

Kawa za Niemca...

Przez okupację firma kontynułowała działalność. Pluton utrzymywała przy życiu produkcja kaw zbożowych i marmolady, na którą zyskiwała kontyngenty surowcowe od władz niemieckich, a także sprzedaż w sieci własnych sklepów artykułów kartkowych. Liczba sklepów zmalała do 25. Lokal w Poznaniu został skonfiskowany, sklepy łódzkie znalazły się poza granicami Generalnego Gubernatorstwa, a sklepy lwowskie — przejściowo w sowieckiej strefie okupacyjnej. Sytuację firmy i jej personelu ratowało otwarcie lokalu kawiarniano-restauracyjnego pod nazwą Fregata na ul. Mazowieckiej. Wnętrze projektuje awangardowy architekt Maciej Nowicki, a klientów przyciągają kierownik sali, znany aktor Kazimierz Junosza Stempowski oraz występy Mieczysława Fogga. Maciej Nowicki projektował również wnętrza odbudowanego w 1942 r. sklepu przy ul. Marszałkowskiej 98. Wartość remanentu towarów i surowców na koniec 1942 roku przewyższała o połowę stan z 1939 r., a zatrudnienie wzrosło do 254 osób. Firma objęła opieką wielu inteligentów, m.in. prozaika Tadeusza Brezę i świetnego felietonistę Adolfa Nowaczyńskiego, wysyłała paczki żywnościowe oficerom więzionym w oflagach, uratowała transport 150 dzieci z Zamojszczyzny. Klęska powstania warszawskiego zmusiła firmę do opuszczenia stolicy. Zniszczeniu uległy jej sklepy, magazyny i fabryka. Po powstaniu firma — za zgodą władz niemieckich — kontynuowała produkcję marmolady w majątku Radonie pod Grodziskiem Mazowieckim.

...i za komuny

Po wojnie kierownictwo Plutona reaktywowało firmę. Uruchomiono kilka sklepów w Warszawie i w Łodzi oraz nowy sklep w Gdyni. W 1945 roku firma Pluton otrzymała w dzierżawę od Ministerstwa Aprowizacji poniemiecką paczkarnię herbaty w Gdańsku Oliwie i palarnię kawy w Gdańsku Wrzeszczu. Odbudowano fabrykę przy ul. Grzybowskiej 37 w Warszawie wraz z frontowym domem mieszkalnym. Szczyt powojennego rozwoju firma osiągnęła w 1947 roku. Produkowała 140 ton kawy zbożowej dla wojska, eksportowała mak do USA, pulpę owocową i puch gęsi do Anglii, zatrudniała 35 pracowników. 6-krotny wzrost obrotu!

Ale już w 1948 roku skończyła się tolerancja dla firm prywatnych. Zaczęły się represyjne domiary podatkowe typowe dla komunistycznej „bitwy o handel”. Państwowa Centrala Handlowa eliminowała kawę ze sprzedaży hurtowej, co poważnie uszczupliło obroty firmy. Jeszcze za 1949 rok odnotowano zysk. W 1950 roku firmę pozbawiono koncesji na handel zagraniczny, a Bank Rzemiosła i Handlu zażądał natychmiastowej spłaty kredytu. W atmosferze stalinowskiej nocy, gdy Miejski Handel Detaliczny brutalnie przejmował ostatnie prywatne sklepy.

Pluton stopniowo likwidował działalność. Zamykał sklepy, stracił budynek przy Grzybowskiej 37, który w 1950 roku został znacjonalizowany. We wrześniu 1951 roku, po 69 latach nieprzerwanej działalności, sąd ogłosił upadłość firmy Pluton.

W klimacie odwilży po październiku 1956 r. Konradowi Tarasiewiczowi, jako byłemu zarządcy firmy, udało się doprowadzić do zwrotu na jej rzecz nieruchomości przy ul. Grzybowskiej 37. W 1958 roku budynek i teren przy Grzybowskiej 37 został przekazany syndykowi. Sprzedaż obu budynków pozwoliła na uregulowanie wszelkich długów firmy. W 1962 roku sąd umorzył postępowanie upadłościowe firmy Pluton. Był to jedyny wypadek zaspokojenia w 100 proc. roszczeń wszystkich wierzycieli z masy upadłości przedwojennej firmy, doprowadzonej przez komunistyczne państwo do bankructwa.

Pluton do dziś figuruje w rejestrze handlowym. Kordian Tarasiewicz, urodzony w 1910 roku w Warszawie, absolwent SGH, nestor polskiego przemysłu spożywczego, nie traci nadziei na reaktywację działalności firmy.

Autor dziękuje p. Kordianowi Tarasiewiczowi za udostępnienie materiałów o firmie Pluton

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tomasz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Niezłomne palenie kawy